Jak w dowcipie.
"Nie radzący sobie z życiem i alkocholixmem człek idzie obok salonu mercedesa i myśli, wejdę bo nigdy nie będzie mnie stać na taki wóz więc obejrzę chociaż. Wchodzi a tam fanfary i menager wychodzi. Mówi. Przekroczył pan próg naszego salonu jako milionowy klient. Dostaje pan samochód.
Uradowany jedzie do domu i myśli. Nie przepije resztek pieniędzy lecz zatankuje i rodzinę przewioze. Wjeżdża na stację, a tam znów sytuacja się powtarza. Jest obdarowanym klientem, wyjeżdża z pełnym bakiem paliwa. Jedzie więc do sklepu po słodkości dla dzieci i znów przy kasie nie płaci. Bo jest stutysiecznym klientem. Więc z pełnym bakyem paliwa i pełnym bagażnikiem jedzenia, nowym samochodem jedzie do domu. Lecz kupę mu się zachciało. I zatrzymuje się na poboczu. Idzie w krzaki. Robi. A, że nie ma się czym podetrzeć. Szarpie za kępę trawy próbując wyrwać by się podetrzeć. Wtem słyszy głos żony. Heniek nie dość, że naßrałeś w łóżko, to jeszcze mnie za włosy targasz. Po czym się budzi.