Fragment wywiadu ze Zbigniewem Jakubasem.
Całkowicie się z nim zgadzam w ocenie polskiej polityki i polskich polityków.
Nie da się do niczego przekonać polityków?Kiedy startują w wyborach, bardzo chętnie by się spotkali. Najchętniej to by przyszli po pieniądze. Ale jak już zostaną wybrani, zapominają, że w ogóle istnieje jakiś realny świat. Oni są oderwani od rzeczywistości. To jest niesamowicie przykre, że rozmawia pan z takim człowiekiem jak z ufoludkiem. On swoje i tak najlepiej wie. Jeśli nawet
doktor ekonomii, na którego swoją drogą trochę liczyliśmy, nie jest w stanie rozliczyć swojej dotacji partyjnej i traci te 5 milionów złotych… Ręce po prostu opadają.
Nie ma pan dobrego zdania o politykach?Politycy? Kto to jest? My wybieramy do Sejmu ludzi, których głównym zadaniem jest wciskanie guzików zgodnie z instrukcją głosowania, a i tak czasami się mylą. W 2007 roku do Sejmu wszedł 22-letni tapicer z Opola tylko dlatego, że nazywa się Tusk. Niestety, teraz
jak obniżą im pensje, to będzie jeszcze gorzej. Powinno się wynagradzać ludzi, którzy są naprawdę dobrzy. Idziemy aktualnie w przeciwnym kierunku – mamy tę populistyczną akcję obniżenia pensji prezydentom, burmistrzom, sołtysom, posłom. Niedługo będą dostawać niewiele ponad średnią krajową. Premier zarabia 16 tysięcy zł. To są żarty. To mniej niż menedżerowie w moich spółkach. Wiecie panowie, dlaczego Singapur jest jednym z najmniej skorumpowanych państw na świecie? Bo tam premier zarabia 1,7 miliona dolarów rocznie, a ministrowie po 600 tys. dolarów. Kanclerz Niemiec dostaje 234 tysiące euro. W takich warunkach możemy szukać zawodowców: przychodzą wtedy na trzy, czy cztery lata, dostają pieniądze jak w firmach prywatnych i po prostu robią dobrą robotę.
To może pan i inni przedsiębiorcy powinniście bardziej zaangażować się w politykę.Do polityki powinni iść ludzie, którzy coś osiągnęli, pokazali, że mają sukcesy w swoich dziedzinach. Powinni mieć autorytet i doświadczenie.