To jest jedna z tych rzeczy których wydaje mi się powinno się dużo mówić, nie że to by coś zmieniło, ale by ludzie rozumieli świat. Jeśli mogę się tym podzielić, to ja wyrastałem w środowisku w którym przyjmowało się za coś oczywistego, że ludzie starają się być "dobrzy" w jakimś tam sensie (co jeszcze było wspierane przez lekcje religii i kościół) i kierować się w życiu "dobrem". A to się okazało zupełną nieprawdą, a jak się trochę poczyta o historii, to nie jest to też żadne zaskoczenie. Są ludzie, którzy kierują się pozytywnymi emocjami, ale tak samo tacy, którzy kierują się negatywnymi i potrzebują ich do życia "po swojemu". Nie wiem czemu nie robi się badań których jest więcej, chociaż chyba politycy robią takie badania :-). Zawsze tak było, nigdy ogół społeczeństwa nie chciał się kształcić, osiągać sukcesów, być mądrym, dobrym, itp. Wszystkie cechy mają jakiś rozkład i "nic co ludzkie nie jest nam obce", więc są ludzie, którzy potrzebują żyć z nienawiścią, gniewem, poniewierać innymi, bać się albo żeby inni się ich bali... Oni są wśród nas i my jesteśmy wśród nich... i to się raczej nie zmieni, no bo czemu niby?