Belka dotyczyła odczytywania znaku i przypisywania go konkretniej grupie ludzi, klerowi. To niewłaściwe odczytanie znaku. My natomiast w dyskusji możemy sobie wytykać to i owo, na tym polega spór w dyskusji.
>>W przypadku rzekomych znaków, takich jak wizerunki na drzewach<<
W 1984 roku w pewnej miejscowości koło Lubartowa byłem świadkiem niezwykłego zjawiska. Na przydrożnym krzyżu na skraju wsi spod ramion drewnianego krzyża w miejscu połączenia belki pionowej z poziomą po obu stronach wyciekała czerwona ciecz, przypominająca wyglądem krew. Pojechałem tam z kolegą motocyklem marki MZ, by to zobaczyć. Bylo już tam mnóstwo modlących się ludzi. Na pionowej belce pod ramionami krzyża, byly zaschnięte ciemno brunatne zacieki. Ktoś powiedział, że to się co chwila pojawia. Więc poczekaliśmy. Po jakimś czasie ktoś zawołał, że znów wypływa. I rzeczywiście, z tego samego miejsca ponownie zaczęła wypływać ciecz czerwonego koloru jak krew.
Pojawili się tam smętni panowie w prochowcach nakazujący opuszczenie terenu, by nie robić zgromadzenia. Napotkali zdecydowany opór kilku mężczyzn, więc odjechali.
To zjawisko trwało kilka dni. Pytaliśmy swojego proboszcza jak to odczytywać czy to cud, czy jakiś znak. Proboszcz powiedział, że trudno mu to ocenić, jednak jeżeli zjawisko to zgromadziło takie rzesze ludzi w szczerej modlitwie to już to samo w sobie nosi znamiona cudu.
Później dowiedziałem się, że były pobrane próbki cieczy. Jednak byl to czas PRL i o oficjalne wyniki badań trudno było się dowiedzieć.