Tutaj od dłuższego czasu widać zabawę malutkich w kupno i sprzedaż niczym w sklepiku uczniowskim. Zarabiają po kilka lub kilkanaście groszy na papierze i mieląc to po kilka razy, zarabiają na wakacyjne sanki na najbliższej górce. Dlatego nawołują raz na wzrosty, a raz na spadki i tak w kółko. Złapani po zakupie na totalnym zjeździe beczą później przez dłuższy czas pod szkolnym płotem. Jak trafią na totalny odjazd w górę to czują się jak szejkowie siedzący ropie. Tylko ta ropa inna bo z bolącego zęba...