"Wiele osób może nie wiedzieć, że ma obligacje GetBacku"

Do dziś niektórzy posiadacze obligacji spółki GetBack - np. osoby starsze - wciąż mogą nie wiedzieć, że zainwestowali w obligacje korporacyjne, a nie ulokowali środki na lokacie - mówi PAP Agnieszka Wachnicka, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego urzędu Rzecznika Finansowego.

(fot. Marek Wiśniewski / Puls Biznesu)

Według niej sygnały, które napływają do RF, wskazują, że części nabywców obligacji GetBacku sugerowano, że mają do czynienia z lokatą gwarantowaną, bezpieczniejszą niż bankowe.

"Otrzymujemy również informacje, że część osób była zachęcana do tego, by likwidować inne produkty, czy to bankowe, czy to ubezpieczeniowe i inwestować w obligacje. Myślę, że dopiero za jakiś czas może być znana skala osób, które wciąż nie mają świadomości tego, w jaki instrument finansowy zainwestowały" - podkreśla Wachnicka.

Wachnicka przyznaje, że do Rzecznika Finansowego napłynęło już wiele sygnałów świadczących o tym, że posiadacze obligacji spółki GetBack S.A. mogli zostać wprowadzeni w błąd przy ich nabywaniu. Zapowiada, że Rzecznik Finansowy zamierza w najbliższym czasie zwrócić się do podmiotów, które w jakikolwiek sposób uczestniczyły w oferowaniu obligacji tej spółki, by poinformowały, jak wyglądała dystrybucja tych obligacji oraz jaki jest ich stosunek do roszczeń klientów.

Warto przeczytać w "Pulsie Biznesu":Eksprezes uprawiał huby na GetBacku

Rozmówczyni PAP podkreśla, że Rzecznik Finansowy dzieli obligatariuszy na dwie grupy. Pierwsza grupa to osoby, które nabyły obligacje za pośrednictwem banków, domów maklerskich czy firm inwestycyjnych. "Takim osobom możemy próbować pomóc i je wspierać" - wskazuje. Druga grupa to ci, którzy nabyli obligacje bezpośrednio od spółki GetBack. "Tu nasze kompetencje nie sięgają, bo GetBack S.A. nie jest podmiotem rynku finansowego w rozumieniu ustawy o Rzeczniku Finansowym" - mówi.

Według dyr. Wachnickiej zdecydowana większość dystrybucji obligacji odbywała się za pośrednictwem trzech podmiotów: Idea Banku, Lion's Banku, a także Polskiego Domu Maklerskiego. Były co prawda, jak dodaje, inne podmioty, które oferowały te obligacje - np. PKO BP, Citibank czy Alior Bank - ale tu skala oferty była stosunkowo niewielka. "Te skargi, które płyną do nas, dotyczą głównie Idea Banku i Lion's Banku, czyli de facto oddziału Idea Banku" - mówi Wachnicka.

Przedstawicielka Rzecznika Finansowego zaznacza, że do dziś niektórzy posiadacze obligacji GetBack mogą nie wiedzieć, że je nabyli. "Wiele osób, zgłaszających się do nas, dopiero po usłyszeniu w mediach o tej sprawie, sprawdziło dokumenty i dowiedziało się, w co tak naprawdę zainwestowali" - zaznacza Wachnicka. "Zachodzi podejrzenie, że wśród posiadaczy tych obligacji mogą być np. osoby starsze, które wciąż mogą nie wiedzieć, że zainwestowały w obligacje korporacyjne, a nie ulokowały środki na lokacie" - dodaje.

Sygnały, które napływają do Rzecznika Finansowego, zwraca uwagę Wachnicka, wskazują na powtarzający się mechanizm przy oferowaniu obligacji GetBack. "Części osób sugerowano, że mają do czynienia z lokatą, co więcej zapewniano, że jest to lokata gwarantowana, bezpieczniejsza niż lokaty bankowe" - mówi.

"Otrzymujemy również informacje, że część osób była zachęcana do tego, by likwidować inne produkty, czy to bankowe, czy to ubezpieczeniowe i inwestować w obligacje. Myślę, że dopiero za jakiś czas może być znana skala osób, które wciąż nie mają świadomości tego, w jaki instrument finansowy zainwestowały" - podkreśla Wachnicka.

Gorący temat:

Kłopoty GetBacku

Obligacje te, jak dodaje, oferowano bardzo aktywnie na początku tego roku, ale część jeszcze w ubiegłym roku. Stąd, zaznacza przedstawicielka RF, "w przypadku niektórych osób te obligacje powinny już zapadać, bo one były z reguły krótkoterminowe". Oznacza to, że osoby te mogłyby już zwracać się o wykup obligacji wraz z odsetkami.

Wachnicka zaznacza, że z informacji, które docierają do Rzecznika Finansowego wynika, że oferowaniu obligacji GetBack towarzyszyło wiele niewłaściwych praktyk. "Były przypadki, że przedstawiciele podmiotu oferującego przyjeżdżali do klientów do firmy albo nawet do domu, by nakłonić do tej inwestycji" - opowiada.

Podpisy pod formularzem zapisu, dodaje, odbywały się często pod presją czasu. "Mamy nawet sygnały, że klient najpierw dokonywał wpłaty, a dopiero potem podpisywał formularz zapisu, więc de facto nie wiedział, na co dokonuje wpłaty" - podkreśla.

"Bywały także sytuacje, gdy klient dostawał jakieś dokumenty elektronicznie, nie podpisując nic. Dokonywał przelewu, choć banki wymagały dokonania przelewu nie elektronicznie, tylko na miejscu w placówce. Tam klient musiał złożyć własnoręczny podpis. Pod formularzem zapisu na obligację nie ma więc podpisu klienta, ale pod przelewem jest. Bank może więc przekonywać, że klient jednak złożył oświadczenie woli" - relacjonuje dyr. Wachnicka.

Przedstawicielka instytucji Rzecznika Finansowego wskazuje też, że obecnie warunkiem podjęcia przez RF jakichkolwiek działań jest złożenie reklamacji w banku lub domu maklerskim - czyli w podmiocie, który dystrybuował obligacje. Dopiero gdy reklamacja nie zostanie uwzględniona, można będzie zgłosić się ze skargą do Rzecznika Finansowego - informuje dyr. Wachnicka.

Wyjaśnia, że Rzecznik może wykorzystywać w takiej sytuacji trzy tryby działania. "To tryb interwencyjny, gdy klient zgłasza się do nas z wnioskiem, że doszło np. do misselingu. My wtedy w jego imieniu występujemy do podmiotu i staramy się ów podmiot nakłonić, by uznał roszczenie. To się może udać, ale nie musi, bo nie mamy kompetencji władczych, które umożliwiałyby nam narzucanie określonego modelu działania" - mówi dyr. Wachnicka.

Drugi tryb jest trybem polubownym - gdy strony mogą dojść do kompromisu. Trzeci, dodaje przedstawicielka RF, jest sądowy. "Jeżeli klient zdecyduje się na powództwo lub sam zostanie pozwany, wówczas sądowi przedstawiamy nasz istotny pogląd w sprawie, czyli stanowisko Rzecznika Finansowego, w którym Rzecznik przedstawi argumentację przemawiającą na korzyść klienta. Stanowisko to może być przez sąd uwzględnione w ewentualnym orzeczeniu. Ten tryb, jako jedyny, można zastosować niezależnie od reklamacji" - tłumaczy dyr. Wachnicka.

Przedstawicielka RF zwraca także uwagę, że w proceder oferowania obligacji GetBack była zaangażowana ta sama grupa finansowa, która stosowała misseling przy okazji tzw. polisolokat.

"Niestety nie zadziałały mechanizmy mające przeciwdziałać tego rodzaju zjawiskom - być może są one niewystarczające, ale wydaje się, że branża finansowa sama nie piętnuje nieetycznych zachowań niektórych podmiotów" - mówi, zwracając uwagę, że było tylko kilka banków, które stosowały te praktyki. "Wydaje się, że branża sama powinna podjąć kroki, zmierzające do sanacji" - ocenia.

Zdaniem przedstawicielki RF także Komisja Nadzoru Finansowego mogłaby być w tej sprawie bardziej aktywna. "Wydaje się, że KNF powinna większą wagę przykładać do dwóch celów, które ma zapisane w ustawie - po pierwsze ochrony interesów uczestników rynku, a po drugie zaufania do rynku finansowego. To są dwa cele nadzoru nad rynkiem finansowym, do których wypełniania również została powołana KNF i które nie powinny ustępować miejsca takim celom, jak zapewnienie stabilności rynku" - zaznacza.

"Gdyby podmioty, które dokonywały w przeszłości misselingu, stwierdzonego przecież decyzjami prezesa UOKiK, były pod szczególnym nadzorem KNF, gdyby ich praktyki dystrybucyjne były bardziej kontrolowane, może do tego by nie doszło" - dodaje.

Przedstawicielka Rzecznika Finansowego zwraca bowiem uwagę, że GetBack de facto obszedł ustawę o ofercie publicznej - dokonywał prywatnych emisji obligacji do 149 osób (ustawowy limit jednorazowej emisji). Tyle, że okazywało się, że tych emisji było 200-300 w ciągu roku, co oznaczało, że niemal codziennie była nowa emisja. To wszystko więc powinno się odbywać, dodaje dyr. Wachnicka, w trybie emisji publicznej, tymczasem emisje publiczne, na które GetBack uzyskał pozwolenia, były tylko "przykrywką" wobec emisji prywatnych.

Obecnie ustawa nie limituje liczby emisji prywatnych ani nie wprowadza obowiązku ich rejestracji czy zgłaszania. Jednak podczas niedawnego posiedzenia sejmowej komisji finansów, poświęconego sprawie GetBack S.A., wiceprzewodniczący KNF Marcin Pachucki powiedział, że jest pomysł takiej zmiany prawa, by emisję prywatną do 149 osób można było skierować tylko raz w ciągu roku. (PAP)

autor: Piotr Śmiłowicz

pś/ son/

Źródło: PAP
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 3 czarny_kuskus

"Gdyby podmioty, które dokonywały w przeszłości misselingu, stwierdzonego przecież decyzjami prezesa UOKiK, były pod szczególnym nadzorem KNF, gdyby ich praktyki dystrybucyjne były bardziej kontrolowane, może do tego by nie doszło"

Tak, tak. Już wystarczy że sam GetBack był nadzorowany przez KNF, aby mieć pewność, że to wiarygodna i sprawdzana regularnie spółka.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 czarny_kuskus

Czy jakakolwiek z osób, która opisana jest w artykule miała podpisaną umowę doradztwa inwestycyjnego, że pozwoliła sobie na taką nonszalancję jak przelew przed podpisaniem umowy?

Bo w każdym innym wypadku jest to typowe pośrednictwo, gdzie stroną umowy jest KLIENT. Dlaczego wysuwane są roszczenia w stronę pośredników? Przecież posługiwali się dokumentami, które zaakceptował w KNF i gwarantuję, że nie było tam ani jednego stwierdzenia, że to "lokata gwarantowana". A może nie czytano tych dokumentów i na tym polega to wprowadzenie w błąd?

A doszukiwanie się podtekstu, w sytuacji gdzie klientowi się tyłka do banku nie chciało ruszyć i przyjechał do niego doradca zakrawa na kpinę.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 13 somalia

Michael Strom biuro maklerskie oferowało obligacje Getbacku za 300mln zł .......wszyscy o tym zapomnieli?

! Odpowiedz
1 21 florentyna2

Badania pokazują, że co czwarta firma oferująca obligacje korporacyjne nie wywiązuje się z obietnic. Podobnie było wcześniej na bikershop i innych. Dom maklerski sygnujący się polskim zachowuje się jak naganiacz oszusta, który sprzedał badziewie i teraz trzyma nogą drzwi, broniąc się od wszelkiej odpowiedzialności. Teraz zarobią kancelarie. Proceder trwa od dawna, przy cichym przyzwoleniu państwowych instytucji, aby nie wystraszyć owiec do strzyżenia, robiąc np. ze starszych ludzi idiotów, nie odróżniających obligacji korporacyjnych od skarbowych. Trzeba było dopiero Get Becku, aby problem nagłośnić.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 bialy_kruk

Podobno jak czlowiek nie jest w stanie zliczyc wszystkich swoich pieniedzy to zanaczy ze jest miliarderem.
Wychodzi na to ze ta waska grupa osob to sa miliarderzy.

! Odpowiedz
0 26 onepropos

Warto przypomnieć, że Getback miał 1 stycznia kapitał ujemny a mimo tego sprzedał do końca kwietnia obligacje za 440 milionów złotych.

! Odpowiedz
2 25 newsman

nie robcie ze starszych ludzi idiotow! ja tez miałem telefon od naganiacza w sprawie tych obligacji ale odmowilem na pytanie dlaczego nie chce wejść w tak dobry biznes odpowiedziałem ze nie inwestuje juz a takie aktywa @ a w jakie padlo pytanie odpowiedziałem w uczucia

! Odpowiedz
2 25 wektorwg

Wilk z Wall Street o przepraszam GPW

! Odpowiedz