Wybory prezydenckie w USA najważniejszym wydarzeniem dla rynków w 2020 r. [Debata PAP Biznes]

Kluczowym wydarzeniem dla rynków w 2020 roku będą wybory prezydenckie w USA. Jeśli zwyciężyłby kandydat uznawany za bardziej radykalnego, mogłoby to zwiększyć niepewność - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes. Inne istotne czynniki to zawieszenie broni w konflikcie USA-Chiny i stabilizacja wzrostu gospodarczego.

W dwudziestej czwartej debacie "Strategie rynkowe TFI 2019" zorganizowanej przez PAP Biznes wzięli udział przedstawiciele TFI PZU, Skarbiec TFI, Pekao TFI oraz PKO TFI. Partnerem merytorycznym cyklu są Analizy Online.

Według Piotra Sałaty, zarządzającego portfelem Pekao TFI, największe ryzyko geopolityczne w 2020 r. stanowią wybory prezydenckie w USA.

"Historycznie rok wyborczy jest dobrym rokiem dla rynków. O nominację demokratów walczą m.in. Joe Biden, Bernie Sanders i Elizabeth Warren. Każdy obawiał się Trumpa, a później inwestorzy zauważyli prorynkowe podejście i potencjał do obniżki podatków. Trump dotychczas dobrze sterował rynkami. Niektórzy kontrkandydaci mogą wywołać niepewność, z takimi propozycjami jak cofnięcie reformy podatkowej z 2016 r. Dodatkowo Sanders i Warren sugerują zwiększenie regulacji, co może być negatywnie odebrane. Niepewność wynika też z tego, że nie znamy kontrkandydata, który dopiero się wyłoni, dlatego oczekiwałbym większej zmienności" - powiedział.

Zdaniem Grzegorza Zatryba, członka zarządu Skarbca TFI, rynki byłyby zadowolone ze zwycięstwa Trumpa.

"Trudno jest mówić o szansach, póki nie wiemy, kto stanie przeciwko obecnemu prezydentowi. Umiarkowany kandydat wydaje się mieć największe szanse. Rynek zna Trumpa i wie czego się spodziewać. Zmiana na fotelu prezydenta będzie dodatkowym czynnikiem ryzyka. W przypadku Bidena działania, które lubią rynki, mogą zostać odwrócone. Pytanie, co jest gorsze - wzrost podatków czy dziwne tweety. Chyba, że wygra czarny koń Michael Bloomberg, ale nie wiadomo, jak będzie wyglądał jego program" - powiedział Zatryb.

W opinii Jarosława Leśniczaka, zarządzającego funduszami TFI PZU, wynik wyborów będzie w dużej mierze zależny od kandydata, którego wskażą Demokraci.

"W badaniach ankietowych wśród inwestorów jest duże przekonanie, że wygra Trump. W sondażach prezydent nie ma przewagi, ale jeśli się wgryźć w szczegóły, to podział głosów elektorskich się tak rozkłada, że Trump wypada lepiej, a jego szanse rosną. Trump potencjalnie przegrywa z Bidenem, który ma największe szanse na zwycięstwo. W lutym odbędą się prawybory u Demokratów, im ktoś bardziej radykalny je wygra, to tym większe szanse dla Trumpa" - powiedział.

Podczas debaty rozmawiano również o prognozach gospodarczych na przyszły rok. Według Grzegorza Zatryba w 2020 roku rynki akcji będą klasą aktywów o najwyższej stopie zwrotu.

"Jestem przekonany, że w przyszłym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, akcje będą najlepszą klasą aktywów. Scenariusz jest oparty na tym, że rynki finansowe funkcjonują emocjonalnie, w roku wyborów nie mogę sobie wyobrazić eskalacji z Chinami, ale dużego poluzowania w tej kwestii nie będzie. Tweety prezydenta USA będą takie, by indeks S&P 500 nie spadał, ale stabilnie rósł. Pierwsza połowa przyszłego roku to będzie najsłabszy okres dla danych makroekonomicznych, ale - moim zdaniem - nie będzie recesji. Potem powinno nastąpić rozpoczęcie małego cyklu wzrostowego, za czym pójdzie poprawa nastrojów inwestorów" - powiedział Zatryb.

"Jeśli chodzi o obligacje, to stawiałbym na rynki wschodzące, gdzie jest pole, by ceny wzrosły. Jeśli chodzi o surowce to nie ma dużego potencjału. Złoto robiło w tym roku furorę, ale działo się to za sprawą rentowności obligacji w USA - gdy przestały one spadać, to złoto już nie rosło. Na rynku walutowym będziemy mieli zamrożenie obecnej sytuacji. Gospodarka i waluta USA jest silna, ale entuzjazmu nie ma. Inne waluty wyglądają jeszcze gorzej, a słaby dolar to dobry sygnał dla rynków wschodzących" - dodał członek zarządu Skarbiec TFI.

Jarosław Leśniczak, zarządzający funduszami w TFI PZU, wskazywał, że przyszły rok może nie być łatwy dla rynku obligacji.

"Najważniejsze są trzy tematy: stabilizacja wzrostu gospodarczego, zawieszenie broni w handlu i wsparcie polityki monetarnej. To są czynniki, które zmniejszają niepewność i cenę aktywów ryzykownych na rynku akcji w pierwszej połowie roku. Będą zyskiwać obligacje, szczególnie rynków wschodzących, a nie rozwiniętych, gdzie rentowności są niskie ze względu na małe ryzyko. Następne miesiące na rynku obligacji mogą nie być łatwe, stopy procentowe są bardzo nisko. Nie skreślałbym jednak obligacji, bowiem to może być pewna i spokojna inwestycja z dużą stopą zwrotu" - powiedział.

Według Karola Chrystowskiego z PKO TFI nie budziłoby zdziwienia "nijakie" zachowanie rynków akcji w 2020 r.

"W pierwszą połowę roku możemy wejść siłą rozpędu, ale patrząc historycznie, to może być średnioterminowy szczyt. Jeśli chodzi o sektory cykliczne, to na rynkach europejskich spółki przemysłowe zostały +zmasakrowane+ w ostatnich latach. Minimalna poprawa, na przykład w kategorii zakupów samochodów w Chinach, będzie przekładać się na stronę przychodową" - powiedział.

W ocenie Piotra Sałaty, zarządzającego portfelem Pekao TFI, największe znaczenie ma podział sektorowy.

"W przyszłym roku na rynku obligacji jest przestrzeń do obniżenia się spreadów na rynku korporacyjnym, o wyższym ryzyku. Na rynkach akcji mamy podobną sytuację, czyli wysokie stopy zwrotu, szczególnie w USA, co wynika z dużej ekspozycji sektorów i segmentów na konsumenta. Marża jest o kilka punktów procentowych wyższa niż na innych giełdach. Jeśli gospodarka w mikrocyklu osiągnęła stabilizację i zobaczymy ożywienie w następnych kwartałach, to zakładamy rotację w ramach poszczególnych sektorów. Tam będzie klucz do wygenerowania wyższych stóp zwrotu. Jeśli chodzi o rynki akcji, jest dużo do nadrobienia przez rynki wschodzące" - powiedział Sałata.

"Największym czynnikiem ryzyka jest to, czego rynki się nie spodziewają, te ryzyka o których się mówi są wycenione lub się nie ziszczają. Z pewnością są duże oczekiwania w stosunku do banków centralnych i rządów, które powinny wspierać gospodarkę, jeśli nie nastąpi ożywienie. W Niemczech i Chinach popularne były kwestie stymulacji gospodarek. Ryzykiem geopolitycznym byłoby dalsze zamknięcie się i protekcjonizm w USA, Europie i Azji. Na pewno +czarny łabędź+ może wywołać panikę, ale na razie takich nie widzę" - dodał.

Uczestnicy debaty rozmawiali też o stymulacji fiskalnej przez rządy. Karol Chrystowski stwierdził, że Niemcy nie dadzą się na nią namówić.

"Niemcy są konserwatywni w tym temacie. Jeśli nastąpi odbicie w gospodarce, to będzie to stanowić argument za tym, by nic nie robić pod względem stymulacji. Za Oceanem dużo będzie zależało od wyników wyborów. Np. E. Warren ma zakusy, by redystrybucję podkręcić. W Europie prezes EBC Christine Lagarde będzie starała się przekonać rządy, by fiskalizm uruchomić, po jej stronie może być więcej inicjatywy" - ocenił zarządzający funduszami PKO TFI.

Według Jarosława Leśniczaka niemiecka gospodarka niedługo wyjdzie ze spowolnienia.

"Niemcy mają przestrzeń do stymulacji fiskalnej, ale mają też dobrą sytuację wewnętrzną w gospodarce, więc nie mają powodów do stymulacji. Rynek pracy i popyt wewnętrzny jest mocny, dolewanie oliwy do ognia może być przeciwskuteczne. Wydaje się, że mikrocykl pogarszania się sytuacji w gospodarce zatrzymał się. Jest recesja w przemyśle niemieckim, ale wydaje się, że z tego wychodzą. Kluczowy jest czynnik geopolityczny, który wisi nad Europą, czyli cła USA na samochody europejskie. To byłoby mocne uderzenie w gospodarkę niemiecką" - powiedział zarządzający TFI PZU.

Zdanie Grzegorza Zatryba w Chinach polityka fiskalna jest używana szeroko i swobodnie.

"Trzeba jednak pamiętać, że Chiny to gospodarka centralnie sterowana. Pewnych zasad się nie oszuka, w Chinach tradycyjnie zadłużenie centralnego budżetu było niskie, w okolicach 20-30 proc. do PKB, a reszta to ogromny dług pozabudżetowy" - stwierdził.

Członek zarządu Skarbiec TFI ocenił też, że w gospodarkach rozwiniętych przez długi okres czasu będzie występować niewysoka inflacja.

"Wzrost cen jest umiarkowany, a tęsknota za wyższą inflacją nie jest niczym uzasadniona. 2-3 proc. inflacja w granicach celów inflacji, to oznacza, że powinno być w porządku. Nie należy oczekiwać zwiększenia tempa przyrostu cen, brakuje czynników, które za to odpowiadały w przeszłości, czyli kwestii demograficznych, kwestiii związanych z cenami surowców czy wejściem całych regionów do gospodarki globalnej" - dodał. (PAP Biznes)

kkr/ pr/ osz/

Źródło: PAP Biznes
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 4,4% I 2020
PKB rdr 3,1% IV kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,5% I 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 282,8 zł I 2020
Produkcja przemysłowa rdr 1,1% I 2020

Znajdź profil