Forum Giełda +Dodaj wątek
Opublikowano przy kursie:  28,20 zł , zmiana od tamtej pory: -68,23%

Re: Wyborcza wywiad.

Zgłoś do moderatora
wklejam cały tekst, ciekawy: jest o obecnej rzeczywistości i jak to zmienia funkcjonowanie firm - praca zdalna
oraz m in o un 4d i sezonie drugim przebojowej netflixowskiej antologii ''miłość, śmierć i roboty''
gdzie obecność platige wydaje się obowiązkowa...
cyt
''Czy filmy i seriale uratuje technologia z odległej galaktyki? Bagiński: To ewolucja, nie rewolucja
- Oglądaliśmy ten sprzęt i śliniliśmy się na myśl o możliwościach, jakie on daje - opowiada animator z czołowego studia z Los Angeles. Gdy koronawirus zamknął plany filmowe, animatorzy działali nadal. Specjaliści od efektów wizualnych uratują teraz kino i seriale?
Na skutej lodem planecie ląduje statek. Z jego pokładu schodzi ubrany w połyskującą zbroję wojownik, kosmiczny rewolwerowiec, łowca nagród. Mandalorianin. Niemal nigdy nie pokazuje twarzy, od chromowanej powierzchni jego hełmu odbija się mroźny, niebieskawy krajobraz i światła pobliskiej kantyny. Gdy do niej dociera, wybucha bijatyka ze strzelaniną. Krótka, bo inspirowany westernowymi legendami łowca nie zwykł chybiać.

Swoją ofiarę taszczy na pokład statku. Po chwili są już w czeluści kosmosu. Ale podróż, jak zawsze w „Gwiezdnych wojnach”, nie będzie długa. Jedno cięcie i scena przenosi się na pustynną planetę, gdzie pośrednik łowcy nagród daje mu kontakt do kolejnego zleceniodawcy. Po chwili jest już w jego biurze, ciemnym i zagraconym, jakby powstało w starym magazynie. Za biurkiem siada stary mężczyzna o twarzy Wernera Herzoga, a potem głosem i z akcentem Wernera Herzoga daje Mandalorianinowi kolejne zlecenie. Cięcie!
Tak zaczyna się pierwszy odcinek serialu, z którym w 2019 r. o światową popularność rywalizować mogły tylko „Gra o tron” HBO i Netflixowy „Wiedźmin”. Wyprodukowany przez Disneya „Mandalorian” to pierwszy aktorski serial w uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Ale przełomowy jest z zupełnie innego powodu.

Technologia góry przenosi
W normalnych warunkach wymienione powyżej sceny kręcono by w ciągu co najmniej paru tygodni, w przynajmniej dwóch lokacjach i trzech halach studyjnych. Lodową planetę wypadałoby kręcić np. na Islandii, pustynię w Hiszpanii lub Tunezji, a kantynę, wnętrze statku i biura zbudować w studiu. Ale niemal cały plan zdjęciowy „Mandalorian” nie ruszał się z miejsca. A przejście aktorów, ekipy i całego sprzętu z pleneru w plener zajmowało ułamek sekundy. Jak to możliwe?
Sięgnąwszy do wypchanych dolarami kieszeni Myszki Miki, producenci z Disneya zaprosili do współpracy speców ze studia efektów specjalnych Industrial Light & Magic (założył je George Lucas, twórca "Gwiezdnych wojen") oraz ludzi pracujących nad silnikiem graficznym Unreal Engine. Silnik, należący do firmy Epic Games, potentata na rynku gier wideo, pozwala na tworzenie fotorealistycznych krajobrazów i efektów wizualnych. Te rzucano na olbrzymim ekranie LED otaczającym halę studia filmowego niemal w 360 stopniach.

W efekcie zaledwie kilkoma kliknięciami na specjalnym tablecie filmowcy mogli przełączać się między przygotowanymi wcześniej lokacjami, generować naturalnie wyglądające oświetlenie i modyfikować je w czasie rzeczywistym.
Wykorzystanie ekranów LED i cyfrowych plenerów przyciągnęło do serialu uwagę już w momencie jego premiery. Dawało to nowe możliwości, jak choćby filmowanie kilkugodzinnych zachodów słońca czy (dosłownego) przenoszenia gór, bo ktoś na planie stwierdził nagle, że dane wzniesienie lepiej wyglądałoby przesunięte nieco w lewo.

Ale gdy wiosną 2020 r. pandemia koronawirusa uziemiła ekipy filmowe, branża zaczęła się zastanawiać, czy przyszłość kina i seriali nie leży właśnie w wykorzystaniu wirtualnych planów zdjęciowych.

- Technologia wykorzystana przy „Mandalorian” to nasza przyszłość. Oglądaliśmy ten sprzęt kilka miesięcy temu i śliniliśmy się na myśl o możliwościach, jakie on daje – mówi w rozmowie z „Wyborczą” Hubert J. Daniel, dyrektor animacji w założonym przez Tima Millera („Deadpool”) studiu animacji i efektów specjalnych Blur z Los Angeles.- Unreal Engine wciąż służy głównie twórcom gier, ale technologia tak poszła do przodu, że za jego pomocą można już tworzyć wirtualne plenery i w czasie rzeczywistym operować nimi przed kamerą w studiu - wyjaśnia. - Jeszcze pięć lat temu ta technologia miała mnóstwo ograniczeń. Światło było kiepskie, nie można było wygenerować naraz odpowiedniej liczby obiektów itd. Teraz, wraz z nowszą wersją silnika Unreal, można tworzyć niesamowite rzeczy.

Tomasz Bagiński: Radykalna zmiana w myśleniu
Nieco mniejszym optymistą jest Tomasz Bagiński, reżyser, producent i animator, założyciel warszawskiego studia Platige Image, producent "Wiedźmina".
- To ewolucja, nie rewolucja, ale ta technologia daje ciekawe możliwości. Gdy ma się długi czas na przygotowania, pewne czynności robi się dzięki temu narzędziu znacznie szybciej. Te wszystkie scenografie nadal trzeba zbudować. Tyle że wirtualnie – wyjaśnia Bagiński. – Działa to inaczej niż w przypadku green screenu, gdzie sztuczny obraz powstaje po zdjęciach zasadniczych. Tu powstaje on wcześniej, co wymaga radykalnej zmiany w myśleniu reżyserów i ekip produkcyjnych.

A ci, zdaniem Bagińskiego, mają coraz mniejszą świadomość w dziedzinie efektów wizualnych. – Przez ostatnie 20 lat ona zmalała, a nie wzrosła – twierdzi. - Wcześniej, by zastosować je w danym ujęciu, trzeba było przygotować pod nie całą scenę, reżyser musiał dokładnie wiedzieć, co i jak chce zrobić. Musiał wejść w ten proces głębiej. Ale przez lata sytuacja się zmieniła i teraz te efekty powstają w olbrzymich fabrykach przygotowywane przez niezwiązanych z tradycyjnym filmem specjalistów. Łącznikami między dwoma światami są koordynatorzy animacji na planie, którzy tłumaczą reżyserom, co można, a czego nie można zrobić.

Netflix popędza
A z tym lekko nie jest, bo choć w teorii z pomocą animacji pokazać można wszystko, to wymaga ona zupełnie innego podejścia. A przede wszystkim - czasu i pieniędzy. - Tradycyjni filmowcy nie czuli już żadnego ciśnienia, żeby się tej technologii uczyć. Bo skoro są od tego specjaliści, to lepiej zostawić to im – komentuje Bagiński.

Hubert J. Daniel na marginesie podaje przykład współpracy ze znanym reżyserem filmowym, który po raz pierwszy mierzył się z reżyserowaniem filmu animowanego. – Nie rozumiał tych mechanizmów. Pokazaliśmy mu szkic sceny, a on poprosił, żebyśmy dołożyli na obiektywie efekt kropel wody. 15-20 minut animacji tworzy się w naszym studiu przez rok. A w Blur pracuje około 100 osób! Zanim on by tę wodę zobaczył, minęłoby pewnie kilka miesięcy. To zupełnie inna metoda pracy – opowiada.
Jego studio przygotowuje właśnie dla Netflixa kolejny sezon animowanego serialu dla dorosłych „Miłość, śmierć i roboty”. W przeciwieństwie do tradycyjnych ekip filmowych branża animacji nie odczuła przestoju wywołanego kwarantanną.
- Radzimy sobie całkiem nieźle. Jeśli ktoś miał robić efekty specjalne do filmu, który stanął na planie, to wiadomo, że wszystko się opóźni, ale my mamy dużo różnych projektów – zdradza Daniel.

Pożytki z pandemii
W studiu Blur już wcześniej działał system pracy zdalnej. W czasie kwarantanny różnica polegała na tym, że korzystali z niego wszyscy pracownicy. Ale w stuosobowym Blurze czy liczącym około 300 pracowników Platige Image było to znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia niż w gigantach pokroju Industrial Light & Magic czy Weta Workshop, gdzie pracują tysiące ludzi.
- Przez kilka tygodni najbardziej rygorystycznego zamknięcia w siedzibie Platige Image było tylko kilka osób z obsługi technicznej. Reszta pracowała zdalnie, co oczywiście miało swoje ograniczenia, ale jednak da się tak tworzyć animacje. W niektórych polach nawet sprawniej, bo część pracowników nie traci czasu na dojazdy lub po prostu lubi pracować w samotności, bez ciągłego kontaktu z zespołem – opowiada Bagiński.

Na planach zdjęciowych wygląda to oczywiście zupełnie inaczej, ale i ten czas zdaniem Bagińskiego nie został zmarnowany.

- Po pierwszym miesiącu kwarantanny, gdy wszyscy sobie odpoczęli i naładowali baterie, wśród ludzi pojawiła się potrzeba, by już coś jednak robić. A było do zrobienia wiele rzeczy związanych z szeroko rozumianą preprodukcją. Cyzelowanie scenariuszy, dopieszczanie różnych elementów historii – opowiada.

I dodaje, że jego zdaniem pandemia wpłynęła na jego branżę dość delikatnie. - Mówię tu o animacji, ale częściowo i o filmie jako takim. Dużo pracy kreatywnej można wykonać w domu. Dostaliśmy w prezencie kilka dodatkowych miesięcy na preprodukcję, a to w tej pracy chyba najważniejsza rzecz. Często nie ma na to czasu, bo i najłatwiej tę fazę skracać – zauważa. – Teraz na plan zdjęciowy można wejść znacznie lepiej przygotowanym, niż było się kilka miesięcy temu.
Animacja doczeka się nobilitacji?
Ale czy brak przestoju na rynku animacji wpłynie jakoś na widzów? Czy zamiast nowych produkcji w przyszłym roku w Netflixie i HBO oglądać będziemy filmy i seriale animowane?

- Wiem, że Netflix szuka treści animowanych – zdradza Hubert J. Daniel. - Teraz tym bardziej są im one potrzebne. Wydaje mi się, że wiele projektów, które mogły być odłożone w czasie, zobaczymy na platformie wcześniej. Z prostej przyczyny. Animatorzy mogli pracować. Wręcz nas popędzają z drugim sezonem "Miłości, śmierci i robotów" – zauważa.

Podkreśla też, że animacja jako taka to nie gatunek filmowy, ale środek ekspresji. Można wyrazić za jego pomocą wszelkie gatunki. - Jest tu jeszcze duże pole do popisu. Kto wie, może w końcu ludzie przestaną myśleć o animacji jako dziedzinie przeznaczonej tylko dla dzieci?
Bagiński jednak rewolucji się nie spodziewa. - Premier seriali było zaplanowanych tyle, że nawet za sprawą wstrzymania prac widz nie powinien tego odczuć. Te tegoroczne i tak były już raczej zamknięte, a te zaplanowane na przyszły rok można pewnie nieco rozciągnąć w czasie, by nie było dziur – mówi.

Jego zdaniem najmocniej dotknięte koronawirusem pozostaną kina. - Nie wiem, ile czasu zajmie ich powrót do dawnej świetności. Jeśli w ogóle to nastąpi. Mam nadzieję, że tak, bo to doświadczenie, którego nie da się zwirtualizować. Ale czym będzie kino po pandemii? Wciąż nie wiadomo.

Skoro sama animacja i nowe technologie świata filmu i serialu nie uratują, może chociaż go wspomogą? Tu producent „Wiedźmina” też studzi oczekiwania.
Technologia użyta w „Mandalorian” ma dużą przyszłość. Mnie wydaje się ona jeszcze niedojrzała, ale jest na tyle widowiskowa, że będzie duże ciśnienie ze strony rynku, więc będzie ona dojrzewać. Dla osób, które nie mają wiedzy technicznej, wydaje się to fajnym, tanim rozwiązaniem. Po co mamy jechać na Islandię, skoro możemy mieć ją w studiu? Ale ta technologia ma masę ograniczeń, a ekrany LED o takim rozmiarze są wciąż bardzo kosztowne. Będą tanieć, tak jak to się działo z telewizorami plazmowymi. Zanim ta technologia dojrzeje, minie cztery, pięć lat – twierdzi Bagiński.

Zauważa, że efektów wizualnych w serialach jest znacznie więcej niż dziesięć lat temu. - Do tego, by one się rozwijały, koronawirus nie był nam potrzebny – twierdzi.
Jego zdaniem większość historii ukazywanych w filmach i telewizji tych efektów nie wymaga. – To się nie zmieni. Historia dyktuje rozwiązania techniczne. Jedne wymagają języka animacji, bo w niej pokazać można wszystko, inne opierają się na efektach wizualnych, ale część zupełnie tego nie potrzebuje – zauważa.

I konkluduje: - Niektórzy twórcy nadal będą chcieli kręcić analogowo, na taśmie filmowej, która w pewnych obszarach wciąż jest niepobita. W ciągu roku na Zachodzie powstaje kilkaset seriali. Miejsce jest dla wszystkich.''

Treści na Forum Bankier.pl (Forum) publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję przed publikacją.

Bonnier Business (Polska) Sp.z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za informacje publikowane na Forum, szczególnie fałszywe lub nierzetelne, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie decyzji inwestycyjnych w myśl artykułów 12 i 15 Rozporządzenia MAR (market abuse regulation). Złamanie zakazu manipulacji jest zagrożone odpowiedzialnością karną.

Zamieszczanie na Forum propozycji konkretnych decyzji inwestycyjnych w odniesieniu do instrumentu finansowego może stanowić rekomendację w rozumieniu przepisów Rozporządzenia MAR. Sporządzanie i rozpowszechnianie rekomendacji bez zachowania wymogów prawnych podlega odpowiedzialności administracyjnej.

Przypominamy, że Forum stanowi platformę wymiany opinii. Każda informacja wpływająca na decyzje inwestycyjne pozyskana przez Forum, powinna być w interesie inwestora, zweryfikowana w innym źródle.

[x]
PLATIGE 6,76% 9,48 2026-02-09 09:00:00
Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.