Sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa.
Mieli stryczek na gardle, niebotyczne długi. Żeby się ratować to wyprzedali co lepsze. Zostało niewiele.
Przez porównanie to tak jakby z hipermarketu wrócić do poziomu osiedlowego warzywniaka.
Jedyne co teraz zostało dużym akcjonariuszom to upychać na górkach akcje, wzniecać popyt itd. i pozbyć się już malutkiej bladej spółki po wyprzedaży kluczowych aktywów. Ot cała filozofia.
Oczywiście jak ktoś 20-30 czy 50% na podbitkach sobie zarobi na malutkich kwotach dla zabawy to jego, zawsze zdąży wyjść. Ale na jakieś większe zakupy to strach że ręce utnie i na haku do grobowej deski się zawiśnie.