Zawsze byli, są i będą akcjonariusze z głęboko zakorzenionym syndromem utraconego dziecka.
Gdy coś sprzedadzą ze stratą, często w dołku, to potem czuwają, zaklinają rzeczywistość, by broń Boże nie urosło, bo to by potwierdziło, że nie mają kochones, tam gdzie mieć powinni.
Prawdziwy facet, jeżeli dojdzie w pewnym momencie do wniosku, że popełnił błąd i zainwestował w nie tym miejscu gdzie trzeba, zabiera swoje zabawki i nie zajmuje się bzdurami, tylko swoją uwagę koncentruje na czymś pożytecznym.
Najgorsze co może być, to ujadać bezproduktywnie jak mały ratlerek i wierzyć w to, że ktoś da się nabrać, że są pitbulem.