W USA byki wygrały bitwę o interpretację danych z gospodarki
W piątek to raporty z gospodarki miały rozstrzygnąć losy sesji na Wall Street. Ale jako że same dane były mieszane, to o poziomach giełdowych indeksów decydowały nastroje inwestorów. Koniec miesiąca sprzyjał bykom, a prawdziwe cuda działy się na rynku ropy naftowej.
REKLAMA
Zacznijmy od faktów. Rewizja danych o PKB za czwarty kwartał niewiele zmieniła: annualizowany wzrost podwyższono z 5,7% do 5,9%, choć ekonomiści spodziewali się 5,6%. Ta niespodzianka to efekt obniżenia deflatora, czyli miary wzrostu cen w gospodarce umożliwiającej oczyszczenie danych z wpływu inflacji. Przy tym należy przypomnieć, że za większość tego fantastycznego „wzrostu gospodarczego” w USA odpowiadał proces odbudowy zapasów, a ściślej – wolniejsze tempo ich redukcji. W czwartym kwartale PKB Stanów Zjednoczonych był raptem o 0,15% wyższy niż rok wcześniej a w całym 2009 roku spadł o 2,4%. Po publikacji tego raportu notowania kontraktów terminowych skierowały się na południe.
Sesja na rynku kasowym zaczęła się od spadków. Po kwadransie pozytywnie zaskoczył Chicago PMI, rosnąc z 61,5 do 62,6 pkt. (oczekiwano 60 pkt.), na co rynek zareagował umiarkowanym optymizmem. Grozą powiało już po 15 minutach. S&P500 tąpnął, przebijając poziom 1100 punktów. Przyczyną były katastrofalne wręcz dane z wtórnego rynku nieruchomości, potwierdzające że kryzys wraca do branży. Liczba sprzedanych domów spadła z 5,44 mln do 5,05 mln (prognozowano 5,5 mln). Ale w tym raporcie ważniejsze od obrotów są ceny, które spadły o 3,4% m/m, wyrównując kilkuletnie minimum sprzed 12 miesięcy. Niższe ceny domów oznacza spadek wartości majątku, co w Ameryce skutkuje mniejszą konsumpcją i w efekcie słabszym wzrostem gospodarczym.
Jednakże kluczowa dla losów sesji okazała się publikacja Uniwersytetu Michigan – rewizja indeksu nastrojów konsumenckich nie potwierdziła załamania, na jakie wskazywały dane Conference Board. Michigan Sentiment spadł tylko symbolicznie z 74,4 do 73,6 pkt. (oczekiwano 74 pkt.). To dodało inwestorom otuchy i dzięki temu ruszyli na zakupy akcji. W zamiarze tym wspierali ich zarządzający funduszami, dla których kursy z ostatniego dnia miesiąca są podstawą do wyliczenia miesięcznych stóp zwrotu (a także premii). Dzięki temu losy sesji rozstrzygnęły się już w połowie dnia, a wszystkie główne indeksy zakończyły piątek skromnymi wzrostami.
W kwestii wyników kwartalnych ciężki szok musieli przeżyć akcjonariusze de facto zbankrutowanego AIG. Niegdyś największa firma ubezpieczeniowa w USA zaprezentowała stratę netto w kwocie 8,87 mld dolarów wobec rekordowych –61,7 mld $ rok wcześniej. Po przeliczeniu na jedną akcję dało to wynik –51,76$ wobec oczekiwanych... –3,94$. Kurs akcji AIG spadł o prawie 10%, do poziomu 24,80$.
Na zakończenie warto też wspomnieć o rynku ropy. „Czarne złoto” dość niespodziewanie podrożało o prawie 2%, ponownie zbliżając się do bariery 80$. To w znacznej mierze zasługa analityków z banku JP Morgan, którzy podnieśli prognozę średniorocznej ceny ropy do 83,5$.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl