I cały czas ten sam manewr. Fajny kontrakt, podbitka, widłowy nie puszcza, a potem powolne osuwanie w kolejnych dniach. To i tak dobrze, że taki scenariusz, bo w ostatnich latach prawie każdy nowy kontrakt oznaczał, że kończyliśmy w okolicach zera albo nawet na lekkim minusie na koniec tego samego dnia! Ale jak kiedyś pisałem, każdy zdechły pies czy kura czy wydra ma swoje 5 minut. Czy to jest ten czas? Nie wiem.