Nikomu nawet przez myśl nie przyszło, że ktoś się poważy na aż taką bezczelność. Nikomu też nie przyszło do głowy, że zarówno biegli rewidenci, jak i analitycy giełdowi nie zauważą aż tak prymitywnego i bezczelnego fałszerstwa. Jeżeli jakieś spółka wydawała się być sprawdzona i solidna, to właśnie taki fintech jak Aforti, który miał państwową licencję na prowadzenie kantoru, był obecny na giełdzie i regularnie prześwietlany przez przeróżnych analityków, którego obligacje były dopuszczone do obrotu przez rumuński nadzór giełdowy a w radzie nadzorczej spółki zasiadał były prezes GPW. Jeżeli w takiej spółce doszło do takiego prymitywnego i bezczelnego przewału, to aż strach pomyśleć, jakie bagno musi być gdzie indziej.