Dla mnie najbardziej intrygująca oraz godna uznania w tym przedsięwzięciu jest wypracowana możliwość aplikacji pochodnych hodowanych komórek macierzystych w nowe linie produktów, a zwłaszcza z branży kosmetycznej. Obserwuję poczynania Euroimplant właściwie już kilka lat i trudno się dziwić rozczarowaniu jego akcjonariuszy, gdy egocentryczny prezes EUI próbuje rzucić rynek na kolana gotowym i nikomu nieznanym produktem kosmetycznym, którego cena jest proporcjonalna do arogancji i nadęcia prezesa.
Natomiast w wypadku Stem Cells Spin jest inaczej. Produktem jest tani, choć zaawansowany technologicznie surowiec, na bazie którego można tworzyć to, co komu inwencja podpowie. A któż by nie chciał uszlachetnić niskim kosztem swojej oferty dodając jej m. in. regeneracyjnych właściwości, które niewątpliwie zostały potwierdzone w laboratoriach Wrocławskiej Akademii Medycznej, gdyż w przeciwnym wypadku przedmiotowy temat nie miałby szans zaistnieć na rynkowej platformie. Skoro więc istnieje "Vichy Novadiol", równie dobrze może zaistnieć "Vichy BIOCERVIN" itd. I w tym jest ogromna szansa na rynkowy sukces, którego skosztować nie zdołał nieznany "Euro Care" Euroimplantu, do którego nikt nie doda przedrostka Vichy lub Loreal, ponieważ jest to produkt finalny. I co najważniejsze, pochodne hodowanych komórek macierzystych nie muszą być powszechnie znane na szerokim rynku, aby ktoś chciał je nabyć. Zaś lista potencjalnych znanych i zamożnych nabywców jest wprawdzie długa, ale nie do tego stopnia, by niewykonalna była strategia złożenia im ofert indywidualnych, nad którymi znakomita większość powinna się bez szczególnego nakłaniania pochylić, bo ci potencjalni nabywcy żyją właśnie z dbałości o udoskonalanie swojej oferty i nie mogą sobie pozwolić na to, aby cokolwiek, co może podnieść jej jakość uszło ich uwadze, zwłaszcza gdy w grę wchodzą niskie koszty.