Panie Lancet,
Rabin Małese Teges z Przemyśla - filozof, birbant, a przede wszystkim jednak Rabin - cierpiał na niezwykle rzadkie schorzenie. Schorzenie objawiało się tym, że ilekroć do uszu Tegesa docierała przeraźliwa brednia, tylekroć zaczynało go pioruńsko łupać w biodrze (ot, taki automatyczny bullshit detector). I choć efekt łupania nie utrzymywał się dłużej niż kwadrans, Rabin wręcz organicznie pitolenia nie cierpiał.
Gdybym był wrogiem Tegesa i z jakiegoś powodu zapragnął, żeby go kompletnie pokręciło, to - wykorzystując wiedzę o jego słabostce -wyrecytowałbym mu pańskie wypociny, odpowiednio uwypuklając żerowanie na naiwności innych- z satysfakcją patrząc jak biedaczyna wije się w męczarniach.
Tfu - do takiego okrucieństwa nie jestem zdolny. Mam nadzieję, że Pan również.