Wyjasnienia jakie skladali w sadzie oskarzeni w sprawie porwanie K, Olewnik,
Wiec po co mieliby ochraniac kolege K, Olewnika ,chyba ze proces byl ustawiony, wyrezyserowany,
Gazeta.pl > Płock > Sprawa Krzysztofa Olewnika
A A A
Oskarżony odkrywa szczegóły porwania K. Olewnika
Hubert Woźniak2007-11-14, ostatnia aktualizacja 2007-11-14 20:43
Jak mieliśmy chłopaka zabić? Miało być losowanie zapałki lub kinder-niespodzianki - mówił jeden z oskarżonych o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Minęły już cztery dni procesu, w środę odkryte zostały szczegóły samego porwania.
fot. Piotr Augustyniak / AG
ZOBACZ TAKŻE
Dożywocie dla zabójców Krzysztofa Olewnika (31-03-08, 11:15) Samobójstwo skazanego za zabójstwo Olewnika (05-04-08, 13:02) Syna potentata w branży mięsnej uprowadziło w październiku 2001 roku czterech mężczyzn: Wojciech F., którego wszyscy opisują jako szefa grupy, oraz trzech mieszkańców Nowego Dworu Mazowieckiego Artur R., Piotr S. i Cezary W. Wczoraj przesłuchiwany był pierwszy z nich. Był kierowcą samochodu, którym przyjechali porywacze, a potem wiózł ofiarę w bagażniku poloneza. Na wiosnę sam zgłosił się na policję, przyznał do większości zarzutów i w maju wziął udział w dwóch eksperymentach sądowych, w trakcie których pokazał, jak przebiegało uprowadzenie Krzysztofa Olewnika. Oto jak według protokołu wygląda opowieść Artura R.:
Krzysztof krzyczał
Do Drobina wjechaliśmy polonezem. Schowaliśmy się obok domu Olewników w kukurydzy po drugiej stronie drogi. Samochód ukryliśmy 150 metrów dalej. W domu była impreza, wszystko widzieliśmy. Wojciech F. poszedł tam, obszedł dom i wrócił. Czekaliśmy, aż Krzysztof Olewnik zostanie sam. Weszliśmy, gdy wszyscy pojechali. Wojtek miał skorpiona, pokazał nam drzwi na tarasie, przez które dostaliśmy się do środka, do pomieszczenia z basenem. Szliśmy we czterech, cichutko. Następne drzwi prowadziły do salonu, a tam była kanapa. Porwany chyba siedział na kanapie. Rzuciliśmy się na niego we trzech. Krzysztof wyrywał się, nie mogliśmy go zakuć w kajdanki, podbiegł do okna i zerwał zasłony. F. kazał mi iść po samochód, a na Olewnika krzyknął: "Stój, policja". Poszedłem po samochód, ruszyłem bez świateł i wpadłem do rowu. Wtedy z domu wybiegł Wojciech F. z Krzysztofem Olewnikiem krzyczącym: "Ratunku!". Potem pojawili się Piotr S. i Cezary W. i jakoś go do domu z powrotem wprowadziliśmy. Później się dowiedziałem, że oni początkowo uciekli, bo się przestraszyli, że naprawdę jest tu policja. Nie wiem skąd krew, tam było straszne zamieszanie. Ja nie biłem Olewnika. F. powiedział, że musiał go uderzyć i magazynek ze skorpiona mu wypadł. Sąsiedzi? Głośno tam było, bo Olewnik krzyczał, ja paliłem gumy w samochodzie, jak z rowu wyjeżdżałem, ale tylko w jednym domu zapaliło się światło i zaraz zgasło. Wiem, że koledzy coś zabrali, jakieś euro, walutę. W. zerwał z szyi chłopaka złoty łańcuszek. Krzysztofa wrzuciliśmy na dół BMW, które stało na podwórzu. Samochód miał jakieś zabezpieczenia, ale Wojciech F. i tak go uruchomił. Miałem jechać za nimi polonezem.
Kobieta nie krzyczała
Porywacze przetransportowali 25-letniego wtedy mężczyznę do domu letniskowego w Kałuszynie, gdzie przez dwa lata więzili go przykutego do ściany. Potem wzięli okup, ale zamiast uwolnić swoją ofiarę - udusili go. Z poszczególnych wyjaśnień wyłania się coraz pełniejszy obraz udręki tego człowieka. Okazało się, że przez pewien czas chłopak np. nie jadł, by maksymalnie schudnąć. Niewiele brakowało, by łańcuchy, którymi był za szyję i nogę przykuty do ściany, udało się zsunąć. Wtedy Sławomir K. - jeden ze strażników - zaczął dobrze je sprawdzać. Ale nie tylko brutalne traktowanie porwanego porusza. Artur R. opowiedział także o innym napadzie na dom w Teresinie, w którym związali i skrępowali troje dzieci: 13-letniego chłopca, 11- i 7-letnią dziewczynkę, a ich matkę parzyli wrzątkiem, aż wydała pieniądze i kosztowności.
Artur R.: - To Wojtek F. wpadł na ten pomysł. Mówił, że ten facet ma kasę, bo handluje na Stadionie Dziesięciolecia. Obliczał, że musi mieć ze 40 tys. Na obserwację jeździliśmy peugeotem Sławka K., na napad pojechaliśmy dwoma samochodami. To była duża, ogrodzona willa. Poczekaliśmy, aż ten facet koło godziny 3 sobie pojedzie. Wojtek otworzył drzwi od strony tarasu, ja wszedłem na piętro do pokoju, gdzie kobieta spała z małym dzieckiem. Nie krzyczała, gdy ją na dół znosiliśmy, bo miała zakneblowane i zaklejone taśmą usta. Dzieci zostały u góry, zachowywały się spokojnie. To Wojtek wpadł na pomysł z polewaniem wrzątkiem, a ja polewałem, gdy siedziała. Gdzie? Na uda.
Motywacja oskarżonego
Przed sądem okręgowym w Płocku za uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika odpowiada 11 osób. Niektórzy za uduszenie porwanego, inni tylko za porwanie, jeszcze inni za różnego rodzaju pomoc. Nie ma wśród nich Wojciecha F., który powiesił się w areszcie.
Artur R. podkreślał wczoraj, że brał właśnie udział w uprowadzeniu, nigdy nie zgodziłby się na zabójstwo. Dlatego on i jego dwóch kompanów z Nowego Dworu Mazowieckiego wycofało się i nie brało już udziału w podziale okupu. - Im dłużej to trwało, tym wydawało się mniej prawdopodobne, że się uda - mówił Artur R. - Baliśmy się Wojciecha F. i konsekwencji tego wycofania, ale mieliśmy też tego dosyć.