W sadzie jest pozew przeciwko zarzadowi Wilbo, kara za zerwanie umowy to bodajze 10 mln pln. Laczenie sie z Wilbo w momencie kiedy spolka leciala na leb na szyje i byla bardzo duza szansa na przejecie za grosze (spolki albo majatku, w tym praw do marek i sprzetu) mialo maly sens i nie rozumialem po co Seko to robi zamiast poczekac. Sytuacja w jakiej umowa zostala zerwana wygladala co najmniej prowokacyjnie.
Na chwile obecna sytuacja wyglada tak: Wilbo sprawe w sadzie przegra, a 10 mln to duzo majatku, ktory mozna przejac. Wyjatkowo pomyslny zbieg okolicznosci dla Seko...
I najlepsze jest to, ze nie ma znaczenia czy Wilbo ma szanse sie podniesc czy nie - Seko i tak trzyma ostatni gwozdz do trumny. Nie powiem zeby to byl najsympatyczniejszy sposob na robienie interesow ale z doswiadczenia wiem, ze jest bardzo skuteczny i wstyd sie przyznac, przyjemny. W czasach kryzysu slabsze i mniej elastyczne spolki padaja, te ktore sa zdolne dzialac niekonwencjonalnie, nie boja sie ciac kosztow i "maja jaja" robia kolejny krok w swoim rozwoju. Co raz bardziej przekonuje sie, ze warto dozbierac jeszcze Seko i poczekac 2-3 kwartaly. Przynajmniej na koniec sprawy z Wilbo.