Jak ważny jest ETS dla budżetu państwa i czy rzeczywiście jest większym obciążeniem, niż przyjmowano? Autorzy raportu rozprawiają się z dwiema narracjami, które od lat są powtarzane przez krytyków systemu lub jego zwolenników.
Przede wszystkim: choć EU ETS to miliardy zasilające gospodarkę, to wciąż jest to tylko i aż większa kropla w morzu wydatków państwa.
"W latach 2019–2024 przychody z krajowych aukcji i unijnych funduszy wyniosły od 11 do 37 mld zł. Dla porównania, w tym samym okresie roczne wydatki z budżetu państwa kształtowały się na poziomie od 414 do 834 mld zł rocznie" – czytamy.
Jak są wydatkowane te pieniądze i czy na transformację – to już zupełnie inny temat.
Jeszcze większą rozbieżność między ogólnym przekonaniem a rzeczywistością, wykazano w kontekście tzw. luki ETS. Pojęcie oznacza bilans między tym, ile Polska pozyskała pieniędzy dzięki systemowi, a ile na uprawnienia wydały krajowe podmioty.
W latach 2021–2025 Polska otrzymała o około 27 mld zł mniej, niż firmy wydały na zakup uprawnień. Tylko że to bardziej surowy format wyliczeń, pomijający zwrot uprawnień z Market Stability Reserve (MSR). Gdyby uznać, że nadmiarowe uprawnienia, będące obecnie "zamrożone" w MSR, zostaną uwolnione i wrócą na rynek, to luka maleje o więcej niż połowę, do około 13 mld zł.
13 mld zł z luki można potraktować dwojako. To około 2,5 mld zł rocznie, które jedni nazwą nieuczciwym haraczem. Drudzy ocenią, że to rodzaj "kary" za brak odpowiednio prowadzonej transformacji, co doprowadziło do takiego obciążenia. Jedno natomiast nie ulega wątpliwości: 2,5 mld zł rocznie – ujmując bardzo ogólnikowo, acz obrazowo – to kwota, jaką wydajemy na transformację innych państw.