Dla przypomnienia.
Krowy nie spaly tej nocy.Stloczone na glinianym klepisku niespokojnie
czekaly do rana. Mimo niepokoju -tlila sie w nich jednak jakas absurdalna
nadzieja. "Moze jednak wiedzieli co mowia ?".. - "Przeciez tyle stad juz
wczesniej nakarmili" ...Tak mowili miedzy soba o Wielkich Pastwiskowych. Oni
to obiecali im wspanialy
piknik z wypasem na zielonym pastwisku pelnym bujnej trawy.Trawy jakiej od
lat nie widzieli. Jeden z ulubionych - opiekunow- Kuchcik - ten nalezal do
tych ktorzy pasli nalepiej - podal wrecz jej wysokosc. Miala wynosic
nieprawdopodobne 13,50 cm!!! Stepiony z kolei pisal ze to dopiero poczatek
sielanki...."Trawy juz teraz nie zabraknie nigdy..." - wlewal otuche i
rozgrzewal zmarzniete serca i umysly biednych bydlat......Niektore krowy-
to fakt- dziwily sie nieco. "Przeciez susza od dawna a pastwisko nie
nawozone......" A niejaki Jozik - ten to dopiero dawal im w kosc - smagajac
bez litosci batem ironii biedne zwierzeta.... "Wiecie ze Obora nie ma
pieniedzy - nie liczcie na soczysta trawe i zielen pastwiska - i to dlugo
jeszcze ..." Ale jego teraz na szczescie nie bylo- klujaca ironia nie
przeszkadzala nieco cieplej myslec i miec nadzieje ze moze
jednak...."Przeciez TRAWA ZAWSZE wczesniej rosla " - to odwieczne prawo
natury - nic go nie zmieni- takie mysli wymienialy biedne krowy w ta smetna
noc....
Przywieziono je tu rano stloczone na platformie- nie wszystkie mialy
ochote- niektore z nich byly juz tu wczesniej .Trawy jednak wtedy - mimo
obietnic- nie zaznaly... Moze jednak teraz najedza sie choc raz do syta???
O 10.00 otwarto bramy pastwiska. Bydleta rzucily sie jak oszalale aby
wreszcie poczuc ten -zapomniany nieomal- smak ulubionego pokarmu. Ale co
to??? TRAWY NIE BYLO. Oszolomione zwierzeta zaparly sie kopytami zapadajac
gleboko w glinianym pastwisku. Czyzby znow ich oszukano? Okolo poludnia -
gdy zrobilo sie nieco jasniej- krowy ujrzaly jednak kepki trawy. Oszalale z
glodu rzucily sie do jedzenia przysmaku. Sielanka trwala jednak krotko-
bylo ich wiele - trawa znikala wrecz blyskawicznie. Wkrotce prawie jej nie
bylo - a do nedznych resztek trudno bylo sie dopchac. Czyzby koniec
nadziei???
Wkrotce zjawili sie znow Pastwiskowi. "Trawa bedzie - moze jutro - a moze
za pare dni"- oznajmili niedbale - niepomni wczesniejszych obietnic-
"Czekamy wszyscy tu do jutra".Coz- trzeba czekac.....Biedne zwierzeta
glodne znow poszly spac....
STARY BYK obudzil ich jednak w nocy. "Wiecie" powiedzial - "moze byc zle..."
Bylem jeszcze mlody - gdy matka mi opowiadala co stalo sie z ojcem....Tez
pojechal - jak my - na wypas.....Nigdy nie wrocil......"
Byki zaczely wiercic sie mocno zdenerwowane. Pastwiskowych nie
bylo.....Zreszta zawsze w trudnych chwilach zostawiali ich samych z
nadziejami......
Wstawal swit a z nim wesolo wschodzilo slonce. Szykowal sie piekny
dzien.....Czy i dla nich???
STARY BYK ujrzal to pierwszy i krzyknal - "PATRZCIE "! - Krowy ze strachu
nie mogly sie ruszyc......Obok pastwiska stala RZEZNIA....