Nie wyobrażam sobie życia wyłącznie z giełdy. Z paru powodów:
1. Bycie spekulantem to w zasadzie bycie pasożytem. Można sobie tym dorobić, ale mieć świadomość, że nigdy się niczego pożytecznego w życiu nie zrobiło jest dla mnie lekko niemiłe.
2. Życie tylko z giełdy jest kuszące: siedzisz i obserwujesz. Jednak nie mając innych dochodów jest też dużo większa presja. Gdy masz stały dochód, sprawa straty na giełdzie jest w zasadzie obojętna, bo do odrobienia. Gdy nie masz, przy pechu i małych zapasach gotówki zaczynasz zjadać to, co ci potrzebne do "pracy".
3. Początkowo siedzenie przed komputerem wydaje się być ciekawe. Ale po dłuższym czasie zaczynasz się stawać roślinką, odizolowaną od kontaktów z ludźmi. Ja obserwuję zachowania niektórych osób na tym forum, a szczególnie na foreksie. Nawet jeśli zarabiają, mentalnie i społecznie są często pozbawioną samokrytycyzmu i empatii chołotą. Prawie zawsze bez rodzin (jak żona była, to już po rozwodzie), bo nie da się z takim w dłuższym terminie wytrzymać. Chyba, że taka leci tylko na pieniądze.
Pomyśl o kosztach. Również tych niefinansowych. I zauważ, że na giełdach z reguły ktoś zyskuje, ale też ktoś traci. Nie możesz być pewny, że Ty akurat zyskasz. W komentarzach analityków prawie zawsze jest "wzrost" lub "realizacja zysków". Ale rzadko "spadek" czy "cięcie strat". Taka psychologiczna zagrywka, żeby giełdy się dobrze ludziom kojarzyły. Ktoś musi dostarczać pieniądze.