Mecenas który robił analizę czy akcje są dalej uprzywilejowane ma rację ,ale Czy można to podważyć? Tak, i to na kilku płaszczyznach, choć nie będzie to spacer w parku. Najsłabszym punktem tej opinii jest fakt, że Energa SA to spółka publiczna. Art. 352 KSH wyraźnie mówi, że w spółkach publicznych uprzywilejowanie co do głosu po prostu nie istnieje. Tu jednak pojawia się haczyk – Energa korzysta z pewnych „zaszłości” i szczególnej pozycji Skarbu Państwa, co mecenas słusznie zauważa, przywołując art. 625 KSH. Problem polega na tym, że jeśli te akcje przestałyby należeć do Skarbu Państwa lub podmiotu z nim powiązanego, cała konstrukcja „bezpiecznego” uprzywilejowania w spółce giełdowej zaczyna drżeć w posadach pod naciskiem prawa unijnego.
Kolejna linia ataku to orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE w kwestii tzw. złotych akcji (golden shares). Unia nienawidzi sytuacji, w których państwo zachowuje nadmierną kontrolę nad sprywatyzowanymi gigantami, bo to uderza w swobodny przepływ kapitału. Jeśli zbycie akcji miałoby nastąpić na rzecz podmiotu prywatnego, a ten chciałby zachować podwójny głos, mniejszościowi akcjonariusze mogliby próbować uderzać w art. 20 KSH, czyli zasadę równego traktowania. Skoro spółka jest publiczna, to każdy inwestor powinien mieć taką samą siłę głosu na każdą złotówkę włożoną w kapitał. Utrzymywanie „super-akcji” w rękach prywatnego inwestora w spółce giełdowej jest prawnie bardzo kontrowersyjne i łatwe do zaatakowania przed sądem jako sprzeczne z naturą spółki publicznej.
Podsumowując, Posadzki napisał poprawną opinię „pod klienta”, bazując na literalnym brzmieniu dokumentów, ale zupełnie zignorował dynamikę prawa europejskiego i specyficzny rygor spółek publicznych, który dąży do eliminacji takich przywilejów. Jeśli chcesz to podważyć, powinieneś uderzać w niezgodność Statutu z duchem rynku kapitałowego i orzecznictwem TSUE, a nie w samą technikę przeniesienia własności akcji. AII