REKLAMA
WAŻNE

Zamieszki w Irlandii Północnej. "Brexit stworzył realne problemy"

2021-04-08 20:14, akt.2021-04-09 07:58
publikacja
2021-04-08 20:14
aktualizacja
2021-04-09 07:58
fot. JASON CAIRNDUFF / Reuters

Brexit stworzył "realne problemy" w Irlandii Północnej, ale przemoc nie jest sposobem na ich rozwiązanie - oświadczył w czwartek brytyjski minister ds. Irlandii Północnej Brandon Lewis. Tamtejsza policja ocenia, że tak poważnych aktów przemocy nie było od wielu lat.

Lewis pojechał w czwartek do Belfastu w reakcji na zamieszki, które od kilku dni trwają w północnoirlandzkich miastach, a w środę przybrały najpoważniejszą dotychczas formę. W zachodniej części Belfastu został uprowadzony, a następnie spalony miejski autobus. Przez cały wieczór policjanci byli obrzucani butelkami z benzyną, na ulicach podpalano opony i kosze na śmieci, a w trakcie pracy zaatakowany został fotoreporter gazety "Belfast Telegraph".

"Naprawdę dobrze widzieć, że wszystkie pięć partii zbliża się do siebie, jasno mówiąc, że przemoc jest nie do przyjęcia. Będę pierwszym, który przyzna, że w ciągu pierwszych kilku miesięcy roku istniały realne problemy związane z tym, jak protokół wpłynął na ludzi, zarówno jako konsumentów, jak i tych w społeczności lojalistów i unionistów" - powiedział Lewis.

Wspomniany przez niego protokół w sprawie Irlandii Północnej, który jest częścią umowy o warunkach brexitu, faktycznie stworzył granicę celną między tą prowincją a resztą Zjednoczonego Królestwa. Efektem tego są zarówno problemy z dostawami towarów do Irlandii Północnej, jak i obawy unionistów i lojalistów, czyli zwolenników utrzymania prowincji pod zwierzchnictwem Londynu, o to, że ta sytuacja zagraża politycznemu status quo.

Tę napiętą od kilkunastu tygodni atmosferę spotęgowała zeszłotygodniowa decyzja północnoirlandzkiej prokuratury, by nie postawić nikomu zarzutów w związku z pogrzebem wysokiego rangą bojownika Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), w którym - mimo restrykcji przeciwepidemicznych - uczestniczyło ok. 2000 osób, w tym 24 polityków Sinn Fein. To po tej decyzji w zeszłym tygodniu w lojalistycznych dzielnicach zaczęły wybuchać zamieszki.

Lewis podkreślił, że przemoc nie jest rozwiązaniem problemów. "Sposobem radzenia sobie z tymi sprawami jest demokratyczny i dyplomatyczny proces polityczny. Nie ma legitymizacji dla przemocy, aby poradzić sobie z którymkolwiek z tych problemów. To nie służy niczyjej sprawie bez względu na to, jakie są ich obawy w jakiejkolwiek kwestii" - podkreślił.

Wcześniej we wspólnym oświadczeniu akty przemocy potępiło pięć partii, reprezentujących zarówno społeczność protestancką i katolicką, które tworzą rząd północnoirlandzki. "Chociaż nasze stanowiska polityczne są bardzo różne w wielu kwestiach, wszyscy jesteśmy zjednoczeni w naszym poparciu dla prawa i porządku. Ataki na policjantów, służby publiczne i społeczności są godne ubolewania i muszą się skończyć. Destrukcja, przemoc i groźba przemocy są całkowicie nie do przyjęcia i nie do usprawiedliwienia, bez względu na to, jakie obawy mogą istnieć w społecznościach" - napisano.

Jak podała PSNI, północnoirlandzka policja, obrażenia w nich odniosło do tej pory 55 funkcjonariuszy, z czego ośmiu w środę wieczorem. Według Jonathana Robertsa, zastępcy komendanta głównego PSNI, uczestniczyło w nich po obu stronach - lojalistycznej i republikańskiej - ok. 600 osób i obie strony się do nich wcześniej przygotowywały. "Zamieszki minionej nocy były na skalę, jakiej nie widzieliśmy w Belfaście ani w całej Irlandii Północnej od lat" - ocenił.

Poinformował on także, że w zamieszkach ponownie uczestniczyli nieletni. Policja już wcześniej ostrzegała, że grupy przestępcze odpowiedzialne za podsycanie zamieszek wciągają w nie nawet kilkunastoletnie dzieci. Wśród 10 aresztowanych do tej pory osób byli 13- i 14-latek.

Pierwszy raz od sześciu lat policja w Irlandii Płn. użyła armatek wodnych

Północnoirlandzka policja użyła w czwartek wieczorem - po raz pierwszy od sześciu lat - armatek wodnych, by rozpędzić uczestników zamieszek w Belfaście. To kolejna noc, w trakcie której w Irlandii Północnej dochodzi do aktów przemocy.

W czwartek zamieszki wybuchły ponownie w zachodniej części Belfastu, ale tym razem - jak poinformowała minister sprawiedliwości Naomi Lang, głównymi ich inicjatorami byli nacjonaliści, czyli zwolennicy przyłączenia Irlandii Północnej do Irlandii. W stronę funkcjonariuszy policji poleciały z ich strony butelki z benzyną, petardy i kamienie.

Poprzedniego wieczora w zachodnim Belfaście, ale w lojalistycznej dzielnicy Shankill, porwany i podpalony został autobus miejski. Środowe zamieszki północnoirlandzka policja określiła jako najgorsze od lat w Irlandii Północnej.

Zamieszki w różnych miastach Irlandii Północnej, dotychczas głównie w dzielnicach lojalistycznych, trwają od początku zeszłego tygodnia. Ich bezpośrednią przyczyną była decyzja północnoirlandzkiej prokuratury, by nie postawić nikomu zarzutów w związku z pogrzebem wysokiego rangą bojownika Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), w którym - mimo restrykcji przeciwepidemicznych - uczestniczyło ok. 2000 osób, w tym - 24 polityków republikańskiej partii Sinn Fein.

Spotęgowało to narastające od kilkunastu tygodni wśród unionistów i lojalistów, czyli zwolenników utrzymania prowincji pod zwierzchnictwem Londynu, niezadowolenie z protokołu w sprawie Irlandii Północnej, który jest częścią umowy o regulującej relacje Zjednoczonego Królestwa z UE po brexicie. Dokument ten faktycznie stworzył granicę celną między tą prowincją a resztą państwa. Efektem tego są zarówno problemy z dostawami towarów do Irlandii Północnej, jak i obawy unionistów i lojalistów o to, że ta sytuacja zagraża politycznemu status quo.

Zaniepokojenie sytuacją w Irlandii Północnej wyraziła także administracja prezydenta USA Joe Bidena, który z racji irlandzkich korzeni jest bardzo zaangażowany w sprawę podtrzymania procesu pokojowego. "Jesteśmy zaniepokojeni przemocą w Irlandii Północnej i przyłączamy się do apeli brytyjskich, irlandzkich i północnoirlandzkich przywódców o spokój. Pozostajemy niezłomnymi zwolennikami bezpiecznej i dostatniej Irlandii Północnej, w której wszystkie społeczności mają prawo głosu i korzystają ze zdobyczy ciężko wywalczonego pokoju" - powiedziała Jen Psaki, rzeczniczka prasowa Białego Domu.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

bjn/ mars/

Źródło:PAP
Tematy
Kredyt dla firm. Marża od 2,4% z ubezpieczeniem. 0% prowizji za udzielenie.

Kredyt dla firm. Marża od 2,4% z ubezpieczeniem. 0% prowizji za udzielenie.

Advertisement

Komentarze (2)

dodaj komentarz
jes
Słuchało się prorosyjskich brexitowych partii to teraz w czym problem?
U nas będzie podobnie przez PiS.
101m
ciekawe kto ci wyjdzie kobiety pistolety czy emeryci i renciści?

Powiązane: Brexit

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki