Być może. Niemniej w „tradycyjnych” mediach społecznościowych jak YouTube czy Twitter spółka niby posiada własne kanały, z tym, że są one właściwie martwe. A i tak znajdziesz tam odnośniki do prowadzące do siebie na wzajem. Czyli ktoś kiedyś próbował to ruszyć i skorzysta z nich raz od wielkiego dzwonu, ale nie ma w tym konsekwencji. A zapostowanie dwa-trzy razy w tygodniu na miesiąc przed premierą nie jest czymś co wymaga niewiadomo jakiego nakładu pracy, a jednocześnie sprawia wrażenie, że temat żyje.