Słabe tłumaczenie. Ale o dziwo często spotykane na spółkach których kursy lecą jak kamień. No bo wynika z niego, że ktoś z dużym pakietem teraz zaniża sprzedając, aby potem wyżej odkupić. Taka metoda księgowania straty albo zysku ma sens na płynnych dużych spółkach, na których swoimi ruchami nie wpływa się zbytnio na kurs. Ale tu? Naprawdę, wierzysz, że od jutra wszyscy ci którzy walą akcjami od ponad pół roku rzucą się do zakupów? Chyba nawet największy optymista powie że to niedorzeczne.