Jak państwo okrada obywateli: instrukcja obsługi systemu podatkowego
Państwo stworzyło system, w którym logika kończy się tam, gdzie zaczyna się fiskus.
Dla korporacji - pełna elastyczność, kreatywna księgowość, „koszty uzyskania przychodu” rozciągnięte jak guma w starych dresach.
Dla zwykłego człowieka - zero litości, zero zrozumienia, zero logiki.
Korporacja:
„Zarobiliśmy 4 miliardy, ale wydaliśmy 3,9 miliarda.
Więc podatki płacimy tylko od 100 milionów.”
Rząd:
„Całkowicie rozsądne. Gratulujemy innowacyjnego podejścia do optymalizacji.”
Ty:
„Zarobiłem 60 tysięcy, ale wydałem 58 tysięcy na życie, rachunki, jedzenie, paliwo, czynsz.”
Rząd:
„Jesteś winien podatki od 60 tysięcy.”
Ty:
„Ale ja… przecież to nie jest mój zysk, to ledwo przeżycie.”
Rząd:
„Rozlicz się do 30 kwietnia. I nie marudź.”
To jest właśnie sedno problemu: system podatkowy nie mierzy realnego zysku, tylko realną bezradność.
- Korporacja może „wydać” miliardy na własne spółki, doradców, licencje, opłaty wewnętrzne i magicznie zmniejszyć dochód do poziomu kieszonkowego.
- Ty nie możesz odliczyć kosztów życia, bo państwo uznało, że Twoje przeżycie nie jest kosztem uzyskania przychodu.
Korporacja może przerzucać pieniądze między spółkami jak gorącego kartofla.
Ty możesz co najwyżej przerzucać rachunki z jednej kupki na drugą.
Korporacja może „optymalizować”.
Ty możesz „zapłacić albo mieć problem”.
Państwo nie traktuje obywatela jak partnera. Traktuje go jak dojne zwierzę.
Bo w tym systemie:
- Twoje wydatki to „Twój problem”.
- Wydatki korporacji to „koszty uzyskania przychodu”.
- Twoje życie nie jest kosztem.
- Ich luksusy są kosztem.
- Ty masz płacić.
- Oni mają doradców.
I to wszystko dzieje się w majestacie prawa, z pełną powagą urzędów, które potrafią ścigać obywatela za 200 zł, ale nie widzą problemu w miliardowych „optymalizacjach”.
Wniosek jest brutalny, ale prawdziwy: państwo nie jest okradane przez obywateli. Państwo okrada obywateli, a korporacjom tylko grzecznie otwiera drzwi.