Minister Finansów Paweł Wojciechowski uważa, że złoty jest skazany na umacnianie, "niezależnie od szoków w międzyczasie". Tymczasem jego optymizm studzą ekonomiści. Ich zdaniem nasza waluta będzie dalej tracić na wartości.
Od połowy maja złoty jest w trendzie spadkowym. Od tego czasu złoty stracił już około 7 proc. na wartości, cena euro zanotowała w tym czasie nawet poziom 4,13 zł.
Minister Wojciechowski uważa, że ostatnie spadki nie zaszkodzą budżetowi i w związku z tym nie ma powodów do zmartwień.
„Polska ma najniższą inflację w Europie przy jednym z najwyższych wzrostów gospodarczych, a to oznacza, że mamy z punktu widzenia kursu walutowego solidne fundamenty. Nie ma podstaw do załamania na rynku” – powiedział cytowany przez PAP następca Gilowskiej.
Tymczasem innego zdania są analitycy. Londyński oddział BNP Paribas uważa, że naszej walucie grozi fala wyprzedaży m.in. z powodu niepewności co do dalszej polityki fiskalnej po zmianie na stanowisku ministra finansów.
Niepokoić powinna opinia ekonomisty Danske Bank, Lars Christensen, który w komentarzu dla klientów podkreśla, że polski rząd jest obecnie "silnie populistyczny i interwencjonistyczny".
Niekorzystny wpływ na naszą walutę może mieć również podwyżka stóp procentowych w USA
Analitycy BNP prognozują, że złoty może się osłabić nawet do 4,17 zł za euro i rekomendują kupno w razie pojawienia się oznak słabości. Christensen twierdzi, że w ciągu kilku miesięcy złotówka spadnie do 4,15 zł, a za rok za euro już będziemy płacić 4,20 zł.
Ekonomiści z uwagą obserwują sytuację w państwach naszego regionu. Niepokoją nie tylko wypadki na polskiej scenie politycznej, ale również w Czechach i na Słowacji.
J.B.
Na podstawie: pat, Reuters, PAP