Zubelewicz: Podatek bankowy de facto podwyższył nominalne stopy proc.

Po wprowadzeniu podatku bankowego należy patrzeć na politykę pieniężną tak, jakby stopy procentowe były de facto wyższe od poziomu nominalnego - powiedział PAP Biznes Kamil Zubelewicz, członek Rady Polityki Pieniężnej. Dodał, że kwestia podatku bankowego powinna być neutralna dla polityki RPP, choć jego zdaniem utrudnia podejmowanie decyzji przez Radę.

(fot. Filip Błażejowski / FORUM)

"Obecna Rada funkcjonuje w innych uwarunkowaniach prawnych niż poprzednie. Od 1 lutego 2016 r. obowiązuje w Polsce podatek od niektórych instytucji finansowych, tzw. podatek bankowy. Ma on nietypową konstrukcję, gdyż obciąża całość aktywów banków, oczywiście po uwzględnieniu kwoty wolnej, odliczeń od podstawy opodatkowania i zwolnień podmiotowych. W szczególności w podstawie opodatkowania znajdują się kwoty kredytów, zarówno udzielonych przez banki przed wprowadzeniem podatku, jak i po jego wprowadzeniu" - powiedział Zubelewicz.

"Miesięczna stawka podatku wynosi 0,0366 proc. podstawy opodatkowania. Po uwzględnieniu mechanizmu składania stawek miesięcznych, stawka roczna sięga 0,4383 proc. Dodatkowo, po wprowadzeniu tej daniny wzrosła stawka WIBOR, przykładowo dla kontraktów miesięcznych o 0,1 proc., a dla rocznych o 0,09 proc. Łączny efekt tych zmian to ponad 0,5 proc., czyli względnie dużo, zwłaszcza w odniesieniu do rekordowo niskiego poziomu stopy referencyjnej równego 1,5 proc." - dodał.

Zubelewicz wskazuje, że banki mogły zrekompensować wpływ podatku bankowego na kilka sposobów.

"Ponieważ cena większości kredytów bazuje na stawkach WIBOR, automatycznie pojawił się impuls do wzrostu ich oprocentowania o ok. 0,1 pkt. proc. Banki mogły pozostały wydatek w wysokości prawie 0,44 proc. wziąć na siebie, obniżając zyski, lub próbować zminimalizować na kilka sposobów: podwyższając opłaty za świadczone usługi, podwyższając marże od kredytów, obniżając oprocentowanie depozytów lub zmieniając strukturę alokacji aktywów. Podkreślić należy, że dla banków dodatkowe wydatki wynikały także z opodatkowania kredytów udzielonych w przeszłości, gdzie nie istniała już możliwość podwyższenia marży" - powiedział.

Zdaniem Zubelewicza, podatek bankowy i wzrost WIBOR stanowiły impuls dla podwyżki ceny kredytów i obniżki oprocentowania depozytów o łącznej sile ponad 50 pb.

"Między oprocentowaniem depozytów a oprocentowaniem kredytów pojawił się zatem klasyczny klin podatkowy. Każda instytucja finansowa reagowała na niego trochę inaczej, w zależności od swojej pozycji rynkowej, pomiędzy dwiema skrajnymi sytuacjami: próbą podwyższenia ceny nowo udzielanego kredytu o ponad 0,5 proc., a próbą obniżenia stopy depozytu o co najmniej 0,44 proc. Inaczej mówiąc, podatek bankowy i wzrost WIBOR oznaczały impuls dla podwyżki ceny kredytów i obniżki oprocentowania depozytów o łącznej sile ponad 50 pb. Impulsy te były dodatkowo wzmacniane przez działania służące przerzuceniu na klientów podatku od wcześniej udzielonych kredytów. Ponieważ w Polsce dominują depozyty krótkoterminowe, bardzo szybko pojawiła się okazja do obniżenia ich oprocentowania, z której niektórym bankom łatwo było skorzystać" - powiedział członek RPP.

"W efekcie, z punktu widzenia oszczędzających, realna stopa procentowa w szeregu banków uległa dalszemu obniżeniu, dzięki czemu mogły one sobie ten podatek zrekompensować. Równocześnie, z punktu widzenia kredytobiorców, kredyt stał się droższy przy rekordowo niskich stopach banku centralnego. Ze względu na nowo wprowadzony podatek punktem odniesienia dla rynku jest bowiem stopa inna niż stopa referencyjna równa 1,5 proc., podwyższona o część 0,44-proc. klina podatkowego" - dodał.

Skutki wprowadzenia podatku bankowego, zdaniem Zubelewicza, nieco zahamowały zjawiska inflacyjne w Polsce.

"Efekty wprowadzenia podatku bankowego są następujące. Z jednej strony, popularne w Polsce oszczędzanie za pośrednictwem banków stało się mniej opłacalne. Wraz z niskimi stopami procentowymi skutkowało to przesuwaniem środków z depozytów na inwestycje w mieszkania pod wynajem lub na inwestycje giełdowe" - powiedział.

"Z drugiej strony, akcja kredytowa okazała się niższa od potencjalnej. W rezultacie niskie stopy procentowe oddziaływały na kreację pieniądza w mniejszym stopniu, niż mogły oddziaływać, co nieco hamowało zjawiska inflacyjne. Inflacja w Polsce rośnie trochę wolniej, niż 2 lata temu można było oczekiwać" - dodał.

"Podatek bankowy de facto podwyższył nominalne stopy proc., utrudnił podejmowanie decyzji przez RPP, choć powinien być neutralny dla RPP"

Po wprowadzeniu podatku bankowego należy patrzeć na politykę pieniężną tak, jakby stopy procentowe były de facto wyższe od poziomu nominalnego - uważa Zubelewicz.

Kwestia podatku bankowego powinna być neutralna dla polityki RPP, choć jego wprowadzenie utrudnia podejmowanie decyzji przez Radę, a zdaniem części członków RPP skutki daniny ograniczają pole do podwyżki stóp procentowych - dodał.

"Niepewność dotycząca skutków podatku bankowego utrudniła RPP prowadzenie polityki pieniężnej, zwłaszcza, że daninę wprowadzono na samym początku kadencji obecnej Rady. Musimy patrzeć na politykę pieniężną tak, jakby stopy procentowe były już faktycznie ustalone na poziomie wyższym od nominalnego" - powiedział Zubelewicz.

"Argumentację dotyczącą podatku bankowego przekazałem członkom Rady we wrześniu. Kwestia podatku bankowego powinna być neutralna dla polityki RPP, choć moim zdaniem utrudnia on podejmowanie decyzji przez Radę. Z dotychczasowych dyskusji wynika, że kwestia podatku bankowego była przez wszystkich członków RPP brana pod uwagę, choć nie było pewności, co do skali spodziewanych mechanizmów jego przerzucania. Podatek bankowy ograniczył, zdaniem części członków RPP, pole do podwyżki stóp procentowych" - dodał.

W ocenie Zubelewicza, faktyczne skutki wprowadzenia podatku bankowego, czyli podwyższenie nominalnej stopy procentowej dla kredytów i obniżenie realnej stopy procentowej dla depozytów, nie zmieniają dominującej w Radzie narracji, iż stopy procentowe mogą pozostać bez zmian do końca 2019 r., zaś niekoniecznie także w 2020 r.

"Mimo skutków podatku bankowego podwyżka stóp wciąż wskazana"

Zubelewicz uważa, że podwyżka faktycznego poziomu stóp proc. po podatku bankowym nie oznacza, że poziom ten jest wystarczający dla uniknięcia inflacji. Jego zdaniem, nawet biorąc pod uwagę skutki podatku bankowego, RPP powinna była podwyższyć stopy procentowe.

"Podwyżka faktycznego poziomu stóp procentowych w wyniku wprowadzenia podatku bankowego nie oznacza, że poziom ten jest wystarczający dla uniknięcia inflacji. Podtrzymuję stanowisko, że RPP powinna była podwyższyć stopy procentowe, by uniknąć ryzyka wybicia inflacji powyżej celu. Zgodnie z obecnymi prognozami, ryzyko to zmaterializuje się w ciągu dwóch – trzech kwartałów. Przypomnę, że na początku kadencji Rady przeciętny poziom cen dóbr i usług konsumpcyjnych spadał o 0,8 proc. rdr, na półmetku ma rosnąć w tempie 2,7 proc. rocznie" - powiedział Zubelewicz.

"Nadal obawiam się jednak, że stopy procentowe mogą pozostać niezmienione przez całą kadencję obecnej Rady. Taki scenariusz implikowałby jednak utrzymanie się inflacji w paśmie odchyleń od celu. Uważam, że inflację należy trzymać poniżej celu z przyczyn ostrożnościowych. Każde negatywnie oddziałujące na inflację zjawisko poza granicami Polski znajduje odzwierciedlenie w poziomie kursu walutowego, przez co drożeją importowane dobra finalne czy pośrednie, jak paliwa. Suwerenna polityka monetarna nie powinna sprowadzać kraju do roli zakładnika sytuacji za granicą" - dodał.

Członek RPP zaznaczył, że polityka monetarna w Polsce jest jednak w większym stopniu uzależniona od czynników krajowych, niż zagranicznych.

"Na pewno na politykę EBC wszyscy zwracamy uwagę, postrzegamy EBC jako oazę stabilności" - dodał.

W przypadku wystąpienia ewentualnego kryzysu RPP mogłaby nie być skłonna ścinać stóp do zera, a bank centralny nie musiałby wprowadzać nowych narzędzi - uważa Zubelewicz.

"W razie hipotetycznego kryzysu większość Rady mogłaby nie poprzeć obniżek stóp procentowych aż do zera. Poza tym przy niskich stopach skuteczność takiego ruchu byłaby niewielka. To nie cena kredytu stanowi barierę dla pobudzania wzrostu gospodarczego w Polsce. W takiej sytuacji mogłyby pojawić się postulaty użycia narzędzi niestandardowych" - powiedział.

"Moim zdaniem, NBP nie musi wprowadzać żadnych nowych narzędzi. Wystarczy właściwe korzystanie z tych przewidzianych przez obecne przepisy. Pojawiająca się w mediach propozycja kupowania papierów wartościowych na rynku pierwotnym nie znalazła odzwierciedlenia w Założeniach polityki pieniężnej" - dodał.

"Niektórzy członkowie RPP rozumieją cel inflacyjny przedziałowo, co budzi obawy"

Przedziałowe rozumienie celu inflacyjnego przez niektórych członków RPP budzi obawy i może oznaczać, że Rada w większym stopniu będzie tolerować wyższą inflację - powiedział Zubelewicz. Jego zdaniem, rośnie ryzyko zbyt późnej reakcji RPP na rosnącą inflację.

"Według mnie obecny cel inflacyjny rozumiany jest następująco: zdaniem większości Rady wzrost przeciętnego poziomu cen dóbr konsumpcyjnych na poziomie 2,5 proc. gwarantuje w średnim okresie możliwie najszybszy realny wzrost gospodarczy. Wyższa inflacja może być dopuszczalna incydentalnie, z przyczyn szokowych lub w razie nadzwyczajnie dobrej sytuacji gospodarczej, np. przy 7-proc. wzroście PKB. Niższa inflacja może być dopuszczalna, jeśli nie szkodzi rozwojowi gospodarczemu" - powiedział Zubelewicz.

"Przedziałowe rozumienie celu inflacyjnego przez niektórych członków RPP budzi we mnie poważne obawy. W praktyce oznaczałoby ono, że RPP będzie skłonna tolerować wyższą inflację. Z perspektywy lat 90-tych nawet 3,5-proc. inflacja jawi się jako względnie niska. Z drugiej strony 20 lat inflacji na takim poziomie oznaczałby spadek siły nabywczej pieniądza o połowę" - dodał.

Nie nastąpiły żadne zmiany dotyczące poziomu oraz sposobu rozumienia celu inflacyjnego NBP, a symetryczność przedziału odchyleń od celu wskazuje na takie samo traktowanie odchylenia inflacji poniżej lub powyżej celu - poinformował w środę PAP Biznes prezes NBP Adam Glapiński.

Po konferencji prasowej po październikowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej na rynku pojawiły się spekulacje, iż RPP zmieniła rozumienie celu inflacyjnego na przedziałowy z deklarowanego od 2004 r. celu punktowego z symetrycznym przedziałem odchyleń.

Wątpliwości części obserwatorów wzbudziła w tym względzie wypowiedź samego prezesa NBP.

Pytany podczas konferencji o charakter celu inflacyjnego, czy jest to cel punktowy, czy przedziałowy Glapiński powiedział: "Obie granice są tak samo ważne. Jest tak, jak jest zapisane (w założeniach polityki pieniężnej – PAP), czyli jest ten cel plus-minus - to wszystko razem trzeba brać, nie można wydobywać jednego z drugiego. Dopóki jesteśmy w przedziale, to jesteśmy w celu".

Rośnie ryzyko zbyt późnej reakcji RPP

Zdaniem Zubelewicza, RPP prowadzi politykę adaptacyjną, co zwiększa ryzyko zbyt późnej reakcji na rosnącą inflację.

"Moim zdaniem RPP powinna reagować wyprzedzająco. Obawiam się, że RPP prowadzi obecnie politykę adaptacyjną i nie stosuje podejścia +forward looking+. Rośnie ryzyko zbyt późnej reakcji RPP. Dominuje podejście, by nie zepsuć tego, co dobrze działa. Według mnie jednak rosnąca inflacja, zwłaszcza inflacja bazowa, szkodzą gospodarce" - powiedział.

"Nadmierne pobudzanie inflacji to bardzo zły krok. Inflacja co do zasady jest silnie zakotwiczona. Jeżeli ceny już zaczną szybciej rosnąć, zbicie inflacji może zająć kolejnej radzie więcej czasu lub będzie wymagało odważniejszych działań. Dlatego moim zdaniem trzeba działać, póki inflacja jest niska" - dodał.

Obecna polityka RPP powoli nakręca spiralę inflacyjną w Polsce - uważa Zubelewicz.

"Polityka utrzymywania stóp na tym samym poziomie to polityka podwyższania inflacji, powolne nakręcanie spirali inflacyjnej. Od początku obecności w RPP obawiam się podejścia, które najpierw doprowadzi do sytuacji rosnącej inflacji i spadku tempa wzrostu gospodarczego, a potem zostanie ogłoszone, że Rada na nic nie ma już wpływu. Zgodnie z prawem to NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza" - powiedział.

"Jeżeli za granicą występują zjawiska negatywnie wpływające na poziom cen, to w kraju powinniśmy działać w sposób to równoważący. Tłumaczenie, że nie ma się wpływu na poziom CPI, bo osłabił się kurs, wzrosły ceny ropy czy wzrosły ceny żywności, to uciekanie od odpowiedzialności" - dodał.

Stopniowe umocnienie złotego o 10 proc. bez problemów dla polskiego eksportu

Stopniowe umocnienie złotego, nawet o 10 proc., nie spowodowałoby problemów dla polskiego eksportu - powiedział członek RPP.

"Inflacja za granicą także rośnie, nadal jednak jest na umiarkowanym poziomie. Wzrost inflacji zewnętrznej nie musi przełożyć się na wzrost inflacji w Polsce, gdyż wszystko zależy od tego, jak podrożeją importowane przez nas dobra oraz jaki będzie poziom kursu walutowego. Najnowsze dane przekazane RPP wskazują, że w ostatnich kwartałach kurs złotego kształtuje się poniżej kursu równowagi i złoty jest niedowartościowany. Gospodarka polska na tle innych państw prezentuje się całkiem dobrze, co nie jest jeszcze odzwierciedlane w poziomie kursu" - powiedział Zubelewicz.

"Bardzo bym chciał, by awans Polski do grona rynków rozwiniętych przyczynił się do lepszej percepcji złotego. Złoty byłby mocniejszy, gdyby nie ujemne realne stopy procentowe. Silniejszy złoty dodatkowo chroni nas przed wzrostem cen. To jest kolejny argument za podwyżką stóp procentowych. Stopniowe umocnienie złotego nawet o 10 proc. nie spowodowałoby także problemów dla polskiego eksportu" - dodał.

Zdaniem Zubelewicza "systemowe" osłabianie złotego, które obserwuje się "od lat", sprzyja "wyłącznie" eksporterom dóbr niższej jakości, którzy muszą konkurować ceną.

"Jednocześnie zwiększa się zadłużenie publiczne i prywatne denominowane w walutach obcych, polskie przedsiębiorstwa czy ziemia stają się łatwiejsze do przejęcia przez podmioty zagraniczne, rosną koszty importu, co zwiększa inflację i uderza w najsłabszych uczestników życia gospodarczego. Osłabianie złotego utrudnia modernizację polskiej armii czy import nowoczesnych technologii" - dodał.

"Niepokoi zbyt wysokie tempo wzrostu kredytu dla gospodarstw domowych"

Zbyt wysokie tempo wzrostu kredytu dla gospodarstw domowych jest niepokojące - powiedział Kamil Zubelewicz.

"Niepokoi mnie zbyt wysokie tempo wzrostu kredytu dla gospodarstw domowych. Niskie stopy procentowe powodują, że ludzie zbyt chętnie zadłużają się. Gdy trwale pojawi się wyższa inflacja, to nawet najbardziej ostrożna Rada, obecna czy następna, będzie musiała podnieść stopy procentowe. Może to potem skutkować problemami ze spłatą pożyczek przez osoby, które zaciągnęły kredyty o zmiennym oprocentowaniu" - powiedział Zubelewicz.

"Wprowadzenie programu 500+, wzrost gospodarczy napędzający wzrost wynagrodzeń i rosnące zatrudnienie, zapewniające stałe dochody, umożliwiły części populacji spłatę pożyczek pozabankowych i zbudowanie zdolności kredytowej. Ponieważ wiele gospodarstw domowych ma odroczone potrzeby konsumpcyjne, teraz mogą one zostać zaspokojone w oparciu o kredyt bankowy" - dodał.

Zubelewicz nie wyklucza, że zapoczątkowany został trwały trend wzrostu dynamiki kredytów dla gospodarstw domowych, kosztem kredytów dla przedsiębiorstw.

"Być może na rynku kredytowym mamy do czynienia z trwałym wzrostem dynamiki kredytów dla gospodarstw domowych, kosztem kredytów dla przedsiębiorstw. Kredyt konsumpcyjny cechuje się wyższą marżą. Banki, maksymalizując zyski, muszą też ważyć ryzyko. Zwolnienie obligacji skarbowych z podatku bankowego obniżyło rentowność pożyczek dla sektora prywatnego. Wyższe marże kredytów konsumpcyjnych przy istotnej zmianie zdolności kredytowej społeczeństwa powodują, że kredyt ten staje się dla banków bardziej opłacalny. Dodatkowe skutki podatku bankowego ponoszą więc przedsiębiorcy" - powiedział.

Akcja kredytowa na kupno mieszkań pod wynajem w ryzach

Zubelewicz uważa, że akcja kredytowa nakierowana na kupno mieszkań pod wynajem nie wydaje się "jeszcze nadmiernie rozbudowana",

"(...) Zakupy te są często finansowane z oszczędności" - dodał.

"Wysoki popyt na nieruchomości wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, pochodzi on od około 800 tysięcy obywateli Ukrainy, którzy równocześnie przebywają na terenie kraju. Oczywiście nie równoważą oni popytu jaki byłby, gdyby z Polski nie wyjechały 2 miliony naszych rodaków. Po drugie, wraz z bogaceniem się społeczeństwa Polacy będą realizować swoje aspiracje mieszkaniowe. W segmencie nieruchomości komercyjnych ostrożność w inwestowaniu jest natomiast nieodzowna" - dodał.

We wrześniu Komitet Stabilności Finansowej (KSF) wskazał, że popyt mieszkaniowy kształtowany jest przede wszystkim przez nabywców mieszkań zaspokajających własne potrzeby, choć istotna jest także skala zakupów w celach inwestycyjnych.

KSF jednocześnie uznał, co było nowością w stosunku do poprzedniego komunikatu z czerwca, iż wskazane jest, by banki zachowały ostrożność przy ocenie zdolności kredytowej klientów wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, w szczególności w celach inwestycyjnych.

"Zakup złota przez NBP krokiem w dobrą stronę w zarządzaniu rezerwami"

Zwiększenie rezerw złota przez NBP to krok w dobrym kierunku w kwestii zarządzania aktywami rezerwowymi - powiedział Zubelewicz. Dodał, że propozycja wprowadzenia dłuższych operacji otwartego rynku to dobry pomysł.

"Głosowałem w lipcu przeciwko przyjęciu pozytywnej oceny działalności Zarządu NBP w zakresie realizacji założeń polityki pieniężnej na 2017 r. z powodu nie najlepszych w mojej ocenie efektów zarządzania rezerwami. RPP jest informowana o działaniach Zarządu w tym obszarze w sposób zdawkowy. Zwiększenie rezerw złota przez NBP to moim zdaniem drobny krok w dobrym kierunku" - powiedział Zubelewicz.

Z danych MFW wynika, że w lipcu i sierpniu NBP dokonał pierwszych w XXI wieku zakupów złota - łącznie ok. 9 ton.

Zdaniem Zubelewicza, przedstawiona przez członka RPP Łukasza Hardta propozycja wprowadzenia dłuższych operacji otwartego rynku to dobry pomysł.

"Bank centralny powinien mieć co do zasady narzędzia nie tylko krótkoterminowe, ale również długoterminowe. Wydłużenie horyzontu poszczególnych narzędzi rozważane przez prof. Hardta jest dobrym pomysłem, ponieważ dostosowuje dostępne instrumenty do horyzontu oddziaływania polityki pieniężnej" - powiedział Zubelewicz.

Hardt powiedział we wrześniu PAP Biznes, iż warto rozważyć wprowadzenie 3- lub nawet 6-miesięcznych operacji otwartego rynku NBP. Jego zdaniem, dłuższe operacje mogłyby pomóc w rozwoju polskiego rynku obligacji korporacyjnych i infrastrukturalnych, ale też zwiększać równowagę między aktywami i pasywami banków.

"Sytuacja wokół prawomocnych wyroków ws. kredytów CHF ryzykiem dla banków i PLN"

Sytuacja wokół prawomocnych wyroków wydawanych przez sądy ws. tzw. kredytów frankowych może zachwiać stabilnością sektora bankowego, kursem złotego i wpłynąć na inflację - ocenił dla PAP Biznes Kamil Zubelewicz, członek Rady Polityki Pieniężnej.

"Stopniowo pojawiają się prawomocne orzeczenia sądów w kwestii tzw. kredytów frankowych. Ze względu na odmienne konstrukcje poszczególnych umów można spodziewać się różnych wyroków wydawanych przez różne sądy, co prawdopodobnie skończy się skargami kasacyjnymi do Sądu Najwyższego i odwołaniami do instytucji unijnych" - powiedział Zubelewicz.

"Sytuacja ta może potencjalnie zachwiać stabilnością sektora bankowego i kursem złotego, a pośrednio wpłynąć na inflację. W najbliższym czasie może okazać się, że pod kątem prawnym w Polsce nikt nie będzie poruszał tematu pomocy dla +frankowiczów+, wszyscy zaś zaczną się zastanawiać nad pomocą dla banków, które udzieliły kredytów frankowych" - dodał.

We wrześniu "Rzeczpospolita" podała, że Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie unieważnił umowę tzw. kredytu frankowego. Zgodnie z wyrokiem klientka, która zaciągnęła kredyt walutowy, ma zwrócić tylko tyle, ile dostała od banku.

Reprezentujący kredytobiorcę przed sądem powiedział "Rzeczpospolitej", że to pierwszy tego typu wyrok w skali kraju na poziomie sądu apelacyjnego.

Bankowi przysługuje jeszcze skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego.

Rafał Tuszyński (PAP Biznes)

tus/ asa/

Źródło: PAP Biznes

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
22 27 pyton_z_nbp

Kamil Zubelewicz to nudziarz. Czekam na kolejne bardzo dynamiczne, pełne dumy narodowej wypowiedzi Eryka Łona !

! Odpowiedz
0 7 jacon2020

Może jednak przenieś się na fora anglojezyczne, bo tutaj
"nie czaisz bazy"....

! Odpowiedz
43 9 silvio_gesell

Wszystko fajnie, ale wyższa inflacja i potrzeba wyższych stóp procentowych byłyby gdyby rosła populacja ludzi w wieku produkcyjnym. W obecnej sytuacji wyższe stopy spowodują, że kolejne, mniej liczne pokolenie nie przyjmie długów w spadku i system bankowy się wysypie jak na Ukrainie w 2014r.

! Odpowiedz
38 34 trooper

Wzrost / spadek dóbr i usług nie jest wprost proporcjonalny do przyrostu/spadku populacji. Bardzo uproszczony masz ten model. Błędny.

! Odpowiedz
12 13 silvio_gesell odpowiada trooper

Prosty nie znaczy błędny. A model tłumaczy wystarczająco dobrze dlaczego długoterminowe realne stopy procentowe są wysokie w krajach gdzie jest boom demograficzny jak kraje Afryki Subsaharyjskiej, a niskie lub wręcz ujemne w starzejących się populacjach jak Japonia, Ukraina, UE. Dodatnie realne stopy procentowe w Polsce teraz to hiperinflacja w przyszłości bo oszczędności muszą tracić siłę nabywczą gdy maleje populacja świadcząca za nie usługi. Rolą banku centralnego jest utrzymywać stopy tak by ten proces postępował gradualne a nie skokowo.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 6 silvio_gesell odpowiada trooper

A tu korelacja wysokości stóp FED (czarna linia) i zmian populacji w wieku produkcyjnym na świecie (czerwone słupki):

https://bit.ly/2kubUCN

! Odpowiedz
28 21 jkl777

Czy mi się wydaje, czy naprawdę w tym kraju głupota zabrała się do myślenia i zajmuje kluczowe stanowiska? Ostatnimi laty jest to jakby szczególnie widoczne.

! Odpowiedz
30 69 rekin1986

Zastanawiałem się kiedy im się zbierze na podwyżki stóp procentowych czy w przyszłym roku czy w 2020 okazuje się , że nawet już w tym by należało podnieść a nie czekać do 2020 aż się skończy maraton wyborczy

Nie ma gorszej rzeczy jak z polityki monetarnej zrobić narzędzie do budowania elektoratu wyborczego by ucieszyć wszystkich co mają kredyty hipoteczne na 100 wypłat a oprocentowane finansują im depozytariusze którzy mają oprocentowanie poniżej inflacji

3 mln kredytów czyli 6 mln wyborców kup kredytami 2 mln rodzin czyli 4 mln wyborców 500 plus a 6 mln emerytów i niepełnosprawnych wyższą kwotą wolną od podatku i wyższymi świadczeniami 16 mln wyborców do kupienia za socjal z 18 mln pracujących na pełny etat w pocie czoła i płacącymi składki i podatki z czego ponad 2 mln według 2 progu podatkowego
fajna redystrybucja dochodów za poparcie wyborcza kiełbasa jak się patrzy

12 procent klasy średniej finansuje 88 procent klasy robotniczej Socjalizm wypisz wymaluj

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
46 48 trooper

Niskie stopy nie są utrzymywane aby pomóc kredyciarzom. Niskie stopy są utrzymywane, aby umożliwić rządowi większe zadłużanie się.

! Odpowiedz
0 6 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz