Jutro ostatni dzień, kiedy sprawdzamy czy można zawrzeć porozumienie. Wystawiamy swoje akcje do sprzedaży (a nie kupna) za 300 zł. (trzeba odfajkować opcję POD w Waszym maklerze). Policzmy akcje i sprawdźmy ile nas jest (obecnie niecałe 42 tys. akcji). Musimy uzbierać 5%+. Wszystkie ręce na pokład.
Jakie są cele: - nie dać się wydymać. - pokazać zarządowi i fundowi, że musi się liczyć z drobnicy. - doprowadzić do sprzedaży za godziwe pieniądze jeżeli zadecydują o ściągnięciu spółki z giełdy. - wymusić na władzach większą rozpoznawalność spółki, czyli przysłowiowe kopnięcie ich 4 litery żeby wzięli się do roboty, a nie tylko przewalali kasę z kieszeni do kieszeni. - a jak nastąpi mega wk... to zrobimy wrogie przejęcie :) lub napuścimy na nich prawdziwego inwestora.
Minusy: - trzeba spiąć poślady. - możliwe, że nic to nie da, ale warto dać do zrozumienia, że akcjonariat też może pokazać środkowy palec.
Liczba wpisów różnych trolonaganiaczy spadkowych krytykujących tę idee potwierdza jej słuszność.
Nie ma szans,żeby do jutra uzbierać. Dajemy czadu od poniedziałku i termin musi być dużo dłuższy. Do końca roku co najmniej. Musi być 800 tys. 200 sztuk. I częste podbitki tematu,żeby w spamie nie utonął.