Mamy już wiedzę, ile lokali przekazano w 2021 r. Jeżeli faktycznie Wikana pozyskała marżę około 40 %, to wynik za cały rok będzie rewelacyjny ! Pytanie, czy przyszłe wyniki przekują się na wzrost ceny giełdowej ?
Mając na uwadze dbałość o przejrzystość i efektywność polityki informacyjnej, zapewniającej powszechny dostęp do informacji o sytuacji finansowej Grupy Kapitałowej WIKANA, Zarząd WIKANA S.A. ("Spółka", "Emitent") informuje, że po zakończeniu agregacji danych cząstkowych w dniu 5 stycznia 2022 r. podjął decyzję o przekazaniu do publicznej wiadomości informacji, że spółki z Grupy Kapitałowej Emitenta w 2021 roku odnotowały następujące wyniki sprzedaży lokali:
- liczba umów przenoszących własność: 312 lokali; - liczba umów deweloperskich i przedwstępnych: 324 lokale.
Poniżej Emitent zamieszcza informacje o wynikach sprzedaży lokali w 2020 roku: - liczba umów przenoszących własność: 213 lokali; - liczba umów deweloperskich i przedwstępnych: 160 lokali
przypominam jak wyglądała sprzedaż w III kwartale.
Wikana zawarła w III kwartale 2021 r. 94 umowy deweloperskie i przedwstępne, w tym czasie przekazała nabywcom 38 lokali - podała spółka w komunikatach.
Od początku roku grupa podpisała 239 umów sprzedaży wobec 111 w analogicznym okresie 2020 r. oraz przekazała nabywcom 270 lokali wobec 172 lokali rok wcześniej.
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, iż Wikana będzie dysponowała sporym zapasem gotówki, zarówno ze sprzedaży lokali z bieżącej oferty jak za sprzedaży nieruchomości komercyjnej ( około 10 mil. zł. ) To będzie miało znaczenie przy podziale zysku w postaci dywidendy. Prawdopodobnie główny udziałowiec będzie dążył do wypłaty jak największej dywidendy z uwagi na długi okres działalności spółki bez podziału wypracowanego zysku. Ponadto inflacja częściowo "zjada" kapitał, dlatego trzymanie w spółce gotówki wydaje się mniej efektywne, tym bardziej, że sytuacja na rynku mieszkaniowym może nieco wyhamować, ale na krótko. Tak czy inaczej, spodziewam się sporej wypłaty, dlatego na rynku może brakować akcji przy tak niskiej wycenie. Pożyjemy, zobaczymy, jak się sytuacja wyklaruje na rynku ale w samej spółce wygląda to zupełnie przyzwoicie.
Wikana sprzedała umowami przedwstępnymi i deweloperskimi 324 lokale w 2021 r., wobec 160 rok wcześniej, a przekazała umowami przenoszącymi własność 312 lokali, wobec 213 w 2020 r., podała spółka. „Jednocześnie spółka informuje, że pozytywny wpływ na wynik finansowy segmentu deweloperskiego w 2021 roku miały w szczególności przekazania lokali w inwestycji Wikana Square w Rzeszowie” – czytamy w komunikacie. Wikana wprowadziła w ubiegłym roku do realizacji 6 inwestycji w Lublinie, Świdniku i Zamościu, w ramach których powstaje 571 lokali mieszkalnych i usługowych. ” 2021 rok w Grupie Wikana stał nie tylko pod znakiem dynamicznych wzrostów sprzedaży, czy rekordowych dochodów z działalności deweloperskiej, ale również intensywnej pracy u podstaw naszego biznesu, która będzie procentować w kolejnych latach. Atrakcyjna oferta mieszkaniowa, zdywersyfikowany bank ziemi pozwalający nam elastycznie reagować na rynkowy popyt oraz mocna sytuacja finansowa to tylko niektóre z naszych atutów, dzięki którym z optymizmem i ambitnymi celami biznesowymi wkroczyliśmy w nowy rok. Zamierzamy dalej konsekwentnie realizować strategię rozwoju Grupy, skoncentrowaną na rozwijaniu działalności deweloperskiej na rynkach miast spoza tzw. „wielkiej szóstki”. Chcemy dalej rozszerzać zakres geograficzny biznesu Grupy, równocześnie utrzymując mocną obecność na naszych głównych rynkach. Oczekujemy, że 2022 r. będzie dla nas równie pracowitym co biznesowo udanym okresem” – powiedział prezes Wikany Piotr Kwaśniewski, cytowany w komunikacie. W 2022 r. Grupa Wikana wkroczyła z ofertą 470 lokali w projektach w Lublinie, Rzeszowie, Przemyślu, Świdniku, Tarnobrzegu i Zamościu, podano także.
GUS: ceny mieszkań wzrosły w III kw. o 8,9 proc. rdr i o 2,6 proc. kdk 05.01.2022 Ceny lokali mieszkalnych w III kwartale 2021 roku wzrosły o 8,9 proc. rok do roku oraz 2,6 proc. wobec II kwartału 2021 roku – podał GUS. „Przy obliczaniu wskaźników cen lokali mieszkalnych za 2021 r. rynkowi wtórnemu przypisuje się wagę 52,0 proc., a rynkowi pierwotnemu – 48,0 proc.” – napisano w komunikacie GUS.
O kilkadziesiąt procent poszły w górę w ciągu ostatnich 5 lat w krajach OECD ceny zakupu i najmu mieszkań. To co dla starszych jest zyskującym na wartości dorobkiem życia, dla młodszych staje się coraz trudniej osiągalnym dobrem. Państwa coraz rzadziej jednak angażują się na rynku mieszkań.
Z danych gromadzonych przez OECD wynika, że w zdecydowanej większości najbardziej rozwiniętych krajów ceny mieszkań idą wyraźnie w górę. OECD (a także nasz GUS) do mierzenia ich poziomu stosuje, który bardzo szczegółowo – zgodnie z wytycznymi Parlamentu Europejskiego i Rady UE – śledzi różne rodzaje transakcji mieszkaniowych. Brana jest pod uwagę m.in. wielkość lokali i ich lokalizacja. Uwzględniana jest sytuacja zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Nieustanny trend w górę Z najnowszego, opublikowanego w połowie września 2020 r. raportu OECD o trendach cen na rynku mieszkaniowym i społecznych tego konsekwencjach wynika, że pomiędzy rokiem 2015 (przyjmowanym za punkt odniesienia) a 2019 r. ceny nieruchomości wzrosły w krajach OECD realnie o 21,6 proc. Najsilniej, bo aż o 67,6 proc. poszły one w górę na Węgrzech. W granicach 40-50 proc. mieszkania zdrożały w tym samym czasie w Łotwie, Turcji, Portugalii, Czechach i Islandii (w tym ostatnim kraju o 48,3 proc.). Jedynym rynkiem wśród najbardziej rozwiniętych krajów świata, gdzie nieruchomości w tym czasie staniały są Włochy (spadek o 1,5 proc.). W Polsce – dla porównania – ceny nieruchomości mierzone śledzonym przez OECD wskaźnikiem RPPI – wzrosły nieznacznie powyżej średniej, o 22,5 proc.
Zmiany cen w ostatnich latach są generalnie kontynuacją bardziej długotrwałego trendu cenowego w tej dziedzinie. Jeśliby bowiem za punkt odniesienia przyjąć ceny z 2005 r. to do 2019 r. w Kolumbii, Kanadzie, Szwecji czy Izraelu mieszkania zdrożały niemal dwukrotnie. W ślad za wzrastającymi cenami nieruchomości, chociaż wyraźnie wolniej, wzrastają także koszty ich wynajmu. Dotyczy to zwłaszcza Węgier, Islandii i krajów bałtyckich, gdzie w latach 2015-2019 realne ceny najmu wzrosły więcej niż o 20 proc. W Estonii zanotowany został w tym czasie wzrost o 30,7 proc. Rekordy bije jednak pod tym względem Turcja (wzrost o 43,2 proc.).
Polska jeśli chodzi o długoterminowy wzrost cen najmu mieszkań sytuuje się wśród krajów gdzie jest on raczej umiarkowany. Z danych OECD wynika, że w latach 2015-2019 najem zdrożał realnie o 13,7 proc., nieznacznie poniżej średniej dla wszystkich krajów tego ugrupowania. Jedynymi krajami, w których doszło w tym czasie do spadku cen wynajmu mieszkań były Japonia oraz borykająca się nadal ze skutkami głębokiego kryzysu zadłużenia sprzed dekady Grecja.
Dwie strony rynku Silny wzrost cen kupna i wynajmu nieruchomości cieszy przede wszystkim posiadaczy aktywów zainwestowanych na rynku mieszkaniowym. Są to zwłaszcza osoby starszego pokolenia, dla których nieruchomości (użytkowane osobiście, czy na wynajem) są znaczną częścią finansowego dorobku życia. Diametralnie inna jest – zwraca uwagę raport OECD – sytuacja znajdujących się dopiero na dorobku młodszych pokoleń, dla których kupno własnego mieszkania staje się finansowo coraz trudniejsze. W tym zresztą można upatrywać jednej z ważnych przyczyn coraz późniejszego opuszczania domu rodzinnego i samodzielnego zamieszkania.
Raport OECD gros swojej uwagi poświęca spojrzeniu na rynek nieruchomości oczami właśnie tych, którzy są dopiero na początku dorosłości, dostrzegając w wysokich cenach kupna i najmu mieszkań rosnące ryzyko wykluczenia społecznego. Housing, czyli szeroko rozumiane koszty mieszkania – zwracają uwagę eksperci – to najważniejszy element łącznych kosztów utrzymania. Jest to zarazem najistotniejszy obecnie czynnik społecznego różnicowania ludzi młodych od starszych, bogatych od biednych (w tym i bezdomnych). Według niepełnych (nie ze wszystkich krajów są dostępne porównywalne dane) ocen udział housingu, w czym liczone są opłaty, czynsze, spłaty kredytów mieszkaniowych, remonty i naprawy, wzrósł w strukturze wydatków w latach 2005-2015 o 5 pkt. proc. Ciężar housingu jest jeszcze bardziej dotkliwie odczuwany przez najbiedniejsze rodziny, w przypadku których jego udział wzrósł w tym czasie – jak się szacuje – aż o 9 pkt. proc. W przypadku rodzin najbogatszych udział ten powiększył się jedynie o 3 pkt. proc. Istotnym czynnikiem różnicującym jest przy tym konieczność (bądź jej brak) spłacania kredytu mieszkaniowego. Nie może to pozostać bez wpływu na warunki mieszkania (w sensie dysponowanej przestrzeni), na sytuację materialną rodzin i na wielkość innych wydatków domowych, m.in. na edukację i zdrowie, czyli na ogólny standard i jakość życia.
Co z tego może wynikać Raport OECD – adresowany do rządzących – ma na celu zwrócenie ich uwagi na rosnące dysproporcje społeczne rodzin wynikające z odmiennej ich sytuacji na rynku mieszkaniowym. Trudno jednak w tej dziedzinie o jednakowe recepty, gdyż różne są potrzeby mieszkaniowe w poszczególnych krajach, różna jest także struktura własności mieszkań. Inni są w tej sytuacji adresaci i inne możliwości oddziaływania przez władze rządowe, czy samorządowe. W tzw. nowych krajach unijnych (Rumunia, Chorwacja, Bułgaria, Litwa, Słowacja, Węgry, a także Polska) zdecydowanie przeważa prywatna własność mieszkań. Około 10 proc. z nich obciążonych jest kredytami mieszkaniowymi. W starych krajach unijnych, czy USA udział własności prywatnej jest wyraźnie mniejszy, a znacznie częściej mieszka się w nich w mieszkaniach i domach wynajmowanych. W tym wypadku istotna jest wysokość czynszu.
W obu przypadkach ważne jest rozpoznanie barier wpływających na zmniejszanie podaży dostępnych mieszkań po dostępnej cenie. Do barier tych może należeć np. brak planów przestrzennych, brak dostępnych terenów dla budowy domów i mieszkań. Eksperci OECD namawiają do rozszerzania skali budownictwa socjalnego, które może być sposobem na zaspokajanie głodu mieszkań i na obniżanie cen innych nieruchomości. Są na to przykłady. W skali OECD ok. 10 proc. mieszkań ma właśnie ten status, ale np. w Austrii, Danii czy Holandii udział mieszkań socjalnych w łącznej ich strukturze przekracza 20 proc. Generalnie – tak można odczytywać intencje raportu OECD – państwa nie powinny wycofywać się z aktywnego rozwiązywania problemów na swoich rynkach mieszkaniowych, w tym także z inwestowania w tej dziedzinie. Udział państw w inwestycjach mieszkaniowych jest minimalny, a po światowym kryzysie finansowym dekadę temu spadł poniżej 0,01 proc. ich PKB.
Od wielu lat spada dostępność mieszkań dla mniej zamożnych warstw społecznych. Dotyka to także klasy średniej. Pandemia jeszcze bardziej pogłębi to zjawisko. Mimo licznych prób i wysiłków w zakresie budownictwa publicznego nie znaleziono trwałego rozwiązania, poza kilkoma wyjątkami.
Według analiz ONZ ponad 1,8 mld ludzi na świecie jest pozbawionych odpowiednich warunków mieszkaniowych, z czego 150 mln jest bezdomnych. Dotyka to głównie miast, do których codziennie napływa 200 tysięcy osób, a do roku 2050 ich ludność stanowić będzie aż 68 proc. ziemskiej populacji. To musi wywierać ogromną presję na zasoby mieszkaniowe i ich finansową dostępność (ang. affordability). Stąd w metropoliach, np. Rio de Janeiro, ponad 20 proc. ludności żyje w fawelach, a że aż 90 proc. z 200 dużych miast na świecie, z uwagi na wysokie koszty nieruchomości w relacji do średniej płacy, nie spełnia warunków dostępności do zamieszkania. Młodzi bez własnych mieszkań Sytuacja spadającej, finansowej dostępności mieszkań dotyczy też krajów rozwiniętych, należących do OECD, w których w roku 2018 mieszkania własnościowe stanowiły 48 proc. zajmowanych lokali, spłacane kredytem hipotecznym 25 proc., a wynajmowane po cenach rynkowych 22 proc. Generalnie ceny mieszkań rosną znacznie szybciej niż dochody ludności. Według zeszłorocznych badań firmy Demographia najmniej finansowo dostępne są mieszkania w Hongkongu. Do zakupu przeciętnej wielkości lokalu potrzebne są prawie 21-letnie dochody, a koszt wynajmu to 2550 dolarów, co stanowi równowartość 120 proc. przeciętnych zarobków. To przynajmniej w części, poza względami politycznymi, tłumaczy stan rewolty tamtejszego młodego pokolenia.
W Europie rośnie liczba osób przeznaczających ponad 40 proc. dochodów na utrzymanie mieszkania. Z kolei, biorąc pod uwagę miesięczny koszty mieszkania, to najmniej dostępne są w takich miastach jak Kijów, Szanghaj, Moskwa, Mumbai, Rio de Janeiro, Buenos Aires i Pekin. Tam miesięczny koszt utrzymania (po cenach rynkowych) 2-3 krotnie przekracza wartość miesięcznej pensji. W Europie rośnie liczba osób przeznaczających ponad 40 proc. swoich dochodów na utrzymanie mieszkania. Dwa lata temu w UE takie osoby stanowiły średnio prawie 10 proc. populacji. Najgorzej mieli Grecy (39,5 proc.), Bułgarzy (prawie 18 proc.), Brytyjczycy (15 proc.), Niemcy, Duńczycy i Szwajcarzy. Wiele wskazuje na to, że te dane mogą być zaniżone, a w ciągu ostatnich dwóch lat przybyło osób, których nie stać na utrzymanie zakupionego na kredyt lub wynajmowanego mieszkania. Na wielu rynkach spada też odsetek młodych ludzi (mających 25-34 lat) posiadających własne mieszkanie – w Wielkiej Brytanii w roku 2007 było ich 48 proc., a dziesięć lat później już tylko 34 proc.
Brak lokali socjalnych w USA W wielu rozwiniętych państwach do zaspokojenia głodu mieszkaniowego brakuje głównie mieszkań miejskich. W Niemczech w obszarach wiejskich od ręki dostępnych jest kilkaset tysięcy mieszkań, natomiast w obszarach metropolitalnych brakuje ich ponad dwa miliony.
Sam Berlin ma deficyt ponad 300 tysięcy lokali. Rząd federalny postanowił wspomóc najemców kwotą miliarda euro, która od roku 2022 ma być rewaloryzowana w oparciu o wzrost dochodów i kosztów najmu. Zdecydowanie bardziej dramatyczna jest sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Tylko w samej Kalifornii brakuje ponad 2 mln mieszkań. W San Francisco ceny nieruchomości rosną od 60 lat w tempie 6,6 proc. rocznie. 5 proc. najbiedniejszej populacji miasta zarabia 650 dolarów miesięcznie, a tymczasem najniższe czynsze zaczynają się od 1500 dolarów. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wybudowano zaledwie 6,5 tys. tanich mieszkań, a w 2017 roku zorganizowano loterię na 1210 lokali, w której wzięło udział 85 tys. rodzin. W ubiegłym roku 38 mln amerykańskich gospodarstw domowych wynajmujących mieszkania lub spłacających hipotekę przeznaczało ponad 30 proc. swoich dochodów na utrzymanie mieszkania.
Mieszkań socjalnych w USA jest niewiele – ok. 2 mln, a ich liczba zmniejsza się.
To niebezpieczna sytuacja, bo prawdopodobieństwo osunięcia się w bezdomność gwałtownie wzrasta po przekroczeniu progu 32 proc. wydatków na koszty najmu lub kredytu. Mieszkań socjalnych w USA jest niewiele, ponad 2 mln, ale ich liczba zmniejsza się z powodu braku inwestycji w ich utrzymanie. Poszczególne miasta wprowadzają jednak kontrolę czynszów, a pierwszym stanem, który to uczynił w marcu zeszłego roku był Oregon. Rynkowi krytycy tej polityki wskazują, że demotywuje biznes. Ten jednak nie jest zainteresowany budową mieszkań dla mniej zamożnych, wskazując na konieczność zmian w ustawach o użytkowaniu gruntów. Wielkie firmy technologiczne, które w takich miejscach jak Kalifornia czy Seattle odpowiadają za wzrost cen nieruchomości i czynszów, zadeklarowały w zeszłym roku kwotę ponad 4,5 mld dolarów na tanie budownictwo, a Amazon zbudował schronisko dla 275 osób na terenie swojego kampusu. Firmy te znacznie bardziej pomogłyby sprawie, gdyby przestały unikać płacenia podatków, również lokalnych. Pandemia jeszcze bardziej pogłębi amerykański problem mieszkaniowy, bo w wyniku utraty lub zmniejszenia dochodów eksmisjami zagrożonych jest około 40 mln gospodarstw domowych. Na czas epidemii, do końca roku, obowiązuje moratorium na eksmisje. Ale żeby im zapobiec, potrzebna jest kwota minimum 100 mld dolarów na pomoc dla najemców. Wykup przez fundusze nieruchomości Poza czynnikami związanymi z podażą dostępnych finansowo mieszkań, istotną przyczyną wzrostu ich cen i czynszów jest fakt, że nieruchomości stały się światowym wehikułem inwestycyjnym. W dużych miastach są cennym aktywem i przystanią dla kapitału (tzw. hedge cities), a nie społecznym dobrem.
Tylko w latach 2013-15 światowe korporacje finansowe nabyły w 100 miastach nieruchomości warte ponad 2 biliony dolarów. Fundusze wykupują nawet domy przejmowane za długi. Lokalni inwestorzy i mieszkańcy nie są w stanie konkurować z nimi cenowo, a miasta niekoniecznie chcą hamować tego typu inwestycje, bo drogie, a nawet luksusowe lokale oznaczają wyższe wpływy do miejskich budżetów. Lokalni mieszkańcy spychani są więc na odległe przedmieścia lub mieszkają w tłoku. W ostatnich latach inwestycje w nieruchomości wzrosły także z powodu wyjątkowo niskich, a nawet ujemnych stóp procentowych. Zjawisko to dotyczy np. Szwajcarii, która jest nazywana krajem najemców, bo aż 59 proc. mieszkań jest przedmiotem wynajmu, a liczba drogich pustostanów przekracza 75 tysięcy. To interesujący rynek dla lokalnych i globalnych funduszy nieruchomości. Przeciętna, miesięczna kwota najmu to ponad 1400 franków, ale w miastach dochodzi do 2000. W lutym Szwajcarzy odrzucili, choć nieznaczną większością głosów, inicjatywę mającą na celu rozwój publicznego wsparcia dla budownictwa mieszkaniowego. Dziesięć procent budowanych w kraju mieszkań miało być przekazanych w zarządzanie partnerom społecznym. Duże miasta, jak Genewa czy Bazylea, w których występuje problem wysokich cen najmu mieszkań, opowiadały się za przyjęciem wniosku.
Źródłem wzrostu czynszów w wielu miastach jest też turystyka i dochody z najmu krótkookresowego. Jak pokazuje przykład kanadyjskiego Vancouver, spekulacyjny wzrost cen mieszkań i czynszów można powstrzymać administracyjnie. Kilka lat temu miasto wprowadziło 15 proc. podatek na zakupy mieszkań przez obcokrajowców i ceny mniejszych lokali spadły o kilkanaście procent. Istotnym źródłem wzrostu czynszów w wielu miastach jest też turystyka i dochody z najmu krótkookresowego, za czym stoją firmy pośredniczące w transakcjach najmu jak Airbnb. Według wyników badań uniwersytetów MIT i UCLA 10 proc. wzrost liczby lokali oferowanych w danej dzielnicy przekłada się na wzrost lokalnych czynszów najmu o 0,4 proc. Stąd coraz więcej miast turystycznych wprowadza zakaz najmu krótkookresowego. Ostatnio dołączyła do nich Barcelona. Lokale lepsze niż schroniska Jak widać problem malejącej dostępności mieszkań pozostaje nierozwiązany nawet w najbardziej rozwiniętych krajach, nie licząc pojedynczych, miejskich inicjatyw. Tym bardziej warto zwrócić uwagę na kilka znaczących wyjątków.
Problem bezdomności najlepiej został rozwiązany w Finlandii. Dzięki programowi „Najpierw Mieszkanie” przestały funkcjonować schroniska dla bezdomnych. Inicjatorzy wyszli z założenia, że zaoferowanie skromnego lokalu osobom pozbawionym możliwości zarobkowania z powodu utraty pracy lub zdrowia jest bardziej opłacalne niż tworzenie odpowiedniego systemu opieki nad bezdomnymi. Oszczędności są na poziomie 9400 euro rocznie. Beneficjenci korzystają z różnego rodzaju świadczeń, np. darmowej opieki zdrowotnej, ale w zależności od uzyskiwanych dochodów opłacają część kosztów niewielkiego lokum. Program współfinansuje rząd centralny i samorządy. Za najbardziej finansowo dostępny w Europie uznać można rynek mieszkaniowy w Niderlandach, gdzie aż 33 proc. lokali (w OECD średnia to 8 proc.) funkcjonuje w ramach programów publicznych (nld. Sociale Huurwoningen), a prawo do mieszkania zapisane jest w konstytucji. Stanowią około 80 proc. (2,7 mln) mieszkań oferowanych w trybie najmu, choć w ostatnich latach część z nich podlegała rynkowej liberalizacji, co oznacza wzrost czynszów o przynajmniej 25 proc., a gospodarstwa domowe o dochodach netto powyżej 2400 euro nie mogą ubiegać się o mieszkanie socjalne. To niski próg, bo w wielkich miastach koszt najmu dochodzi do 1500 euro miesięcznie.
Warto zaznaczyć, że ceny najmu lokali o niższym standardzie, należących do związków mieszkaniowych, są regulowane, ale ich otrzymanie jest związane z dłuższym okresem oczekiwania. Natomiast osoby o niższych zarobkach zajmujące lokale komercyjne mogą liczyć na dodatki mieszkaniowe. Istotą budownictwa społecznego w Niderlandach jest funkcjonująca od lat publiczna własność gruntów – w Amsterdamie wskaźnik ten wynosi 85 proc., a miasto pozyskuje dodatkowe grunty, np. wyspy położone na jeziorze Ijmeer.