Zyski bez rewelacji. 18,31 miliona złotych zysku netto, przy przychodach ze sprzedaży rzędu 443,38 miliona złotych w 2014 roku specjalnie nie zachwyca (rentowność sprzedaży to nieco ponad 4,1 procent). Pierwsze półrocze 2015 roku pod tym względem wygląda jeszcze słabiej. 9,54 mln złotych zysku netto przy przychodach na poziomie 269,81 miliona złotych oznacza rentowność (ROS, rentowność sprzedaży) na poziomie ledwie przekraczającym 3,5 procent. Mówiąc krótko, szału nie ma.
- Bez rewelacji także C/Z. Licząc po maksymalnej cenie za akcję, wynoszącej 33 złote, cała spółka jest warta 381,4 miliona złotych. 18,31 miliona złotych zysku netto w 2014 roku oznacza, że wskaźnik C/Z (cena do zysku netto), wynosi 20,8. No cóż, tutaj również rewelacji nie ma. Na giełdzie nie ma też podobnej firmy (to akurat plus), więc trudno o analizę porównawczą. Spokojnie można jednak znaleźć ciekawe spółki z niższą wartością tego wskaźnika.
- Stopniowo uwalniany rynek pocztowy w Polsce. Ok, może tempo zmian nie jest takie jak pierwotnie przewidywano, aczkolwiek kierunek jest zdecydowanie właściwy. Możliwość uczestnictwa prywatnych podmiotów w przetargach publicznych, czego skutkiem jest zdobycie potężnego kontraktu na obsługę sądów i prokuratur (42 procent przychodów spółki w 2014 roku), daje nadzieję na solidny – a niewykluczone, że i ponadprzeciętny – wzrost przychodów InPostu w przyszłości, ale…
- Trudny rynek „dzielony” z państwowym monopolistą. …jak zawsze, medal ma dwie strony. Według danych UKE, Poczta Polska w 2014 roku zrealizowała 1,3 mld (1,4 mld w 2013) podstawowych usług pocztowych o wartości 3,8 mld złotych (4,3 mld w 2013). To wciąż ponad 90-procentowy udział w rynku. Walka z takim graczem to trochę, jak zmagania Dawida z Goliatem. Finał tamtejszej „potyczki” wszyscy znają. Nie ma jednak pewności, że w przypadku InPostu i Poczty Polskiej będzie podobnie. Państwowy gigant i państwowe kontrakty pasują przecież do siebie idealnie.
- Kontrakt na obsługę pocztową sądów i prokuratur. Ten temat poruszyłem już dwa punkty wyżej. Warto jednak go rozwinąć. Około 40-procentowy udział jednego źródła w przychodach to nie najlepsza sytuacja. Robi się jeszcze trudniejsza, jeśli dodamy, że kontrakt został zawarty w 2013 roku na 2 lata. 28 września (czyli kilka dni po zamknięciu zapisów dla drobnych graczy), albo trochę później (termin był już kilka razy przesuwany) okaże się, czy InPost dalej (przez kolejne trzy lata) będzie dostarczał przesyłki do sądów. Przegrana w tym przetargu, a tego scenariusza w prospekcie nie wyklucza sam InPost, oznaczałaby mocny zjazd przychodów. Jego rozstrzygnięcie to zapewne największy czynnik ryzyka przed potencjalnym debiutem spółki na GPW (potencjalnym, bo odwoływanie debiutów jest ostatnio w modzie).
- Polityka dywidendowa. Przynajmniej połowa zysków na dywidendę brzmi całkiem obiecująco. Coś mnie tu jednak trochę niepokoi. Zarząd ocenia, że po zaspokojeniu potrzeb finansowych spółki, co najmniej 50 procent wypracowywanego przez spółkę rocznego zysku netto będzie mogło być przeznaczane na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy – napisano w prospekcie. Inwestycje, czy potencjalne akwizycje oznaczają natomiast spore potrzeby finansowe. Obiecywanie takiej dywidendy w przypadku spółki, która – moim zdaniem – powinna jeszcze postawić na rozwój i przede wszystkim lepszą dywersyfikację źródeł przychodów, niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. No chyba, że głównym celem istnienia InPostu miałoby być przede wszystkim ciągłe finansowanie globalnej ekspansji paczkomatów. Na ten cel mają zostać przeznaczone pieniądze ze sprzedaży (od 40 do niemal 50 procent) akcji InPostu przez grupę kapitałową Integer.pl, co ma przynieść maksymalnie 190,71 mln złotych. Integer wciąż będzie jednak kontrolował InPost (minimalnie 50% + 1 akcja), a zatem dywidendy również mogą służyć temu celowi.
Tym samym dochodzimy do bardzo istotnej kwestii. Duża część informacji prasowych (zdarzały się też takie analizy) na temat debiutu InPostu mocno upraszcza całą sytuację. Można z nich wnioskować tak… „jest oferta publiczna, jest zapowiedź debiutu, jest informacja, że pozyskana kasa zostanie wykorzystana przez spółkę na rozwój paczkomatów”. Tak, ale przez spółkę Integer.pl, właściciela InPostu. Nie twierdzę, że nie skorzysta na tym InPost, bo skorzysta pewnie na większej sieci urządzeń.
Warto jednak podkreślić, że „projekt paczkomaty” nie podlega pod InPost, a pod Integera (zdaje się, że poprzez InPost Paczkomaty w Polsce oraz easyPack za granicą). Inwestorzy zapisując się na akcje InPostu kupują udziały w rentownej spółce pocztowej będącej częścią grupy Integer.pl. Jeśli natomiast chcą partycypować w potencjalnych zyskach z globalnej ekspansji paczkomatów – która ma zostać dofinansowana właśnie ze sprzedaży akcji InPostu – powinni zerknąć na akcje spółki Integer.pl. Warto dodać, że w tym tygodniu zostały one przecenione o niemal 10 procent.
To są cwaniaki bo oferta kończy się 23 w środę a według przewidywań ekspertów za 5 dni później in post żegna sądy i prokuratury(przegrywa przetarg)- poczta polska wraca do gry od 2016 roku na najbliższe 3 lata......poczta polska już przyjmuje do pracy (bo 2 lata temu zwalniała po przegranym przetargu)
nie mówcie mi o funduszach.... wdm (5 zł- 50 gr) był liderem nec connect w 7 lata spada o 95% ....tak umiejętnie inwestował.....Kopex spada w 7 lat o 90%(36 -6) tam też były fundusze ...ulubieniec funduszy Vistula(12-2,5) z roku 2008 do dziś spada o ponad 85% .....takich przykladów podam sto (pbg Polimeks- sic wig20!!!!!!!!!!!!)- fundusze i ofe stać na błędy bo wydają cudze pieniądze a my własne dlatego uważam ze trzeba nie ulegać manii oferty....In post to wielkie ryzyko.....tylko umowa z allegro ratuje przychody wraz z polskimi paczkomatami bo za granicą już dopłacają do interesu......wasza kasa na gpw jest sto lepszych firm na bank......)
cena nawet 25 zeta i tak jest wygórowana choć pozornie minimalna..........