Zarządzający TFI: Świat jest w najgłębszej recesji w dziejach

2020-06-03 18:02
publikacja
2020-06-03 18:02
fot. MJgraphics / Shutterstock

Globalna gospodarka znajduje się w najgłębszej recesji w historii, więc obecnie w centrum uwagi są działania monetarne i fiskalne. Później głównym wyzwaniem mogą stać się inflacja i rosnące zadłużenie - wynika z wypowiedzi zarządzających TFI podczas pierwszego dnia konferencji Summit iWealth 2020.

Świat po pandemii Covid-19 - globalne wyzwania, scenariusze dla polskiej i światowej gospodarki, nowe trendy, technologiczne przyspieszenie - to główne tematy pierwszej konferencji iWealth Summit 2020, organizowanej online w dniach 3-4 czerwca. PAP Biznes jest patronem medialnym wydarzenia.

"Mamy coraz więcej interwencji fiskalnych i monetarnych, trwa skup obligacji skarbowych. Niestety, polityka ciągłych interwencji w długim okresie hoduje firmy zombie, które nie są efektywne, gospodarki się nie oczyszczają, ludzie pracują w tradycyjnych branżach o niskiej wartości dodanej, zanika chęć do innowacji i przedsiębiorczości, zabija to ducha rynkowej rywalizacji" - powiedział podczas jednej z debat Kamil Sobolewski, główny strateg Skarbiec TFI.

"Paradoksalnie cieszymy się, że dociera do nas nowa fala stymulacji, gdyż bez tego spadlibyśmy z tak wysokiego klifu, że połamałoby nam kości" - dodał.

Jego zdaniem, polityka rozdawania pieniędzy przez rządy doprowadzi w pewnym momencie do wzrostu inflacji, co w jego opinii jest w tej chwili największym zagrożeniem.

"Zakładam, że dzisiejsza polityka doprowadzi do wzrostu inflacji, gdyż ludzie i firmy otrzymują pieniądze do ręki i są one wydawane na produkty i usługi, które nie zostały wyprodukowane" - powiedział Kamil Sobolewski.

Jego zdaniem, nawet gdy pojawi się inflacja, stopy procentowe pozostaną niskie, gdyż banki centralne zbagatelizują to zjawisko.

"Inflacja przez wiele lat się nie pojawiała, polityka jej pobudzania przez banki centralne była nieskuteczna. Nauczyliśmy się, że jeśli bank centralny reaguje na niską aktywność gospodarczą i inflację, to jest to dobre dla obligacji, a to nieprawda" - powiedział.

"Globalizacja, obok postępu technologicznego, była głównym motorem braku wzrostu cen. Właśnie ten czynnik, gdyż mowa jest teraz o deglobalizacji, może inflację podnieść" - dodał główny strateg Skarbiec TFI.

Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, dyrektora departamentu inwestycji i zarządzającego funduszami Investors TFI, temat inflacji może się pojawić dopiero za kilka kwartałów czy nawet za kilka lat, gdy światowa gospodarka wyjdzie z krachu.

"Jesteśmy w najsilniejszej recesji w dziejach. Dopóki z niej nie wyjdziemy, o żadnej zmianie trendu inflacyjnego nie ma mowy. Nie widać takich oczekiwań również po notowaniach na rynku obligacji, gdzie rentowności są nadal na bardzo niskich poziomach, najniższych w historii, niższych nawet niż marcowe dołki. Zakładając, że z recesji wyjdziemy w miarę szybko, czyli odreagowanie będzie w kształcie między literami V i U, to dopiero wtedy, pewnie pod koniec roku, będziemy mogli powiedzieć, czy mamy do czynienia z inflacją związaną z drukowaniem pieniędzy i kierowaniem pieniędzy do ludzi i firm" - powiedział Niedzielewski.

Wskazuje, że programy drukowania pieniędzy i luzowania polityki monetarnej trwają na świecie od lat i wbrew ówczesnym obawom do tej pory nie wywołały inflacji.

"Teraz znowu pojawiają się obawy inflacyjne, ale większość zarządzających na rynku długu w ogóle w nią nie wierzy. Trzeba jednak powiedzieć, że wcześniejsze drukowane pieniądze pozostały w systemie bankowym. Teraz mamy inną sytuację, pieniądze są bezpośrednio kierowane do budżetu państwa, a rząd kieruje je do firm i osób fizycznych" - powiedział Jarosław Niedzielewski.

Dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI ocenia, że odreagowanie w gospodarce będzie bliżej litery V niż U czy L, na co wskazują rynki kapitałowe.

"Wierzę w moc prognostyczną rynku akcji" - powiedział Niedzielewski, odnosząc się do rozpoczętej od dołków w marcu fali silnych wzrostów na giełdach. W tym okresie S&P 500 zyskał już ponad 40 proc.

Kamil Sobolewski ze Skarbiec TFI z kolei nie zgadza się z opinią, że rynki finansowe odzwierciedlają to, co się będzie działo w realnej gospodarce.

"Ceny obligacji nie dlatego są wysokie, że rynek nie spodziewa się inflacji, czy że nie należy się jej spodziewać, tylko dlatego, że trwa brutalna interwencja banków centralnych. Każdy, kto teraz zdecyduje się obligacje sprzedać, dostanie po łapach. Podobnie jest z rynkiem akcji, który podlega interwencjom werbalnym i finansowym. Dzisiaj patrząc na rynki finansowe nie widzimy, jakie są oczekiwania gospodarcze, ale jaka jest polityka gospodarcza" - powiedział.

"W naszym TFI nazywamy to od dłuższego czasu +patrzeniem w oczy bosmana po to, żeby przewidzieć, co się będzie działo z okrętem+" - dodał główny strateg Skarbiec TFI.

Wiceprezes Quercus TFI Jarosław Jamka zwraca uwagę, że rynki kapitałowe dyskontują bardzo optymistyczny scenariusz szybkiego wychodzenia z kryzysu, ale według niego to dyskontowanie jest zbyt mocne i za szybkie.

"Kryzys w gospodarce będzie miał duży wpływ na modele biznesowe i zachowanie konsumentów, można też mówić o jego wymiarze politycznym. Największym problemem do tej pory był strach przed wirusem, ale się to zacznie zmieniać, gdy przejdziemy w regularną recesję, gdzie głównym wyzwaniem będzie zbyt niski popyt i zbyt wysokie bezrobocie" - powiedział Jamka.

"Na rynkach kapitałowych mamy typowe odbicie w kształcie litery V, bo przyzwyczajamy się już do wirusa. Czy realna gospodarka jest w stanie wykonać to, co dyskontują rynki, tego nie wiem, ale obawiam się, że będzie to przebiegało dużo wolniej. Wiele oficjalnych rządowych prognoz wskazuje, że wychodzenie z lockdownu będzie powolne" - powiedział Jarosław Jamka.

"Istotne są też wszystkie ogromne interwencje monetarne i fiskalne, one nie zastąpią całego ubytku popytu, ale nieco wygładzą wejście w recesję. Pytanie, czy one wystarczą. Raczej bym się obawiał, że jeśli kryzys będzie duży, to płynność ze strony banków centralnych i rządów nie wystarczy" - dodał.

Wiceprezes Quercus TFI ocenia, że w gospodarce następuje odbicie w kształcie pośrednim między literami V i U jeśli chodzi o stronę podażową, bo nie wszystkie przedsiębiorstwa i firmy usługowe już się otworzyły.

"Jeszcze musi zrobić to strona popytowa, która - moim zdaniem - na razie odmawia współpracy i to może być powolny proces. Za kilka miesięcy obie strony muszą się spotkać i złapać równowagę" - powiedział.

W opinii wiceprezesa Quercus TFI, gdyby drukowanie pieniądza i zasilanie nim rynków nie było zagrożeniem dla gospodarki i zadłużenia, to można by w ogóle zrezygnować z poboru podatków i w zamian skupić się wyłącznie na zwiększaniu ilości pieniądza. Ponieważ tak się nie dzieje, to oznacza, że to zagrożenie istnieje.

"Nie ma metody, żeby zmniejszyć zadłużenie bez bólu, a tego bólu nikt teraz nie zaakceptuje. W efekcie zadłużenie tylko rośnie, co zmniejsza produktywność i wzrost gospodarczy, dochody realne itd. Inflacji wynikającej z psucia pieniądza czy wzrostu zadłużenia nie będzie" - powiedział.

Prezes Allianz TFI Polska Robert Hoerberg jest przekonany, że mimo recesji ceny będą dalej rosnąć, np. nieruchomości.

"Co do inflacji w cenach konsumenckich to są argumenty za i przeciw. Z jednej strony, w krótkim terminie recesja oczywiście jest deflacyjna, w średnim i długim terminie deflacyjnie działa też zaawansowanie technologiczne, ale z drugiej - inflacyjnie może zadziałać trend deglobalizacyjny łańcucha dostaw. Stopy procentowe będą przez dłuższy czas niskie" - powiedział Hoerberg.

"Myślę, że inflacja będzie powyżej 2 proc., ale nie będzie to gwałtownie powyżej, między 2 a 4 proc." - dodał prezes Allianz TFI Polska.

Kamil Mikołajczak z Templeton Asset Management (Poland) TFI ocenia, że w krótkim terminie - koniec tego roku, początek przyszłego - raczej znajdować się będziemy w środowisku deflacyjnym.

"W średnim czy dłuższym terminie kilkuprocentowa inflacja jak najbardziej jest możliwa. Nie sądzę, żeby to mogły być wartości dwucyfrowe, ale 2-4 proc. to nawet pożądany poziom" - powiedział Mikołajczak.

"Nie ma szans na deflację. Spodziewamy się inflacji na koniec przyszłego roku w Polsce na poziomie 2 proc. Nie chcę głosić teorii spiskowych, ale mam wrażenie, że rządy i banki centralne dążą do +inflacjonowania+ długu po to, żeby spłacić go relatywnie mniej" - dodał Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Generali Investments TFI.

Zarządzający funduszami InValue Multi-Asset Adam Drozdowski ocenia, że tempo wzrostu inflacji może być wyższe.

"Zakładamy inflację na poziomie znacząco wyższym, między 5 proc. a 10 proc. Które państwo ma w tej chwili wysoką inflację? To jest Polska, która od kilku lat stymuluje fiskalnie gospodarkę programem 500+. A teraz Amerykanie dostali po 5000 USD, w innych krajach też jest rozdawnictwo pieniędzy, więc inflacja wcześniej czy później przyjdzie. Decydenci zrobią wszystko, żeby pobudzić inflację, bo mają doświadczenia sprzed 90 lat w USA, czym skończyła się niekontrolowana deflacja" - powiedział Drozdowski. (PAP Biznes)

pr/ asa/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Advertisement

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Światowa recesja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki