Na koncu pogrubiona i podkreslona uwaga dla tych co zarzucaja brak zyskow w firmie ktora jeszcze nie ma gotowego produktu :-)
1." Analizując proces transformacji, warto zwrócić uwagę na kwiecień 2012 r., trzy miesiące przed debiutem giełdowym PiLab, gdy miało miejsce z pozoru mało istotne dla spółki wydarzenie. Polskę odwiedził amerykański inwestor polskiego pochodzenia Mark Ivanovsky, szukając najbardziej obiecujących projektów technologicznych (Załącznik 4). Sergiusz, obdarzony biznesową intuicją anioł biznesu, inwestor i wówczas członek rady nadzorczej PiLab, zaangażowany w jego rozwój, przeczuwa, że spotkanie z Ivanovskym mogłoby być dla biznesu spółki wartościowe. Proponuje on zatem Pawłowi Wieczyńskiemu zorganizowanie spotkania z amerykańskim inwestorem. Paweł jest jednak sceptyczny, bo wie, że tylko bardzo nietypowo myślący Amerykanie mogą być zainteresowani Polską, a poza tym żaden z nich nie zaangażuje się finansowo, dopóki pomysł nie będzie realizowany na ich „podwórku”, a PiLab ma wystarczająco pracy na miejscu, w Polsce . Mimo to Sergiusz organizuje spotkanie z inwestorem, ściągając go do Wrocławskiego Parku Technologicznego, w którym siedzibę ma PiLab. Jak to zwykle bywa w przypadku takich objazdowych wizyt, amerykański gość ma na spotkanie ok. 20 minut. Po prezentacji PiLab i kilku pytaniach odwołuje jednak wszystkie kolejne spotkania. Po ponad 3-godzinnych rozmowach z zespołem PiLab, pada znamienne zdanie": Mark: „Przecież to nie jest system do archiwizacji, to jest system do zarządzania chaosem! Trochę się na tym znam, bo przez 11 lat byłem wiceprezesem takiej firmy Oracle Corp., nie wiem czy znacie?"
2. "Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo. Mark Ivanovsky skontaktował PiLab z Kirkiem Bradleyem, legendą IT, jednym z pierwszych technologów Oracle, obecnie pełniącym funkcję Executive Technical Advisor Oracle Corp. Spotkania odbywały się głównie przez Skypa i mimo braku jednoznacznej klasyfikacji charakteru technologii PiLab (nowa kategoria) widać było, że Kirk jest pod wrażeniem osiągnięć Krystiana. Równolegle, Krystian będąc w Dolinie Krzemowej nawiązał kontakt z innym amerykańskim ekspertem i inwestorem – Gabe’m Gotthardem. Gabe natychmiast przyjechał do Polski, zainteresowany był stworzeniem funduszu venture capital na styku Polski i Doliny Krzemowej oraz możliwościami związanymi z wykorzystaniem funduszów unijnych na rozwój firm itd itd"
3. Sam zainteresowany określił to znacznie mniej poetycko: Paweł: W 2013 doszliśmy do wniosku, że warto ocenić, co w łaściwie spółka ma, konfrontując nasze rozwiązania z rynkiem. Na początku roku zaangażowaliśmy się operacyjnie w 100% weryfikując przyjęte założenia, jednocześnie ponosząc konsekwencje w postaci ujemnego wyniku spółki. 4. ...firma pozyskiwała coraz to nowych klientów i rozwijała się dynamiczne: w ciągu niecałych 3 lat rosnąc z 4 do 40 pracowników. 5. Paweł: My uciekamy od projektów, gdzie można sprzedać nasze rozwiązanie za duże pieniądze, jeśli inny produkt dostępny na rynku zaspokaja identyczną potrzebę. Powód jest prosty: taki projekt nas kompletnie niczego nie nauczy w zakresie optymalnego zastosowania naszej technologii; naśladując innych, nie poznamy naszych unikalnych przewag. Dlatego wybieramy projekty ambitne, gdzie dotychczasowe, popularne na rynku rozwiązanie nie sprawdziły się. PiLab musi być w swojej kategorii 10 razy lepszy niż inne rozwiązana oferowane przez globalnych dostawców HP, Oracle, IBM i inne podmioty, bo jeżeli będziemy tylko 1,5 razy lepsi, to oni, mając swoje pieniądze, zasoby, markę, penetrację rynku, zmiotą nas z powie rzchni. .... Zgodnie z tym, co od samego początku przewidywał Paweł, firma stanęła również w obliczu zacieśnienia relacji z Doliną Krzemową i rozważenia konieczności niezwykle ryzykownego i kosztownego wyjścia z Polski do Stanów Zjednoczonych. PiLab musiał również porzucić nadzieje na organiczony rozwój działalności i przejść do wizji skokowego rozwoju w kontekście globalnym. Oznaczało to kolejne, duże zmiany i pełne zaangażowanie, włącznie z przeprowadzką Krystiana, a może nawet części zespołu, do Stanów. ... Najbliższym wyzwaniem jest jednak pozyskanie pieniędzy w Polsce na sfinansowanie działalności amerykańskiej pokrywającej część wydatków firmy przez pierwsze półtora roku w USA, opiewające na wartość kilku milionów złotych, gdyż cykl sprzedaży produktu do instytucji takich jak bank czy przedsiębiorstwo produkcyjne może potrwać nawet 18 miesięcy. NAJWAZNIEJSZE: Paweł: Polski płytki rynek kapitałowy, brak świadomości jak się buduje i rozwija spółki technologiczne, niedostatek trendsetterów wśród klientów oraz postawa inwestorów którzy w 95% oczekują, że spółka, która zostanie założona, będzie w przeciągu 2–3 lat generowała zyski i wypłacała dywidendę, bardzo nam utrudnia pracę. Paweł: Gabe powiedział, że jak kiedykolwiek będzie propozycja przejęcia, jak już będziemy w Stanach, to to będą i tak dysproporcjonalne pieniądze w stosunku do tego, co spółka kiedykolwiek będzie w stanie zarobić. Ale na razie o tym kompletnie nie myślimy."