Jestem niedowiarkiem, ale bardzo bym chciał, żeby mi zrzedła mina, bowiem mam jeszcze niewielki pakiet akcji. Czy mógłbyś mi wyjaśnić podstawy swojego optymizmu skoro:
1. Wartość księgowa spółki wynosi obecnie niecałe 9 mln zł, a zadłużenie ponad 30 mln. Przy czym wartość księgowa nie oznacza, że tyle można wyciągnąć ze sprzedaży aktywów; zapewne znacznie, znacznie mniej.
2. Potencjalny inwestor musiałby zapłacić za akcje (powiedzmy, że już ma kontrolny pakiet 3 mln akcji nabyty za powiedzmy 2,5 mln) i spłacić długi.
3. Co ma w zamian? Wejście na giełdę kuchennymi drzwiami (pod warunkiem, że nie jest to inwestor, który już jest notowany na giełdzie). W żadnym wypadku nie jest to warte ponad 30 baniek.
4. Co otrzymuje ponadto? Jeśli o czymś wiesz, to napisz; bardzo mnie to ciekawi.
5. Pozostaje czysta spekulacja i podbicie bez żadnych podstaw fundamentalnych. Zapewne to nastąpi, jak w przypadku każdego bankruta. Ale skąd wiesz, że odbicie będzie z poziomu 60 gr, a nie z poziomu 15 gr?