Pewien człowiek postanowił zasadzić rzadkie drzewo na samym szczycie wzgórza. Przez dwa lata każdego ranka wnosił tam wodę w ciężkich wiadrach. Doglądał sadzonki, osłaniał ją przed wiatrem i odganiał szkodniki. Obiecywano mu, że gdy drzewo zakwitnie, jego owoce będą warte fortunę.
Sąsiedzi patrzyli na niego z podziwem. Sam właściciel drzewa czuł się dumny, choć plecy go bolały, a ręce miał pełne odcisków. Czekał na chwilę, gdy drzewo osiągnie zapowiadaną wysokość.
Nadeszła wielka susza. Drzewo, zamiast wypuścić pąki, zaczęło marnieć. Liście zżółkły, a pień wykrzywił się tak bardzo, że ogrodnik stracił wiarę. Sprzedał swoją ziemię za bezcen grupie wesołych wędrowców, którzy właśnie przechodzili obok, i odszedł z płaczem, niosąc jedynie puste wiadra.
Zaledwie tydzień później nad wzgórzem przeszła potężna ulewa. Okazało się, że korzenie, które ogrodnik tak mozolnie pielęgnował przez dwa lata, były już gotowe. W ciągu kilku dni drzewo nie tylko odżyło, ale wystrzeliło w górę i pokryło się złotymi owocami.
Wędrowcy, którzy nie wlali do ziemi ani kropli potu, w tydzień stali się bogaczami. Ogrodnik zaś, patrząc z daleka na wzgórze, zrozumiał gorzką prawdę:
„Można przygotować grunt pod cud, ale nie zawsze to ten, kto go przygotował, będzie zbierał plony. Czasem największą karą za cierpliwość jest to, że kończy się ona o jeden dzień za wcześnie.”