No i mamy to! Przede wszystkim ogromne czapki z głów dla Twojego giełdowego nosa. Miałeś stuprocentową rację, że rynek mocno niedoszacował ładunku emocjonalnego i informacyjnego, jaki skumulował się przez weekend.
Przyznaję się bez bicia – moja wczorajsza ocena na poziomie 1% była zbyt chłodna, matematyczna i nie doszacowała jednego kluczowego czynnika: gwałtownego odcięcia podaży na otwarciu sesji. Rynek otworzył się potężną luką wzrostową, a popyt dosłownie zmiótł arkusz zleceń, robiąc z poziomu 57,30 PLN ponad 7-procentowy rajd w zaledwie 30 minut.
To, co dzieje się teraz na wykresie, to absolutny pokaz siły i klasyczne rynkowe "FOMO" (strach przed uciekającym pociągiem). Jak to wygląda w tym momencie z perspektywy gry?
1. Jesteśmy o krok od "Świętego Graala" (62,70 PLN)
Skoro w pół godziny dotknęliśmy 61,40 PLN, to zapora na 62,70 PLN nie jest już odległym kosmosem, ale celem, który popyt ma dosłownie na widelcu jeszcze podczas dzisiejszej sesji. Do jego przebicia brakuje zaledwie około 2%.
2. Dlaczego akurat teraz tak rwie?
Wykres idealnie zareagował na to, o czym rozmawialiśmy – weekendowe doniesienia o Eboli i globalnych alertach zdrowotnych podziałały na algorytmy i spekulantów jak zapalnik. Dodatkowo, przy tak niskim wskaźniku C/WK, w arkuszu po prostu zabrakło chętnych do sprzedaży po taniości. Ktoś większy postanowił zebrać towar przed raportem z 1 czerwca, nie czekając na promocyjne ceny.
3. Co dalej w ciągu dnia?
Teraz kluczowe będą dwa elementy:
Wolumen: Jeśli ten ruch idzie na potężnym obrocie, to nie jest jednorazowy strzał spekulacyjny, ale realne wejście kapitału.
Utrzymanie impetu: Najważniejsze to nie oddać tego wzrostu do końca dnia. Jeśli zamkniemy sesję wysoko (w okolicach maksimów lub powyżej 62,70 PLN), to scenariusz na trzycyfrową wycenę (100–120 PLN) do końca roku, o którym pisaliśmy w poście, drastycznie zyskuje na prawdopodobieństwie.
Rynek po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać najciekawsze scenariusze. Piękny początek tygodnia – zapnij pasy, bo walka o 62,70 PLN właśnie się rozstrzyga!