REKLAMA

Z konsumenta zaczęło uchodzić powietrze

Krzysztof Kolany2021-09-27 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-09-27 06:00
Z konsumenta zaczęło uchodzić powietrze
Z konsumenta zaczęło uchodzić powietrze
fot. eldar nurkovic / / Shutterstock

Wskaźniki nastrojów konsumentów od pewnego czasu przestały się poprawiać, a w Stanach Zjednoczonych i w strefie euro wręcz się obniżyły. Tymczasem to właśnie konsumpcyjny boom napędzany transferami socjalnymi był kołem zamachowym postcovidowego ożywienia.

Gospodarczą historię świata z ostatnich kilkunastu miesięcy można by streścić w dwóch akapitach. Najpierw rządy zamknęły gospodarki - oficjalnie po to, by „wypłaszczyć” falę chińskiego koronawirusa. Aby nie dopuścić do buntu i rewolucji, postanowiły płacić ludziom za niepracowanie, czy to subsydiując miejsca pracy (np. Polska, Niemcy), czy też po prostu wypłacając nadzwyczajne zasiłki pracownikom, którym zabroniono pracować (USA, Kanada, Hiszpania). Gigantyczne pieniądze na te nadzwyczajne wydatki formalnie pożyczono na rynkach finansowych, emitując obligacje skarbowe, które następnie na pniu skupiły banki centralne, płacąc za nie świeżo wykreowaną gotówkę.

Efekt był taki, że konsumenci jako grupa mieli masę pieniędzy (i nierzadko także mnóstwo wolnego czasu), ale nie mogli ich wydać, bo wiele gospodarek świata (zwłaszcza w Europie) pozostawało w okowach srogiego lockdownu. To się zmieniło wiosną 2021 roku, gdy otwarcie sektora usług wywołało konsumpcyjny boom. Zresztą już wcześniej mieszkańcy bogatego Zachodu (i w mniejszym stopniu także Polski) zaczęli masowo kupować dobra przemysłowe: meble, sprzęt agd i rtv czy elektronikę pozwalającą jako tako przetrwać wymuszone zamknięcie w domach.

Konsumpcyjny impuls

Ten covidowy impuls wyzwolił potężny popyt konsumpcyjny, któremu osłabiona koronawirusowymi restrykcjami gospodarka nie była w stanie sprostać. Pojawiła się więc wysoka inflacja będąca efektem tego, że konsumenci gotowi byli płacić więcej za pożądane dobra dzięki pieniądzom „dodrukowanym” przez władze. Ten konsumpcyjny szał wczesną wiosną pozwolił na  istotną poprawę nastrojów konsumenckich, choć o ich powrocie do stanu przedcovidowego nie mogło być mowy.

Tyle, że to jest już historią. Od czerwca miary zaufania gospodarstw domowych już się nie poprawiają, albo wręcz ulegają pogorszeniu. W Stanach Zjednoczonych indeks nastrojów konsumentów opracowywany przez Uniwersytet Michigan w sierpniu nieoczekiwanie spadł z 81,2 pkt. do 70,3 pkt. i pozostał na zbliżonym poziomie (71 pkt.) także we wrześniu. Są to wartości typowe raczej dla okresów recesji, aniżeli ekspansji gospodarczej.

Delikatniejszą reakcję było widać w Niemczech, gdzie gospodarkę „odmrożono” stosunkowo późno. Ale nawet u naszych zachodnich sąsiadów w sierpniu odnotował spadek, co tłumaczono nasileniem covidowych restrykcji  oraz przede wszystkim rosnącą inflacją.

Polski konsument koronawirusa się nie lęka

Na tym tle pozytywnie wyróżniają się najnowsze dane z Polski. Według badań Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu odnotowano delikatną poprawę nastrojów konsumenckich. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) podniósł się z -14,6 pkt. w sierpniu do -13,0 pkt. Natomiast wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) odnotował wzrost z -8,8 pkt. do -8,1 pkt. Są to rezultaty podobne jak w poprzednich kilku miesiącach. Są one jednocześnie zdecydowanie wyższe niż w czasie zimowego lockdownu, jak również zdecydowanie niższe niż przed marcem 2020 roku, gdy przybierały wartości dodatnie.

Jednakże nawet w przypadku polskiego konsumenta możemy mówić o zastopowaniu poprawy nastrojów. I trudno się temu dziwić, skoro politycy i media głównego nurtu nieustannie straszą nas nadejściem „IV fali” i każą przygotowywać się na ponowne zamknięcie gospodarki oraz zakazy w swobodnym przemieszczaniu się.

To nie COVID-19, to inflacja!

Jednakże główną przyczyną spadku morale konsumentów jest raczej nie tyle sytuacja na froncie covidowym, co narastająca z każdym miesiącem inflacja cenowa. Według Głównego Urzędu Statystycznego w sierpniu wzrost cen koszyka dóbr i usług konsumpcyjnych przyspieszył z 5% do 5,5%, osiągając najwyższą wartość od 20 lat. A to jest tylko średnia, ponieważ każdy odczuwa własną inflację, zależną od struktury comiesięcznych wydatków. Najszybciej rosną ceny paliw, energii, żywności czy podstawowych usług, więc dla wielu z nas „inflacja odczuwalna” jest znacznie wyższa od gusowskich 5%.

„Kłusująca” inflacja nie jest problemem tylko polskim. To część globalnych trendów. W Stanach Zjednoczonych wskaźnik CPI także rośnie w tempie przeszło 5% rocznie. W Niemczech inflacja konsumencka zbliżyła się do 4%, a w całej strefie euro wyniosła 3%. Rosnące ceny oznaczają, że (ceteris paribus) siła nabywcza konsumentów maleje. Tj. za tą samą stuzłotówkę możemy kupić mniej dóbr niż rok temu. Owszem, równocześnie w górę idą też płace, ale to tylko średnia. Nie każdy przez ostatnie 12 miesięcy dostał podwyżkę i nie każdemu zrównoważyła ona jego własną inflację. Bo przecież ceny rosną dla każdego tak samo, ale też każdego uderza to z inną siłą. Ponadto (a może nawet przede wszystkim) inflacja zmniejsza siłę nabywczą oszczędności, co także negatywnie odbija się na nastrojach części gospodarstw domowych.

Konsumenci, widząc gwałtowne podwyżki w sklepach, wyraźnie stracili ochotę do wydawania pieniędzy, co szczególnie dobrze ilustrują dane z USA. Ale widać to także w Polsce, gdzie wysoka inflacja wyraźnie przytemperowała popyt konsumpcyjny.  Pokazały to sierpniowe statystyki sprzedaży detalicznej, która w ujęciu nominalnym wzrosła o przeszło 10%, ale realnie urosła tylko o 5,4%. Oznacza to, że deflator sprzedaży detalicznej (czyli miernik wzrostu cen w sklepach) był najwyższy od przynajmniej 17 lat.

Dodajmy do tego inne problemy, które lata miesiąc zaczną trapić konsumentów. Już niedługo dojdzie do kolejnych podwyżek cen gazu ziemnego i energii elektrycznej. Szalejąca inflacja producencka (PPI) przełoży się na wyższe ceny dóbr przemysłowych. Problemy na rynku pracy i nowe wymysłu biurokratyczne w połączeniu z mocną podwyżką płacy minimalnej w Polsce zapewne znów podniosą ceny usług. W rezultacie na przełomie roku inflacja CPI najprawdopodobniej przekroczy 6%. I choć potem powinna zacząć spadać, to raczej nie wróci poniżej 2,5-procentowego celu inflacyjnego NBP.

To wszystko w następnych miesiącach i kwartałach będzie ciążyło popytowi konsumenckiego, który przez poprzednie miesiące nakręcał koniunkturę. Jeśli równocześnie nie ruszą inwestycje przedsiębiorstw, to polską i światową gospodarkę w 2022 roku może czekać istotne rozczarowanie. Na razie ekonomiści gremialnie podnoszą prognozy dla inflacji. Będzie jednak gorzej, gdy z tego powodu zaczną obniżać prognozy dla realnego wzrostu PKB.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Tanie konto firmowe w rachunkiem walutowym i premią pieniężną

Tanie konto firmowe w rachunkiem walutowym i premią pieniężną

Komentarze (26)

dodaj komentarz
nonnn
ludziska w nowoczesnej ekonomi - industrial 4.0 jest cos takiego jak palenie tokenow gdzie kazdy HODLer jest beneficjenetem wysokiej przejzystosci, podczas gdy tutaj bank centralny niejako wirtualnie drukuje/skupuje/pozycza wiec niszczy nas na 2fronty: 1 front to rozwadnia kase czyli niejako magicznym sposobem wyjmuje kazdemu z kieszeni ludziska w nowoczesnej ekonomi - industrial 4.0 jest cos takiego jak palenie tokenow gdzie kazdy HODLer jest beneficjenetem wysokiej przejzystosci, podczas gdy tutaj bank centralny niejako wirtualnie drukuje/skupuje/pozycza wiec niszczy nas na 2fronty: 1 front to rozwadnia kase czyli niejako magicznym sposobem wyjmuje kazdemu z kieszeni proporcjonalnie do tego co ma, 2Front: to dostep do informacji czym rozgrywa rynki spekulacyjnie koszac kase neiwinnym uczestnikow roznych aktywow:akcje itp
stachsgh
Kiepski artykuł, a konsumenci dają ciągle czadu, zobacz
https://www.youtube.com/watch?v=oVrdIXQ2g30
talmud
https://www.youtube.com/watch?v=CZ9bNTl5kTE
pozhoga
Z tą wysoką inflacją to bym nie przesadzał: pod koniec ery J. Cartera, a za wczesnego Reagana w USA wynosiła np. 19%, jest space for improvement.

Jasne, inflacja jest WZGLĘDNIE wysoka, ale to jeszcze nic - nierządom krajów takich jak USA czy jewrokołchozowe wydaje się, że mają w ręku perpetuum mobile:
1)
Z tą wysoką inflacją to bym nie przesadzał: pod koniec ery J. Cartera, a za wczesnego Reagana w USA wynosiła np. 19%, jest space for improvement.

Jasne, inflacja jest WZGLĘDNIE wysoka, ale to jeszcze nic - nierządom krajów takich jak USA czy jewrokołchozowe wydaje się, że mają w ręku perpetuum mobile:
1) mogą kreować dług publiczny we własnej FX w nieskończoność (dopóki koledzy robią to samo);
2) Chińczycy i własna ludność nie bardzo mają alternatywę w co inwestować (bo ile można konsumować, a z kolei na rynkach aktywów już jest bańka, a realne stopy % poza Chinami ujemne);
3) każdą nadwyżkę cashu i tak skupią banki centralne (oczywiście one są w pełni niezależne :))))
więc...
A. Kraje mające walutę rezerwową: Japonia już dawno lata w kosmosie, USA testuje dług >>100% PKB, jewrozona 100% PKB; deficyty dudżetowe rzędu 7-15%; od lat żyją na kredyt, którego udzielają Chińczycy; dopóki wszyscy robią to samo nic im się nie stanie - bo świat nie ma alternatywy dla tych 3 walut;
B. Chiny nie mają waluty rezerwowej, mają dodatnie realne stopy % i genetyczną skłonność do oszczędzania - muszą w coś tą kasę wypychać: kredytują konsumpcję genderowych leni w USA i jewrokołchozie i jaką mają alternatywę? Rozbudowę konsumpcji własnej i zrobienie juana walutą rezerwową - wtedy on się umocni, czego Chińczycy raczej nie chcą (dopóki nie przestawią gospodarki na konsumpcję własną).
C. Kraje bez waluty rezerwowej: Chiny 2/3 PKB, Bulanda 60% PKB, a np. takie Węgry 80% PKB. Rezerwy bc jako % długu publ.: 130% / 45% / 25%. Udział FX w długu Bulandy 20%.
Dopóki PiS nie przegnie z deficytem budżetowym i inflacją, a bc utrzyma wysokie rezerwy, będzie dobrze. Na miejscu bratanków zacząłbym się bać.
friedens
19 % procent za Reagana? Gdzieś to wyczytał? W Komsomolcu? W komentarzach amerykańskiej prasy ekonomicznej do obecnej inflacji w USA zaznacza, się, że jest ona obecnie najwyższa od 30 lat.
pozhoga odpowiada friedens
https://tradingeconomics.com/united-states/inflation-cpi

Trzeba tam sobie kliknąć właściwe parametry. OK - 15%, nie 19%, pisałem z pamięci.
kenn
Krzysztofie K. gratuluję doboru zdjęcia :)
jaffa
jeżeli nie już, to niedługo ci którzy najwięcej wydawali w związku z planowanym polskim ładem będą oczędzać i dużo mniej wydawać.
trolley
Od Nowego Roku przewiduję wręcz skokową poprawę zdolności nabywczych dzięki np. składce zdrowotnej 9% oraz podwyżkom cen energii. Poziom nastrojów konsumenckich wywali w kosmos hehe.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki