Zabawne te dywagacje na temat wrogiego przejęcia. Nie ma nawet najmniejszych poszlak, aby sądzić, że ktoś takie planuje. Raczej proces zacząłby od dogadania się z Panem Prusem, aby nie znosił uprzywilejowania swoich akcji.
Aktualnie zarząd ma ponad 50% głosów więc po prostu to nie jest możliwe. Nawet jeśli potencjalny przejmujący dogada się paniami Przewłocką i Kozłowską to musi ściągnąć jeszcze ponad połowę z akcji dostępnych na rynku.
Potencjalnemu przejmującemu chyba łatwiej (i taniej) po prostu dogadać się z zarządem. iFirma nie ma fabryk, maszyn, nieruchomości, które po prostu można przejąć i bez przestojów dalej produkować. Burzliwa kwestia programu motywacyjnego opiera się przecież na założeniu, że kluczową częścią spółki są jej pracownicy. Wrogie przejęcia w tego typu biznesach potrafią skończyć się tym, że prezes swoje udziały sprzedaje i za kasę od przejmującego, razem z grupką kluczowych pracowników zakłada nowy, konkurencyjny biznes.