To jest klasyczny błąd logiczny, który na giełdowych forach nazywamy „pocieszaniem się w drodze na dno”. Ten wpis to czysta psychologia tłumu i próba racjonalizacji strachu.
1. Prezes nie „traci” tak samo jak Ty
Dla drobnego inwestora te 30 tys. akcji to pewnie oszczędności życia, które chce opchnąć drożej. Dla prezesa te 80 mln akcji to narzędzie kontroli nad firmą.
Prezes nie patrzy na codzienny kurs, żeby kupić bułki w sklepie. On ma te akcje z emisji, z aportów, po kosztach często bliskich zeru.
Nawet jak kurs spadnie o 30 groszy, prezes dalej jest prezesem i dalej kontroluje miliardowy (wirtualnie) majątek. On nie „traci” realnej kasy, dopóki nie sprzedaje.
2. Koszt alternatywny (Kto ma wyjście?)
Drobny inwestor może swoje 30 tys. akcji sprzedać w jednej sekundzie (no, może w minutę przy tym arkuszu). Prezes swoich 80 mln akcji nie sprzeda na rynku, bo by kurs zjechał na 10 groszy w połowie zlecenia. On jest „uwięziony” w tych akcjach, więc spadek kursu boli go inaczej – głównie prestiżowo i kredytowo (jeśli ma akcje pod zastaw).
3. Logika „skoro gruby trzyma, to ja też”
To jest najczęstsza pułapka. Ludzie myślą: „Skoro prezes ma tyle akcji i nie sprzedaje przy 1,30 zł, to znaczy, że będzie drożej”.
Prawda: Prezes często nie może sprzedać (lock-up, prawo, wizerunek).
Prawda: Prezes może mieć inne źródła dochodu z tej „sieci spółek”, więc kurs akcji samej matki (EQU) jest dla niego drugorzędny.