Australijski boom na kredyty walutowe nie trwał długo. W latach 1983-86 wzięło go około 5 tys. Australijczyków. Wysoka zdolność kredytowa dla kredytów w walucie obcej spowodowała jednak, że często brali oni wysoki kredyt, na który w rodzimej walucie nie byłoby ich stać. W ich przypadku nie dziwi, że początkowa radość przerodziła się w finansowy koszmar.
Raty rosły z miesiąca na miesiąc. Po 2-3 latach o ponad 100 proc. Koszty obsługi kredytu pochłaniały cały budżet domowy, błyskawicznie pojawiły się problemy ze spłatami zaciągniętych zobowiązań. Z każdym miesiącem rósł odsetek wypowiedzianych umów kredytowych, a to tylko część dramatu.
Rozpadały się rodziny. Ludzie tracili domy, mieszkania. Nie byli w stanie spłacać wysokich rat. Brzmi znajomo? Australijscy frankowicze po sprawiedliwość ruszyli do sądów. Początkowo ich batalie wyglądały tak, jak wiele lat później sądowe walki polskich frankowiczów. Przełom - nie licząc "sprawy Adelajdy" - nastąpił w roku 1991. Media ujawniły wtedy korespondencję pomiędzy australijską komisją nadzoru, bankiem centralnym Australii i zarządem banku Westpack.
Okazało się, że zarząd Westpack informował organy nadzoru, że zaciągane przez rodziny Smith, Andrews czy Taylor kredyty hipoteczne wcale kredytami nie były. Bankowcy wprost nazywali je "instrumenty finansowe" wysokiego ryzyka.