Nadchodzi rok 2017. Jest to bardzo ciekawy rok. Wydaje się, że oszustwo się opłaca. Król jest nagi, ale nikt nie wydaje się zauważać tego faktu. Nie wiadomo z jakiego powodu kurs akcji spółki rośnie z 1 złotego do 4 złotych na giełdzie. Biorąc pod uwagę, że tzw. free float wynosi 3% kapitału podstawowego spółki czyli 250 tys. złotych wydaje się być faktem oczywistym, że p. Sytek zastosował tutaj jakąś manipulację kursem, korzystając z pieniędzy, jakie uzyskał od tzw. "inwestorów", czyli nabywców obligacji Aforti. Innym ciekawym faktem jest, że z listy akcjonariuszy zniknął Futuris z Cypru, a jego akcje przejął pan Sytek. Ten Futuris najprawdopodobniej był fikcyjną firmą, należącą do Sytka, która miała sprawiać wrażenie, że w Aforti zaangażowani są inwestorzy z Cypru. Inną ciekawostką jest też zapłacony podatek dochodowy w wysokości 719 tys. zł. Patrząc na sprawozdanie finansowe, firma wydawała się być absolutnie wiarygodna. Szybko rośnie, sponsoruje Lecha Poznań i płaci podatki dochodowe do budżetu państwa. Wtedy wydawało się, że Aforti zmierza ku świetlanej przyszłości, dzisiaj zaś wydaje się, że była to część "wielkiego planu", by w oszukańczy sposób ściągnąć "inwestorów" do Aforti i ich oszukać. Wbrew wszelkim pozorom Aforti, wtedy było bankrutem ( artykuł w Newsweeku z sierpnia 2023 roku- to szczyt naiwności dziennikarskiej i znak, że moje wpisy na tym forum z lipca 2023 nie zostały przeczytane przez redaktora Newsweeka, a szkoda !) i powinno zgłosić do sądu wniosek o upadłość. Czego oczywiście nie mogło zrobić, bo wyszłyby na jaw, wszelkiego rodzaju przekręty związane z "aportami" p. Sytka i "aktualizacjami wartości inwestycji" zatwierdzanymi przez p. Sytek-Skonieczną.
Ciekawa jest rozbieżność między treścią "listu prezesa zarządu jednostki dominującej" , czyli p. Sytka, gdzie stwierdza on wyraźnie, że "(klienci Aforti ) wymienili walutę wartości 90,6 mln € " i absolutnym brakiem takiej pozycji w sprawozdaniu finansowym jako przychodów finansowych ze sprzedaży walut . Istnieje za to pozycja : przychody ze sprzedaży towarów i materiałów w wysokości 174 mln zł.
W tym bilansie się absolutnie nic nie zgadza, ale mimo to został zatwierdzony. Jeżeli coś takiego przeszło i zostało zatwierdzone przez biegłego rewidenta, to sorry - "hulaj dusza, piekła nie ma" i można oszukiwać dalej. I tutaj konkluzja - absolutnie nie można mieć pretensji ani do akcjonariuszy, że kupili bezwartościowego śmiecia, ani do nabywców obligacji, bo nie mają oni żadnej możliwości sprawdzić, czy dane bilansowe są prawdziwe czy fałszywe. Jedynymi, którzy mogą sprawdzić prawidłowość przedstawionych danych są biegli rewidenci, których obowiązuje tajemnica zawodowa. To, czy biegły rewident był przekupiony przez Aforti, czy nie, powinna rozpatrzyć prokuratura i mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie!