W Hongkongu rozpoczęły się wybory do rad dzielnic

Na rekordową frekwencję zanosi się w niedzielnych wyborach do rad dzielnic w Hongkongu. Głosowanie, uznawane za referendum poparcia dla trwających w regionie od czerwca prodemokratycznych protestów, do wczesnego popołudnia przebiega bez istotnych zakłóceń.

Do godz. 13.30 czasu miejscowego (godz. 6.30 rano w Polsce) swoje głosy oddało już ponad 1,5 mln osób, czyli więcej niż w ciągu całego dnia w ostatnich wyborach lokalnych w 2015 roku. W niedzielę frekwencja do godz. 13.30 wyniosła prawie 37 proc. - poinformowały władze w komunikacie.

Kolejka do lokalu wyborczego w Hongkongu w czasie wyborów do rad dzielnic 24 listopada 2019 r.
Kolejka do lokalu wyborczego w Hongkongu w czasie wyborów do rad dzielnic 24 listopada 2019 r. (fot. ATHIT PERAWONGMETHA / FORUM/Reuters)

Przed wyborami podnoszono obawy, że głosowanie może zostać przełożone lub odwołane w związku z trwającymi od czerwca antyrządowymi demonstracjami, które regularnie przeradzają się w starcia pomiędzy radykalnymi protestującymi a policją. Jak dotąd nie pojawiły się jednak doniesienia o zakłóceniach głosowania.

„Mam nadzieję, że tego rodzaju stabilność i spokój nie są tylko na dzisiejsze wybory, ale po to, by pokazać, że nikt nie chce, aby Hongkong znów wpadł w chaotyczną sytuację” - powiedziała popierana przez rząd centralny ChRL szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam.

Przed lokalami wyborczymi formują się długie kolejki osób oczekujących na oddanie głosu. Wybieranych jest spośród 1,1 tys. kandydatów 452 radnych do 18 rad dzielnicowych. Uprawnionych do głosowania jest 4,13 mln osób.

W normalnych warunkach wybory do rad dzielnic, które zajmują się głównie sprawami lokalnymi, nie wzbudzałyby większego zainteresowania, ale - jak podkreślają obserwatorzy - jest to pierwsze publiczne głosowanie od rozpoczęcia w czerwcu masowych, prodemokratycznych protestów.

Ocenia się, że duża frekwencja oznaczać będzie, iż uczestnicy prodemokratycznych demonstracji, które coraz częściej mają gwałtowny przebieg, nadal mają poparcie społeczne.

Kandydaci obozu demokratycznego chcą wykorzystać to poparcie oraz rekordowo niską popularność hongkońskiego rządu, by odebrać jego sympatykom część wpływów na najniższym szczeblu administracji regionu.

Od 2007 roku w radach dzielnic dominują politycy propekińscy, którzy tradycyjnie cieszą się poparciem elit biznesowych i dysponują większym zapleczem materialnym niż ich prodemokratyczni rywale.

Rady hongkońskich dzielnic zajmują się zwykle sprawami lokalnymi, jak wyznaczanie tras komunikacji miejskiej, rozwiązywanie problemów z hałasem czy nowe projekty budowlane. Dotychczas o zwycięstwie w odbywających się co cztery lata wyborach lokalnych rzadko decydowały kwestie ideologiczne.

Sytuację mogły jednak zmienić trwające od czerwca demonstracje, które pogrążyły Hongkong w największym kryzysie politycznym od jego przyłączenia do ChRL w 1997 roku i – jak oceniali hongkońscy urzędnicy – zepchnęły region „na skraj całkowitego załamania”.

Radni dzielnic zajmują się głównie sprawami lokalnymi, ale mają również pewien wpływ na politykę na wyższych szczeblach. Przypada im sześć spośród 70 miejsc w hongkońskiej Radzie Legislacyjnej (regionalnym parlamencie), gdzie tylko 35 mandatów rozdzielanych jest w wyborach powszechnych. Mają również 117 spośród 1,2 tys. miejsc w zdominowanym przez propekińskie elity komitecie elektorów, który wybiera szefa hongkońskiej administracji.

Gwałtowne starcia pomiędzy radykalnymi grupami demonstrantów a policją w ostatnich tygodniach wywołały spekulacje, że hongkońskie władze – spodziewając się porażki kandydatów prorządowych - mogą przełożyć lub odwołać wybory, tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Te obawy się jednak nie sprawdziły. Policja zaapelowała do demonstrantów, by nie zakłócali wyborów i zapowiedziała patrole wokół lokali wyborczych.

Przedstawiciele rządu centralnego w Pekinie, w tym wicepremier ChRL Han Zheng, polecili władzom Hongkongu, aby wybory odbyły się zgodnie z planem – podał dziennik „South China Morning Post, powołując się na anonimowe źródła. Według cytowanych przez gazetę ekspertów obóz prorządowy najprawdopodobniej poniesie w wyborach porażkę, ale ich odwołanie „wytworzyłoby większy bałagan w następnych kilku latach”.

Przed wyborami dochodziło do brutalnych ataków zarówno na kandydatów reprezentujących obóz demokratyczny, jak i propekińskich lojalistów. Znienawidzony przez demonstrantów poseł hongkońskiego parlamentu Junius Ho został w listopadzie zraniony nożem w czasie wydarzenia związanego z jego kampanią wyborczą.

W październiku uzbrojeni w młotki mężczyźni pobili lidera Obywatelskiego Frontu Praw Człowieka (CHRF) Jimmy’ego Shama, który zorganizował w tym roku szereg pokojowych, antyrządowych demonstracji. Również w październiku napastnik z nożem odgryzł kawałek ucha jednemu z dzielnicowych radnych Andrew Chiu, który również reprezentuje obóz demokratyczny.

Na fali protestów wskaźnik poparcia społecznego dla szefowej administracji Hongkongu Carrie Lam spadł w październiku do najniższego poziomu w historii, osiągając 20,2 pkt na 100 możliwych – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Hongkoński Instytut Badania Opinii Publicznej (HKPORI). W tym samym badaniu odnotowano również najgorsze w historii wyniki dotyczące satysfakcji z pracy lokalnego rządu. Zadowolenie z pracy gabinetu kierowanego przez Lam wyraziło tylko 10 proc. ankietowanych, a 79 proc. zadeklarowało, że jest z jego pracy niezadowolonych.

Uczestnicy protestów domagają się między innymi demokratycznych wyborów szefa administracji Hongkongu oraz wszystkich posłów lokalnego parlamentu. Żądają również niezależnego śledztwa w sprawie działań policji, której zarzucają używanie wobec demonstrantów nadmiernej siły. Popierane przez Pekin władze regionu wykluczyły jednak ustępstwa.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

anb/ jm/ kar/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 2 nonnn

niby HK takie epicentrum technologii a stoja w kolejkach do glosowania, juz dawno kazdy powinien glosoac przez aplikacje na tel a na strazy poprawnosci w liczeniu glosow winien stac BLOCKCHAIN.

! Odpowiedz
0 7 and00

Ciekawe kto by miał ten system napisać? Chińczycy?

Ja bym jakoś nie miał pełnego zaufania do liczenia głosów, a do utrzymania tajemnicy głosowania prawie żadnego

! Odpowiedz
0 1 silvio_gesell

Problem w tym, że w głosowaniu elektronicznym, nawet w przypadku blockchain, muszą być unikatowe klucze kryptograficzne, aby każdy głosujący mógł oddać tylko jeden głos. Zatem głosujący może udowodnić na kogo zagłosował, co oznacza, że głosowanie nie jest anonimowe. A jeśli nie jest anonimowe, to zagranica może przekupywać wyborców - tak jak Rosja robiła na Polskich sejmikach, płacąc zdrajcom za to że głosowali po jej myśli.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 4,4% I 2020
PKB rdr 3,1% IV kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,5% I 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 282,8 zł I 2020
Produkcja przemysłowa rdr 1,1% I 2020

Znajdź profil