REKLAMA
KONFLIKT ROSJA-UKRAINA

Wstrząs w kopalni Bielszowice. Trwa poszukiwanie drugiego górnika

2021-12-04 10:22, akt.2021-12-05 13:44
publikacja
2021-12-04 10:22
aktualizacja
2021-12-05 13:44
Wstrząs w kopalni Bielszowice. Trwa poszukiwanie drugiego górnika
Wstrząs w kopalni Bielszowice. Trwa poszukiwanie drugiego górnika
fot. svedoliver /

Trwa akcja ratownicza w kopalni Bielszowice, gdzie w sobotę rano po wstrząsie urwał się kontakt z dwoma górnikami. Ratownicy docierają rejon, w którym doszło do wypadku – podała Polska Grupa Górnicza.

Do wstrząsu w tzw. ruchu Bielszowice - części należącej do PGG kopalni Ruda w Rudzie Śląskiej - doszło w sobotę przed godz. 9. w rejonie jednej ze ścian, 780 metrów pod ziemią. Wskutek wstrząsu o magnitudzie ok. 2,5 doszło do obwału skał w wyrobisku na odcinku 50-60 m. Zostało tam uwięzionych dwóch pracowników. Akcja ratownicza rozpoczęła się ok. 9.30.

W chwili wstrząsu, w bezpośrednio zagrożonym rejonie, było trzech górników pracujących przy remoncie rurociągu. Jeden z nich, sztygar, zdołał wycofać się bez obrażeń. Urwał się kontakt z dwoma ślusarzami w wieku 31 i 42 lat. Do akcji skierowano ok. 30 ratowników.

Do pierwszego z poszukiwanych ratownicy górniczy dotarli nocą, po blisko 15 godzinach akcji; trafił on do szpitala, był przytomny.

"Z informacji przekazanych nam przez lekarzy wynika, że stan górnika jest dobry – jest przytomny i wydolny oddechowo. Trafił na ortopedię" - powiedział PAP rzecznik PGG Tomasz Głogowski.

"Pacjent jest w stanie ogólnym dobrym, trafił na diagnostykę na SOR, zrobiono mu wszystkie badania w zakresie diagnostyki obrazowej, po czym trafił na ortopedię w związku z raną szarpaną. Po krótkim zaopatrzeniu chirurgicznym teraz przebywa na oddziale ortopedii, gdzie jest poddawany dalszej diagnostyce" - powiedział rzecznik.

"Na ten moment pacjent jest wydolny krążeniowo i oddechowo, nie doznał żadnych urazów wewnętrznych. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo" - dodał Świerkot.

Po północy ratownicy dotarli do pierwszego z poszkodowanych, z którym kilka godzin wcześniej nawiązali kontakt. Po przetransportowaniu go na powierzchnię został zabrany do szpitala św. Barbary w Sosnowcu.

"Podczas transportu był przytomny, rozmawiał z ratownikami, skarżył się na ból nogi i pleców" - relacjonował w niedzielę nad ranem rzecznik PGG Tomasz Głogowski.

Nadal poszukiwany jest drugi z pracowników – znajduje się prawdopodobnie w odległości 10 m od miejsca, w którym znaleziono pierwszego górnika. Tak wynika z sygnału nadajnika w jego lampie.

"Akcja jest utrudniona, ratownicy posuwają się po kilkanaście centymetrów na godzinę. Z górnikiem nie ma niestety kontaktu wzrokowego i głosowego. Rodziny są w kontakcie z kopalnią" - przekazał Głogowski.

Próbujący dotrzeć do poszukiwanego ratownicy ręcznie przerzucają rumowisko. Używają jedynie pił do przecinania metalowych elementów zniszczonej przez opadające skały obudowy i przenośnika.

Jak zaznaczają przedstawiciele kopalni, akcja jest trudna – zastępy ratownicze ręcznie przerzucają skały. Używają jedynie pił do przecinania metalowych elementów zniszczonej przez opadające skały obudowy i przenośnika.

Przed 17 w sobotę przedstawiciele sztabu akcji poinformowali, że ratownicy zlokalizowali w zwałowisku lampy zaginionych górników – odebrali sygnał z umieszczonych w nich nadajników. Według szacunków, były one 10-20 m od zastępów ratowniczych. Ratownicy, którzy wcześniej starali się dotrzeć do poszkodowanych z dwóch stron zwałowiska, po namierzeniu lamp zostali przesunięci do prac na jednym kierunku, z którego było bliżej do poszukiwanych.

Po 19, po blisko 10 godzinach akcji, rzecznik PGG przekazał informację, że ratownicy nawiązali kontakt z jednym z uwięzionych w zwałowisku górników. Rozmawiał on z ratownikami, narzekał na dolegliwości bólowe i opowiadał, że jest w pozycji siedzącej. Widział lampy ratowników. Za pomocą wysięgnika podano mu wodę i koc. Po kilku kolejnych godzinach mężczyzna został wyciągnięty ze zwałowiska.

Najsilniejsze wstrząsy, spowodowane eksploatacją górniczą, związane są z wyrównaniem naprężeń w ziemi wywołanych kumulowaniem się wpływów prowadzenia wydobycia i naprężeń naturalnych. Występują głównie tam, gdzie są uskoki tektoniczne. W Polsce całość wydobycia rud miedzi i ok. 70 proc. wydobycia węgla kamiennego prowadzone jest w warunkach zagrożenia tąpnięciami, czyli podziemnymi wstrząsami.

Jak wynika z danych Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, w ubiegłym roku na obszarze działania polskich kopalń węgla kamiennego zaistniało 1578 wstrząsów zaliczonych do kategorii wysokoenergetycznych, wobec 1295 rok wcześniej (wzrost o blisko 22 proc.).

Przeważająca część wstrząsów, nawet jeżeli są silnie odczuwalne na powierzchni, nie wywołuje negatywnych skutków. Te, które powodują uszkodzenia w infrastrukturze pod ziemią lub na powierzchni, nazywane są tąpnięciami. W latach 2016-2020 w górnictwie węgla kamiennego takich tąpnięć było 11, z czego jedno w roku 2020.

Najczęstszą przyczyną wstrząsów jest odprężenie górotworu wskutek eksploatacji węgla, co skutkuje uwolnieniem skumulowanej w górotworze energii. Większość z nich nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla górników i mieszkańców terenów górniczych. Obok wybuchów metanu i pyłu węglowego, tąpnięcia są najczęstszymi przyczynami górniczych wypadków. (PAP)

autor: Krzysztof Konopka

Źródło:PAP
Tematy
Inspirujące pomysły na urządzenie pomieszczeń dla firm

Inspirujące pomysły na urządzenie pomieszczeń dla firm

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Górnictwo

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki