Dnia 2021-06-28 o godz. 16:38 ~Krzych napisał(a):
> Problem w tym ze te ceny caly czas rosna, wiec beda musieli jescze bardziej te ceny klientom podniesc. Przez popyt na kartony w wielu miejscach zaczelo brakowac makulatury, co tez nie pomaga, bo celuloza bedzie teraz szla tez na kartony. Wiadomo, ze ceny podnosic beda wszyscy producenci, wiec klienci nie beda miec wyboru ale kiedys popyt przez te ceny sie bedzie musial zatrzymac.
1. To jest problem klienta, nie firmy. Skoro wszędzie jest drogo, a jednak skądś ten produkt trzeba mieć, to klient nie ma wyboru, musi zapłacić.
2. To przecież nie działa tak, że ktoś sobie zamawia na np. maj '21 towar, a firma wykonuje zamówienie, kupując surowiec po cenach z września '21. Innymi słowy, idź, chłopczyku, straszyć w ten sposób podobnych sobie leszczy w innej piaskownicy. Ceny zostały podniesione na przełomie marca i kwietnia. Nie wystarczy, to podniosą w kolejnych miesiącach, ale robota w II kwartale jest wykonywana na surowcu kupowanym sprzed obecnych (dzisiejszych lub niedalekich) podwyżek ceny tego surowca (poza tym oni mają też dostęp do własnego surowca, więc przynajmniej częściowo mają tańszy materiał), a wyprodukowany towar kosztuje już cenę z kwietniową podwyżką, czyli przy utrzymującym się popycie przychód musi być wyższy. Tym samym należałoby się spodziewać, że i zyski także będą wyższe niż w pierwszym kwartale (do tego dochodzi jeszcze to, że systematycznie i z sukcesami dążą do zwiększania rentowności).
3. A w ostateczności, nawet gdyby zyski pozostały na obecnym poziomie (tj. z pierwszego kwartału) i utrzymywały się co kwartał, to daje około 120 mln na czysto rocznie. A spółka z takimi zyskami jest warta, lekko licząc, roczny zysk x 10 lat. Czyli w tym wypadku należałoby ją wycenić na 1,2 miliarda zł. Tymczasem kapitalizacja wynosi 420 mln. Resztę więc na temat tego, ile powinien w takiej sytuacji wynosić kurs, sobie sam dośpiewaj.
4. Popyt zaś nie będzie się musiał zatrzymać. Bo niby z jakiej racji? Niektórych rzeczy nie da się zastąpić. Oczywiście kto będzie mógł, to zrezygnuje z papieru czy z tektury na opakowania, ale przecież nikt nie zamknie swojego interesu, do którego tego papieru będzie potrzebował (zwłaszcza w dobie masowego odwrotu od plastiku), tylko dlatego, że jest drogo, bo to, że jest drogo, to jest problem docelowego klienta detalicznego (który też ma swoje potrzeby i musi je zaspokajać). A co zrobi producent np. perfum czy cukru? Wystawi towar o nieatrakcyjnym, odrzucającym od zakupu wyglądzie w drogerii, bo mu koszt opakowania wydał się za wysoki? Każe klientowi kieszeń w portkach nadstawić, żeby mu w sklepie łyżeczką cukru mogli do niej nasypać?
Generalnie wzrost cen napędza inflację, ale nie powoduje to od razu jakiegoś gwałtownego spadku popytu, chyba, że mamy do czynienia z inflacją liczoną przynajmniej w grubych dziesiątkach albo setkach procent, kiedy gospodarka faktycznie zaczyna bardzo mocno odczuwać negatywne jej skutki (a wtedy już sprawiedliwie wszyscy obrywają w każdej branży; więc, skoro jeśli chodzi o koszty/inflację wszyscy jadą na jednym wózku, nie ma powodu, by w okresie aktualnej hossy na giełdach wszystkie gnioty drożały a Arctic akurat nie). Dopóki jest to trzymane w jakichś ryzach, nie ma tu problemu. Rosną ceny, rosną płace... Reszta zaś jest śpiewką odległej przyszłości, która wcale nie musi się spełnić. Poza tym zostaje jeszcze kwestia cykliczności. Nic wiecznie nie drożeje i nic wiecznie nie tanieje. A więc w pewnym momencie trend na surowcu się zmieni (tym bardziej, że obecne ceny surowca to też po części skutek spekulacji, a ta z definicji jest krótkotrwała). Tak więc, skoro firma dobrze radzi sobie w trudniejszych czasach, to poradzi sobie i w lepszych. Natomiast dla tych, którzy obracają akcjami i z tego żyją, długoterminowe perspektywy są właściwie nieistotne. Co mnie obchodzi, ile będzie wynosił kurs za lat np. 5 albo 10. Ważne jest, że teraz spółka jest obiecująca, spełnia pewne kryteria zachęcające do zainteresowania się nią i zajęcia pozycji, i jak spełni się zakładany scenariusz w perspektywie iluś tam miesięcy, a więc w stosunkowo krótkim okresie czasu, to leszcze się zlecą, a wtedy ich się nakarmi i to już ich problem, czy w perspektywie tych iluś lat od tego zdarzenia, spółka da im zarobić na akcjach czy nie (Myślisz, że ktoś, to ten papier opychał ponad dekadę temu po 20 zł od sztuki, naprawdę ma problem z tym, że kurs potem zjechał do 3 zeta? To miałeś za ciężkie zabawki w dzieciństwie, którymi cię inne dzieci po głowie za często biły.). To jest po prostu okazja. Masz mocno niedowartościowaną spółkę z solidnymi fundamentami. Taki układ zaprocentuje, to opylasz wtedy papier i wsio. A potem, czy poleci jeszcze w górę czy nie, to nie twoje zmartwienie. Na tym polega taka inwestycja (a z kolei długoterminowo to się może w to bawć jedynie ktoś z dużym pakietem, taki jak główny akcjonariusz, bo on ma inny sposób na czerpanie ze spółki zysku i skala posiadanego pakietu mu na to pozwala), a nie na jakichś głupkowatych debatach, że za np. pięć lat surowiec będzie (może) kosztował jeszcze drożej i się "popyt zatrzyma". O tym, chłopczyku, to z kolegami w piaskownicy możesz sobie debatować, a nie ludziom głowę zawracać.