Może będę odosobniony, ale obserwując Stany to tam rozniesienie inflacji jest jednak od miesięcy priorytetem. Potem bezrobocie, a na końcu ISM czy wzrost gospodarczy.
Teraz rynek wybrał walczenie z FED. Pewnie jeszcze przez jakiś czas będzie "miał rację". Ale tym razem nie za długo, bo pycha kroczy przed upadkiem - a takie zasady jak dont fight the FED prędzej czy później powrócą.
Rynki jakby zapomniały, że taki Biden ma swoje lata i widział ichniejsze stopy na 10% i że na dobre im to wyszło. To jest to jeszcze zawzięte pokolenie typu Putin. Czyli jak facet chce przejść do historii i się zawziął to inflacja będzie dusił i tyle, jak to mówią w Stanach old spice.
Była dłuższa chwila, że zakładałem, że inflacją spłacą obligację dla Chin, ale sytuacja trochę się zmieniła, bo obecnie walutą stałą się wiarygodność i akurat ten numer raczej zdezaktualizował się. Bardziej będą chcieli zajechać Chiny tzw. kryzysem właśnie (a przy okazji cały świat, by czymś konkretnym zająć i wybić z główek pomaganie Rosji).