Wielka szkoda, że etyka w biznesie jest tak niezwykłą rzadkością, że dla niektórych wręcz brzmi jak oksymoron. A smutne jest to, że los mniejszościowych tak bardzo zależy od ew. odruchów przyzwoitości akcjonariuszy większościowych i zarządu w ich spółce, bo ochrona prawna jest znikoma. Jeszcze bardziej smutne jest to, że teraz, jeśli tylko Roman Karkosik zechce i sobie tego zażyczy, to pozostali jeszcze akcjonariusze mniejszościowi (ci, którzy najbardziej wierzą w wartość IPX, najbardziej lojalni sprzymierzeńcy, bo reszta już sprzedała) zostaną wy...ciśnięci bez "wazeliny" (tj. wartości godziwej, np. wartości księgowej, bo po coś ona teoretycznie jest) i to pomimo faktu, że na tę "wazelinę" spokojnie go (i spółkę) stać, gdyby tylko pojawiła się dobra wola u osoby decyzyjnej - niby wszystko w majestacie bardzo wadliwego prawa, ale za cenę elementarnej przyzwoitości, stabilności kręgosłupa moralnego, etyki chyba nie tylko w biznesie i za cenę sumienia, wielu sumień ludzkich. Nadzieja umiera ostatnia...