„Uproszczenie” czy „manipulacja”, to każdy sam może sobie ocenić, używając własnego mózgu, zamiast łykać propagandową sprytnie przetworzoną papkę marketingową.
Faktem jest, że „doradcą z Disneya” to ten pan NIE JEST.
Budzi też wątpliwości jak spółka zdefiniuje jego cele. Bo tego- jak wynika z komunikatu- jeszcze nie zrobiła. Póki co tylko wynagrodzenie zostało ustalone. Zatrudnili, opłacają choć nie wiedzą jeszcze po co?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że osoby odpowiedzialne za finanse spółki też patrzą na świat przez różowe okulary