Załóżmy, że jest ktoś inwestorem i kupił akcje pod koniec listopada za 400 zł,a potem spółka zaoferowała sprzedaż akcji własnych za 200 zł i kurs spadł do 200 zł.
Czy osoby posiadające akcje przed sprzedażą przez głównych udziałowców dostali jakieś prawa poboru? Bo teraz ich akcje są tańsze o połowę, czy to jakoś zostało wyrównane?
Dlaczego spółka zdecydowała się sprzedać akcje za 200 zł a nie za powiedzmy 300 co byłoby bliższe wartości kursu z dnia ogłoszenia sprzedaży?
Pytasz się, jakbyś był pierwszy dzień na giełdzie i nie wiedział, czemu cena rośnie. O to chodzi, że liczba akcji w obrocie przed debiutem była symboliczna.
Przez większą część roku 100 akcji dziennie zmieniało właściciela. A to oznacza, że mając parę tys. zł można było wpływać na kurs i wykupić np. cały dzienny obrót.
Dobre wyniki doprowadziły do zwiększonego popytu, na który nie znalazła się żadna odpowiedź podażowa. A więc wzrosło do 400 zł. W tych cenach w okolicach 360-400 zł obróciło się ok. 2,5 tys. akcji. Więc to było dosłownie paredziesiąt osób na całą giełdę, które się dały ponieść emocjom i podniosły kurs.
Kto kupuje na górkach i to jeszcze przy C/Z=20 (przy 400 zł C/Z=20), sam jest sobie winien. Mimo tego jeszcze było przynajmniej 15 dni, żeby opchnąć w cenie ok. 330 zł., a więc 25% straty, ale to w sumie niewiele, skoro prawie pewne było, że spadnie do 260 zł. Albo do 200. Kto wierzył w 300 zł na debiucie przy takiej podaży, to był naiwny.
Zresztą, mając te akcje, można było sprzedać za dowolną wyższą cenę od 260 zł, a i tak by się zarobiło, odkupując akcje w IPO.
Dopiero później okazało się, że cena w IPO będzie 200 zł. A więc tym bardziej opłacało się je sprzedać wcześniej. Ale kto powiedział, że wszyscy stracili? Niektórzy tu siedzą od kilkunastu lub kilikudziesięciu złotych. Zakładam, że wchodzący w taką spółkę wchodzą na longa. Więc nie obchodzą ich chwilowe wachnięcia, tylko chcą się skeszować za parę lat.
Fundy miały kupić tę spółkę w IPO, ale fundy chcą zarobić. Wiadomo, na sprzedaży akcji ulicy tutaj nie zarobią, bo ta branża nie jest tak chodliwa. Żeby fundy kupiły z chęcią, musi być duża bonifikata względem kursu i duże może możliwości rozwoju i względnie niskie C/Z. Fundy sobie taką najniższą możliwą cenę wynegocjowały. Można po prostu powiedzieć: wyrwały, ile się da. Kupowały hurtowo, więc cena musiała być niższa. Ale czy to jest taka zła cena dla spółki i właścicieli? Nie. To jest nadal C/Z=10, więc dobra cena.
A dla akcjonariuszy i fundów czy to dobry interes? Biorąc pod uwagę możliwości rozwoju do 40% rocznie i wypłacanie dywidendy, to ta maksymalna cena debiutu (260 zł) jest całkiem realna za jakiś czas. Ale to może potrwać. Jak w każdej spółce na longa. Możliwy też skokowy wzrost w przypadku przejęcia innej spółki i skokowego rozszerzenia działalności.