Warszawa: od rana kolejki przed lokalami wyborczymi

2020-06-28 10:08, akt.2020-06-28 18:51
publikacja
2020-06-28 10:08
aktualizacja
2020-06-28 18:51
fot. Andrzej Hulimka / Forum

Przed lokalami wyborczymi w Warszawie od rana w niedzielę ustawiają się kolejki osób chcących oddać głos w wyborach prezydenckich. W kolejkach w stolicy było od kilkunastu do ponad 100 osób.

Reporter PAP odwiedził kilka lokali wyborczych w Warszawie. Przed szkołą podstawową nr 319 na Żoliborzu, w której znajduje się Obwodowa Komisja Wyborcza nr 338 ok. godziny 8 stało ponad sto osób, zachowując odstęp od innych osób od 1 do 2 m i z maseczkami zasłaniającymi usta i nos, niektórzy w lateksowych rękawiczkach. Kolejka rozpoczynała się u drzwi do szkolnej sali gimnastycznej, przy ul. Filareckiej 2, a kończyła się na chodniku przy ul. Krasińskiego w kierunku pl. Wilsona.

Jak powiedział PAP pracownik szkoły, ludzie stali w kolejce już przed godziną 7 rano, a przygotowania do przyjęcia głosujących rozpoczęły się ok. godz. 6.

Przed wejściem do sali gimnastycznej, w której była ustawiona urna i stoliki do głosowania, znajdowało się urządzenie do dezynfekcji rąk. Do lokalu wyborczego wpuszczano po kilka osób. Po pobraniu karty i oddaniu głosu, wyborcy wychodzili innym wyjściem.

"Staliśmy z żoną dosyć długo w kolejce, ale muszę powiedzieć, że wszystko zostało przygotowane sprawnie" – ocenił w rozmowie z PAP starszy mężczyzna. Podkreślił, że choć zwykle głosuje rano, to jednak tym razem przyszedł dużo wcześniej, bo obawiał się, że będzie dużo ludzi.

W podstawówce nr 257 przy ul. Podróżniczej na Białołęce zorganizowano dwie komisje wyborcze nr 846 i 871. Jeden z lokali znajdował się w stołówce i sali lekcyjnej, drugi w sali gimnastycznej. Przed wejściem pracownik szkoły mierzył temperaturę osobom wchodzącym. Wyjaśnił, że w przypadku, gdyby któryś z wyborców miał podwyższoną temperaturę, wywczas musi taką osobę poprosić, by poczekała. On zaś ma obowiązek powiadomić o tym przewodniczącego komisję, a on podejmuje decyzje dotyczącą tego wyborcy.

Po wejściu do szkoły głównym wejściem, głosujący udawali się do swoich komisji. Przed komisja znajdującą się w sami gimnastycznej stało na szkolnym podwórzu kilkadziesiąt osób. Głosowanie przebiegało sprawnie, czas oczekiwania – w zależności od miejsca zamieszkania – wynosił od kilku do kilkunastu minut.

Tuż po otwarciu lokalu wyborczego w liceum Marii Skłodowskiej-Curie przy ul. Świętokrzyskiej, w korytarzach prowadzących do Komisji Obwodowej nr 19 stało kilkadziesiąt osób. Wszystkie w maseczkach lub przyłbicach. "Zawsze głosuję z rana, po mszy. Jestem przygotowana, mam swojego kandydata i długopis, aby skreślić krzyżyk przy jego nazwisku" – powiedziała PAP starsza osoba stojąca w ogonku.

Kolejka zirytowała jednego z wyborców. "Nie będę stał w kolejce, żeby zagłosować. Idę do domu" – powiedział zdenerwowany mężczyzna i wyszedł ze szkoły. "Doszło do spiętrzenia głosujących zaraz po otwarciu lokalu. Ale widzę, że kolejka powoli się rozładowuje" – powiedział mąż zaufania jednego z kandydatów Adam Martyn.

W szkole podstawowej nr 210 na Muranowie ulokowano trzy komisje wyborcze. Tu w kolejce oczekiwało ok. 30 osób. Do oczekujących wychodzili przedstawiciele komisji i zapraszali do głosowania.

W mniejszych miejscowościach wyborcy głosują falami

W mniejszych miejscowościach okalających Warszawę wyborcy głosują falami – wynika z relacji członków komisji wyborczych w miastach i wsiach położonych nieopodal stolicy, które odwiedził w niedzielę reporter PAP.

Przed ratuszem w Legionowie już przed godziną siódmą rano ustawili się mieszkańcy, którzy chcieli wziąć udział w głosowaniu. "Ludzie pukali do drzwi i pytali, czy mogą zagłosować" – powiedział PAP jeden z członków Obwodowej Komisji Wyborczej nr 10, która znajduje się w tamtejszym urzędzie miasta. "Wyborcy przychodzą falami, przed mszą, albo zaraz po" – dodał. Kościół znajduje się ok. 500 metrów od ratusza. W ocenie rozmówcy PAP frekwencja do południa była porównywalna z wielu poprzednimi wyborami. "Do 12 było ok. 700 osób" – poinformował.

Podobnie sytuacja wyglądała w Nieporęcie (pow. legionowski). Okręgowe Komisje Wyborcze nr 3 i 4 zostały zorganizowane w miejscowej szkole podstawowej. W placówce korytarze przedzielono taśmą wyznaczającą kierunek kolejki do lokalu wyborczego. Zanim nie skończyła się msza w pobliskim kościele, komisje wyborcze miały niewiele pracy. Lokale wyborcze zapełniły się dopiero ludźmi, którzy kilka minut wcześniej wyszli z kościoła. Wyborcy – zgodnie z wymogami sanitarnymi – mieli maski zasłaniające usta i nos albo przyłbice. Przed wejściem do szkoły wielu zakładało rękawiczki.

W Jabłonnie (pow. legionowski) wybory przyciągnęły do lokali całe rodziny z dziećmi. Duża część przyjechała na rowerach. Tam aż 4 Obwodowe Komisje Wyborcze zlokalizowano w Szkole Podstawowej im. Armii Krajowej, znajdującej się na obrzeżach tej wsi. Dzięki temu udało się uniknąć spiętrzenia głosujących. "Wszystko przebiega bardzo dobrze" – chwali organizacje jedna z kobit biorących udział w głosowaniu.

Łódź: zaczyna brakować kart do głosowania

Mamy sygnały, że w niektórych łódzkich komisjach obwodowych wykorzystano już nawet ponad 90 proc. kart do głosowania, uzupełniamy te braki z naszej rezerwy - powiedziała po południu PAP dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Łodzi Grażyna Majerowska-Dudek.

Urzędnicy organizujący i kontrolujący niedzielne wybory prezydenckie w Łodzi dostali w niedzielę po południu informacje, że jeszcze przed godziną 17.00 w wielu obwodowych komisjach zaczynało brakować kart do głosowania.

"Otrzymujemy sygnały, że w niektórych komisjach wykorzystano już 90 proc. kart. Nie ma jednak niebezpieczeństwa, aby ktoś karty nie dostał. Jesteśmy na to przygotowani. Po prostu w obwodach prawie nigdy nie ma fizycznie tylu kart, ilu jest uprawnionych wyborców. Na bieżąco dostarczamy karty z naszej rezerwy. To najprawdopodobniej skutek wysokiej frekwencji wyborczej" - powiedziała PAP w niedzielę po południu dyrektor łódzkiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Grażyna Majerowska-Dudek.

W południe frekwencja w Łodzi wynosiła niewiele ponad 26 proc. W mieście nie zanotowano żadnych poważniejszych incydentów - poinformowała Majerowska-Dudek.

W największej dzielnicy Łodzi, na Bałutach, w większości komisji obwodowych, dużo osób głosowało wczesnym popołudniem. Przed siedzibą komisji nr 61 przy ul. Zawiszy, która mieści się w Centrum Zajęć Pozalekcyjnych nr 1 w Łodzi, po południu, na ulicy, nie było kolejki.

W budynku jednak, w korytarzach i przed salą, gdzie stała urna, kilkanaście osób stało na korytarzu i cierpliwie czekało na głosowanie. Ludzie byli w maseczkach, niektórzy w rękawiczkach, starano się utrzymywać zalecany dystans. Dostępny był płyn do dezynfekcji rąk.

Kiedy zrobiło się duszno, a kolejka nie stawała się krótsza, jeden z członków komisji w przezroczystej przyłbicy z notatkami w ręku pytał wyborców o to, przy której ulicy mieszkają i w ten sposób – jak żartowali stojący w kolejce – "kierował ruchem".

"Pani z Wojska Polskiego? Tak? Pan i Pani? Państwo razem, to proszę wejść, jest wolne stanowisko. Kto z ulicy Zielnej? Pani? Proszę, już można podejść do tego stolika w środku, tam są jeszcze kartki z nazwami ulic. Z ulicy majora Łupaszki? Proszę, proszę, idziemy, zapraszamy" – mówił mężczyzna, zaglądając raz po raz do sali, a jego pomoc rzeczywiście rozładowała chwilowy zator spowodowany większą niż wcześniej liczbą wyborców.

W głównej sali komisji obwodowej nr 61 w Łodzi, było najwyżej 5 osób. Cztery stoliki, przy których wydawano karty oddalone od siebie o ok. 2,5 metra.

Kiedy wchodził wyborca, musiał się poddać zwykłej procedurze: podać dokładny adres, okazać dowód tożsamości – tu konieczne było uchylenie maseczki lub chusty, aby porównać twarz ze zdjęciem z dokumentu. Potem wydanie karty, krótka instrukcja od członka komisji i wyborca podchodził do jednego z czterech stanowisk, które gwarantowały tajność głosowania.

Jedna z kobiet zapomniała okularów i próbowała zapytać członka komisji o to, który na liście jest kandydat, na którego zamierzała głosować. Mężczyzna przerwał kobiecie zanim padło nazwisko. "Ja nie mogę pani pomóc" – powiedział. "Proszę zobaczyć ogłoszenie ze ściany, tam jest chyba większa czcionka" – poradził.

W obwodowej komisji wyborczej nr 61 na tzw. Starych Bałutach w Łodzi po południu głosowało sporo rodzin z dziećmi, ale więcej było ludzi dojrzałych i starszych.

"Ja głosuję od kilku lat razem z zięciem po mszy w kościele. Przeprowadziłam się do Łodzi z zachodniego wybrzeża trzy lata temu i czwarty raz już głosuję tutaj na Zawiszy. Kiedyś to tu były dwa lokale, ale chyba teraz jest jeden obwód. Zawsze głosuję, chce żyć jeszcze lepiej i chcę tego dla dzieci, wnuków, no i... dla wszystkich" – powiedziała PAP pani Krystyna głosująca w komisji obwodowej nr 61.

Mieszkańcy Poznania skarżą się na zbyt długie kolejki

Mieszkańcy Poznania skarżą się na zbyt długie kolejki do lokali wyborczych. Jak podały lokalne media, w jednym z nich wyborcy chcąc oddać głos oczekiwali nawet półtorej godziny.

Głosowanie w wyborach prezydenckich rozpoczęło się w niedzielę o godz. 7.

W powodu reżimu sanitarnego wiążącego się z epidemią koronawirusa w lokalu wyborczym jednocześnie przebywać może nie więcej niż jedna osoba na cztery metry kwadratowe na jego ogólnodostępnej powierzchni, z wyłączeniem członków obwodowej komisji wyborczej.

W niedzielę po południu lokalne media podały, że mieszkańcy Poznania skarżą się na zbyt długie kolejki do lokali wyborczych. Lokalne Radio Poznań podało, że w jednym z lokali na poznańskim Junikowie, wyborcy chcący oddać głos oczekiwali półtorej godziny.

Komisarz Wyborczy w Poznaniu I sędzia Krzysztof Józefowicz powiedział PAP, że „rzeczywiście, w pojedynczych przypadkach, takie sytuacje miały miejsce”.

Jak wyjaśniał, „główną przyczyną tych kolejek była po pierwsze wysoka frekwencja, po drugie – warunki lokalowe poszczególnych pomieszczeń, które nie pozwalają na zbyt dużą liczbę osób przebywających w danym momencie w lokalu”.

„W niektórym przypadkach, na początku głosowania, niezbędna była też korekta, co do lepszej organizacji pracy komisji” – dodał. Podkreślił, że tak też było właśnie w przypadku lokalu na Junikowie.

„Tam rzeczywiście była taka sytuacja, że ten czas oczekiwania był długi – i tam komisji udzielono wskazówek, co do lepszej organizacji pracy. Z tego co wiem, ten czas oczekiwania się skrócił, ale nie wiem, czy jest satysfakcjonujący” – powiedział.

Józefowicz podkreślił, że obecnie skargi na zbyt długie oczekiwanie przed siedzibami komisji już się wyciszyły, ale – jak wskazał – „musimy mieć świadomość, że w tym roku to wszystko pójdzie wolniej i tak będzie do godz. 21”.

W niedzielę o godz. 7 rano rozpoczęło się głosowanie w wyborach prezydenckich. Prezydenta kraju wybierzemy spośród 11 kandydatów. Do zakończenia głosowania o godz. 21 trwa cisza wyborcza.

W lokalu wyborczym jednocześnie przebywać może nie więcej niż jedna osoba na cztery metry kwadratowe na jego ogólnodostępnej powierzchni, z wyłączeniem członków obwodowej komisji wyborczej.(PAP)

wnk/ itm/

Źródło:PAP
Tematy

Firmy mogą zapłacić nawet 1 mln PLN kary

Komentarze (9)

dodaj komentarz
1pepe
To ci po niedzielnej mszy, czy ci po Faktach w TVN?
samsza
Dlatego, żeby te błędy się za 2 tygodnie się nie powtórzyły (kolejki w razie 2 tury), populacje określonych komisji powinny być przetestowane, a głosujący wysłani na kwarantanny. Obyśmy zdrowi byli...
fakpejsy
Ci w maskach maja jak w banku choroby pluc na jesien!
potiomkin
Kolejki są wszędzie. Ja czekałem prawie godzinę, mimo, że kolejka na "tylko" na 20 osób. Problem w tym, że wpuszczają po 1 osobie, pomimo, że jest w nawet 10 stanowisk.
mknowak
Ciekawe co zrobią wieczorem jak ludzie się ruszą bo teraz jest gorąco i sporo osób przy tym co się dzieje będzie czekać....... i co zamkną lokale o wyznaczonej godzinie i powiedzą że głosować nie można. Błazenada powinni wystawić stoliki na zewnątrz do tego parasolki i by to szło szybciej.
langdon25 odpowiada mknowak
„Stoliki na zewnątrz” :-))) to by dopiero była błazenada. Jeszcze powinni dostawić saturator , strzelnice i lizaki na patyku - taki jarmarek przy okazji wyborów .
mknowak odpowiada langdon25
Nie to by było mega usprawnienie. Osoby starsze i schorowane stoją godzinę i więcej na słońcu przed chwilą wróciłem w lokalu pusto bo wchodzą po 4 osoby, wszyscy na zewnątrz a wystarczyłoby wystawić stoliki i wtedy są inne obostrzenia i głosowanie by szło 2x szybciej. Po wejściu do lokalu na 3 stanowiska dwa są Nie to by było mega usprawnienie. Osoby starsze i schorowane stoją godzinę i więcej na słońcu przed chwilą wróciłem w lokalu pusto bo wchodzą po 4 osoby, wszyscy na zewnątrz a wystarczyłoby wystawić stoliki i wtedy są inne obostrzenia i głosowanie by szło 2x szybciej. Po wejściu do lokalu na 3 stanowiska dwa są puste i ludzie z komisji czekają gdyby ta komisja była na zewnątrz to by nie czekała tylko by to szło bardzo szybko. Tak na marginesie to te wybory to jest jarmark........ obietnic kto da więcej..........
langdon25 odpowiada mknowak
A co w przypadku burzy ? Są dziś w całym kraju.

Powiązane: Wybory prezydenckie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki