Wygrać z reklamą

Telewizja komercyjna serwująca bloki reklamowe co kwadrans trzymającego w napięciu dreszczowca to małe piwo w porównaniu z perfidią reklamy internetowej. Tym bardziej, że telewizja w szybkim tempie przegrywa z Internetem, który obrasta coraz większą warstwą natrętnych form „perswazji handlowej”. Jak bronić się przed zalewem kolorowych obrazków na ekranie monitora?

Niesamowite tempo przyrostu reklam internetowych stawia pod znakiem zapytania ich sens. Czy atakowanie internautów migającymi pikselami na każdym kroku nie sprawi, że zamiast zainteresować się promowanym produktem, nabiorą do niego trwałej niechęci? To przypadek nie tylko niżej podpisanego, ale całej rzeszy użytkowników Internetu. Reklamodawcy, jak widać, wiedzą lepiej i kierują strumienie gotówki na irytujące kampanie w cyberprzestrzeni, które częstokroć przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych.

Inwazja kolorowych obrazków

Reklama internetowa to szerokie pojęcie. Kryją się pod nim teksty piarowe, konkursy z nagrodami, konta na Facebooku, marketing e-mailowy, ale również rozmaite twory graficzne i dźwiękowe znienacka atakujące internautów. Czasy, kiedy najbardziej inwazyjną formą reklamowej pstrokacizny był baner już dawno odeszły w niepamięć. Od początku wieku reklamy coraz intensywniej się przepoczwarzają i coraz mocniej atakują zmysły. W Sieci zaroiło się więc od rozmaitych popupów, popunderów, floaterów, megabanerów czy interstitiali. Szczególnie niemiły w kontakcie jest ten ostatni format – reklama wyświetlana w osobnym oknie przeglądarki o rozmiarze całego ekranu.

A było to tak

Początki internetowego marketingu sięgają lat 80. i działalności firmy Prodigy. Była ona czymś na kształt portalu internetowego z newsami, informacjami giełdowymi, ogłoszeniami, prognozą pogody i tym podobnymi atrakcjami. Serwis Prodigy był własnością IBM i sieci sklepów Sears i to właśnie produkty tej ostatniej firmy były pierwszym towarem reklamowanym w Internecie. Jednak pierwsza klikalna reklama w postaci banera pojawiła się w cyberprzestrzeni dopiero w 1993 r. – za jej pośrednictwem promowała się nieistniejąca już firma prawnicza z Doliny Krzemowej Heller Ehrman LLP. Reklama internetowa rozwijała się w swobodnym tempie aż do pęknięcia „bańki internetowej” w 2000 r. Wówczas rozpoczął się kolejny etap ewolucji banerów i ich mutacji – oparty na śledzeniu ruchu internautów, a nie tylko prezentacji treści.

Łatwa rada

Najbardziej cierpią internauci surfujący po sieci na sprzęcie, którego lata świetności minęły ponad pół dekady temu (jest nas wielu!). Multimedialna detonacja, która nieraz wita gości czołowych polskich portali, potrafi unieszkodliwić procesor na dobrych kilka minut. Na szczęście ludzka inwencja wyposażyła nas w skuteczne narzędzia obrony przeciwko innym produktom ludzkiej inwencji, tyle że szkodliwym. Najprostszym sposobem na postawienie tamy zalewowi kolorowego spamu (oprócz wyłączenia okna przeglądarki) jest instalacja programu o wdzięcznej nazwie „Reklamojad”. Pozwala on uniknąć niespodzianek na najpopularniejszych polskich serwisach: Onet, Wirtualna Polska, Gazeta.pl, Interia, O2.pl, Wrzuta, Chomikuj, Nasza Klasa, Fotka, Wykop, Republika.pl, Blog.onet.pl oraz YouTube.com. Aplikacja dostępna jest w wersjach dla przeglądarek Firefox, Internet Explorer oraz Google Chrome. Aktualizacje na temat udoskonaleń Reklamojada można śledzić na stronie www.facebook.com/reklamojad.

Szansa na wygraną

Dzięki Reklamojadowi można wygrać nie tylko z reklamą, ale również konkurs. Internautom, którzy skutecznie polecą aplikację trzem znajomym, twórcy Reklamojada obiecują moc nagród w postaci iPada 16GB 3G oraz drukarek HP DeskJet 2000. Szczegóły na stronie www.reklamojad.pl.



Przemysław Ćwik

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 donigor

Popieram. Tradycyjne formy reklamy nie przynoszą już takich rezultatów jak kiedyś. Dziś prawdziwym wyzwaniem jest właśnie internet, który rozwija się w niesamowitym tempie. To już praktycznie 4 medium do którego dostęp ma ponad połowa Polaków i wciąż dołączają kolejni. Brakiem wyobraźni byłoby zignorować tak obszerny rynek jeśli chodzi o reklamę :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~pierre

kiedys mialem reklame w lokalnym radiu, a potem jeszcze w lokalnej telewizji. to wtedy byl hit. klienci tez dzieki temu sie pojawiali. ale odkad coraz wiecej osob, coraz wiecej czasu spedza w internecie, to wycofalem sie z tamtych kanalow. wykupilem sobie bannery na lokalnych platformach i wizytowke w lokalnej panoramie firm. co do tych bannerow to mam sporo klikniec i przejsc na strone. ale najwiecej klientow przychodzi jednak z pf-ki. dzwonia, pisza maila, wchodza na strone. tak jak piszecie, nie tylko ja, ale wiekszosc przedsiebiorcow, nawet na lokalnych rynkach bierze sie za reklame w sieci.

Pokaż cały komentarz !
Polecane
Najnowsze
Popularne