Vollgeld. Czy Szwajcarzy zdecydują się na monetarną rewolucję?

główny analityk Bankier.pl

[Aktualizacja] Szwajcarzy nie zdecydowali się na wprowadzenie pieniądza suwerennego. Aż 72 proc. głosujących wypowiedziało się przeciwko odebraniu bankom komercyjnym prawa do kreowania elektronicznego pieniądza przez udzielanie kredytów. 

 Już w najbliższą niedzielę - 10 czerwca 2018 roku - Szwajcarzy staną przed szansą wywołania monetarnej rewolucji. Helweci mogą rozstrzygnąć o losach wielkich banków i systemu monetarnego.

Inicjatywa Vollgeld - w wolnym tłumaczeniu pieniądza suwerennego - to swego rodzaju kontrrewolucja w systemie pieniądza fiducjarnego. Zakłada ona powrót do pełnej rezerwy w bankowości, czyli porzucenie panującego współcześnie reżymu rezerwy cząstkowej. Vollgeld postuluje odebranie bankom komercyjnym przywileju kreacji pieniądza. Zwolennicy tego postulatu chcą, aby za całą podaż franków szwajcarskich odpowiadał tylko i wyłącznie Szwajcarski Bank Narodowy - czyli bank centralny Szwajcarii.

O co w tym wszystkim chodzi?

Aby zrozumieć wagę i istotę szwajcarskiego referendum, musimy się cofnąć w czasie i zapoznać z zasadami działania współczesnej bankowości. Dawno, dawno temu bankier mógł pożyczyć tylko tyle pieniędzy (czyli złotych lub srebrnych monet), ile otrzymał na przechowanie od swych klientów (deponentów). Ale u samego zarania bankowości istniała pokusa, aby pożyczyć więcej pieniędzy, niż się posiadało, emitując tzw. pieniądz bankowy (czyli kwit pozwalający wymienić go na określoną ilość złota lub srebra). Sprytni bankierzy zorientowali się, że spora część deponentów, ufając w stabilność banku, płaci papierami przez ten bank emitowanymi. I że dzięki temu te same pieniądze można bez większego ryzyka pożyczyć kilku dłużnikom.

Praktyka ta została usankcjonowana prawnie w XX wieku w systemie bankowości centralnej i rezerwy cząstkowej. W ramach tego systemu twoje 1000 złotych zdeponowane w banku może być pożyczone kilku (kilkunastu?) innym osobom, przy zachowaniu pewnej minimalnej rezerwy utrzymywanej w banku centralnym (w Polsce to zaledwie 3,5%). Dzięki rezerwie cząstkowej banki mogą udzielić więcej kredytu, niż przyjęły depozytów, dokonując kreacji pieniądza. I na tym przywileju każdego roku zarabiają miliardy.

W gruncie rzeczy jest to wielkie szalbierstwo. Bank obiecuje, że na każde Twoje żądanie wyda powierzoną mu gotówkę. Ale w gruncie rzeczy nie jest w stanie zawsze wywiązać się ze złożonej obietnicy. Bowiem Twoje pieniądze zostały użyte na kreację kredytu i pożyczone kilkukrotnie. Gdyby po swoje wkłady jednocześnie zgłosiło się 20-30% klientów, to żaden bank by tego nie wytrzymał. Takie zdarzenie - gdy klienci masowo wycofują depozyty bankowe - nazywamy runem na bank.

Źródło kryzysów finansowych

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego pomiędzy rokiem 1970 a 2011 na świecie przydarzyło się 147 kryzysów bankowych. Czyli średnio ponad trzy kryzysy rocznie. Dziwnym trafem masowe kryzysy finansowe rozpoczęły się po tym, jak w roku 1971 Stany Zjednoczone jednostronnie zerwały wymienialność dolara na złoto. System monetarny pozbawiony "złotej kotwicy" stał się bardzo niestabilny. W ciągu ostatnich czterech dekad system bankowy przekształcił się z bezpiecznej i nudnej branży w wybuchową mieszankę silnie zlewarowanych i połączonych ze sobą instytucji. W rezultacie kontrolowane przez państwo banki centralne w znacznym stopniu utraciły kontrolę nad procesem kreacji pieniądza.

Współcześnie bank centralny kontroluje jedynie ilość dostarczanej do gospodarki gotówki (czyli fizycznie istniejących monet i banknotów) oraz poziom rezerw banków komercyjnych. To tzw. baza monetarna (agregat M0), która warunkach szwajcarskich stanowi ledwie 10% podaży pieniądza. Pozostałe 90% znajduje się pod kontrolą banków komercyjnych - są to wszelkiego rodzaju depozyty stanowiące jedynie zapis w księgach banków. Depozyt bankowy jest tylko roszczeniem do pieniądza banku centralnego. Na podaż pieniądza bankowego bank centralny ma wpływ jedynie pośredni - poprzez ustalanie stopy rezerwy obowiązkowej i stóp procentowych.

(SNB.)

Pieniądz narodowy

Idea Vollgeld – czyli pieniądza narodowego (suwerennego) – zakłada odebranie bankom komercyjnym możliwości kreacji pieniądza poprzez wprowadzenie wymogu 100% rezerwy obowiązkowej. W ramach nowego systemu jedynym emitentem pieniądza w Szwajcarii byłby bank centralny. „Pieniądz suwerenny jest pieniądzem wprowadzonym do obiegu przez bank centralny” piszą zwolennicy Vollgeld. Natomiast banki komercyjne mogłyby pożyczyć tylko tyle pieniędzy, ile zebrały od deponentów, pożyczyły na rynku (np. emitując obligacje) albo od banku centralnego. W systemie pieniądza suwerennego banki komercyjne utraciłyby przywilej kreacji nowego długu – czyli nowego pieniądza.

Sama idea pieniądza suwerennego nie jest nowa. Z krytyką rezerwy cząstkowej wyszli już sto lat temu ekonomiści szkoły austriackiej. Po nich pod koniec Wielkiej Depresji w roku 1933 ekonomiści z Uniwersytetu Chicago zaproponowali wprowadzenie obowiązku 100-procentowej rezerwy w systemie bankowym. Sześć lat później ukazała się publikacja Irvinga Fischera zatytułowana „100% Money and the Public Debt” popierająca propozycję znaną już jako „Plan Chicago”. Rzecz jasna nic z tego nie wyszło, bo Hitler rozpętał II wojnę światową, a rządy Aliantów potrzebowały bankierów i kreowanych przez nich pieniędzy do sfinansowania działań wojennych. A po wojnie nastała epoka lorda Keynesa, głównego autora układu z Bretton Woods wiążącego dolara ze złotem.

Idee pieniądza suwerennego odżyły dopiero po wybuchu kryzysu finansowego w 2007 roku. W 2012 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował raport przypominający i popierający postulaty ekonomistów z Chicago. System rezerwy cząstkowej jako główną przyczynę kryzysu finansowego przedstawił też islandzki raport Frosti Sigurjonssonona opublikowany w kwietniu 2015 roku. Islandczycy także postulowali wprowadzenie pieniądza suwerennego lub realizację "Planu Chicago".

Kilka dni temu inicjatywa Vollgeld otrzymała dość nieoczekiwane wsparcie od naczelnego komentatora ekonomicznego „Financial Times” – czyli gazety promującej interesy światowej finansjery. „Radykalne przemyślenie tego, jak działa system finansowy, można uznać za kwestię zasadniczą po dewastującym kryzysie sprzed dekady (...) Dlatego mam nadzieję, że wbrew sondażom Szwajcarzy zagłosują za propozycją Vollged w referendum 10 czerwca. Finanse potrzebują zmiany. I dlatego potrzebują eksperymentów” – napisał na łamach „FT” Martin Wolf.

Wady i zalety pieniądza suwerennego

Pieniądz suwerenny ma swoje niepodważalne zalety. Po pierwsze, jest modelem zdecydowanie bardziej uczciwym od obecnego systemu, w którym wąska grupa prywatnych banków komercyjnych mających państwowy monopol na kreację pieniądza bankowego zgarnia olbrzymie zyski kosztem realnej gospodarki. Vollgeld im ten nieuczciwy przywilej odbiera. Po drugie, pieniądz suwerenny znacząco zwiększa bezpieczeństwo bankowych depozytów. Stuprocentowa rezerwa właściwie wyklucza możliwość upadku banku w wyniku masowego wycofywania przez klientów depozytów na żądanie i eliminuje główną przyczynę kryzysów bankowych. Jest to propozycja rewolucyjna i nietrudno się domyśleć, że napotkała potężny opór świata finansów, polityków i wielkiego biznesu.

Są to argumenty mocne i w zasadzie bezdyskusyjne. Lecz z drugiej strony na tym pozytywy pieniądza suwerennego się kończą. Głównym mankamentem tej idei jest to, że utrzymany zostaje szkodliwy monopol na kreację pieniądza. Różnica sprowadza się zasadniczo do tego, że zyski z tego procederu czerpać będzie jedynie państwo kontrolujące bank centralny. I że zamiast kartelu prywatnych banków otrzymamy centralne planowanie w wykonaniu państwowych urzędników. Rodzi się więc pokusa, że politycy będą mocniej naciskać na SNB, aby kreował jak najwięcej pieniądza. Bo zyski z jego emisji trafią przecież jako dywidenda do akcjonariuszy, którymi w znacznej części są szwajcarskie kantony.

Po drugie, ten monetarny eksperyment w swojej początkowej fazie zapewne okaże się dość bolesny dla szwajcarskiej gospodarki. Vollgeld oznaczałby bowiem drastyczne ograniczenie akcji kredytowej i uderzył w sektor bankowy, stanowiący jeden z filarów alpejskiej gospodarki. Otwarte pozostaje pytanie, czy zagraniczni inwestorzy dziś traktujący franka jako bezpieczną przystań, nadal będą go tak traktować, gdy na szwajcarskie banki nałoży się kredytowy kaganiec. Tego dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Po trzecie, trudno odmówić pewnych racji prezesowi SNB Thomasowi Jordanowi, który w styczniu ostro sprzeciwił się inicjatywie Vollgeld. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że SNB uznaje obecny system za skuteczny i że sterowanie stopami procentowymi jest wystarczającym mechanizmem kontroli banków i akcji kredytowej. „Taka zmiana pod znakiem zapytania postawiłaby tradycyjny, dobrze znany i sprawdzony podział zadań między bank centralny oraz banki komercyjne” – dodał Jordan.

Przejęcie przez bank centralny wyłączności na kreację pieniądza zasadniczo oznaczałoby powrót do porzuconej w latach 90. koncepcji prowadzenia polityki monetarnej za pomocą bezpośredniej kontroli nad podażą pieniądza. O ile takie sterowanie gospodarką przez bank centralny na pierwszy rzut oka wydaje się prostsze, o tyle doświadczenie pokazała, że polityka celu inflacyjnego w praktyce okazała się bardziej skuteczna.

Po czwarte, tego typu monetarna rewolucja w stosunkowo niewielkiej Szwajcarii ze wszystkich stron otoczonej przez strefę euro (rządzonej przez „drukującego” euro bez opamiętania Mario Draghiego) byłaby szalenie ryzykownym wyjściem przed szereg. O ile konieczność zmiany obecnego systemu monetarnego w mojej ocenie nie podlega dyskusji, to otwarte pozostaje pytanie, czy opłaca się być tym, kto zrobi to pierwszy, narażając się na gniew potężnego lobby bankowego. Tego typu posunięcie dla samych Szwajcarów może nieść ze sobą więcej ryzyka niż korzyści.

Pozostaje też wątpliwość – że tak powiem – kardynalna. Po co eksperymentować z nietestowanymi nigdy wcześniej rozwiązaniami, skoro na stole od dawna leży gotowy, sprawdzony i pewny system monetarny. Czyli po prostu pieniądz oparty o złoto bądź jakikolwiek inny nośnik materialny. W końcu gdzie, jak nie w Szwajcarii, która jako ostatni kraj zerwała parytet ze złotem, łatwiej byłoby przywrócić solidny i bezpieczny standard złota? Tyle że w ogólnonarodowym referendum przeprowadzonym w grudniu 2014 roku Szwajcarzy miażdżącą większością głosów (77% do 23%) odrzucili inicjatywę zobowiązującą SNB do trzymania w złocie przynajmniej 20% aktywów.

Szanse i zagrożenia

Zapewne także inicjatywa Vollgeld zostanie przez Szwajcarów odrzucona. Przeciwko opowiedziały się Szwajcarski Bank Narodowy, Rada Federacyjna i parlament, co u z natury ostrożnych Helwetów ma pewne znaczenie. Ostatnie sondaże zapowiadają zdecydowaną porażkę inicjatywy pieniądza suwerennego. Według SRG tylko 34% respondentów deklaruje gotowość do głosowania „za”. Natomiast 54% opowiada się przeciw inicjatywie Vollgeld. Niezdecydowanych było 12% ankietowanych. Sondaż z początku maja szacował poparcie dla suwerennego pieniądza na 35% przy 49% przeciw i 16% niezdecydowanych. Ale referendum rządzi się swoimi prawami i wiele będzie zależało od frekwencji. Nic nie jest zatem przesądzone. Zaś same sondaże bywają zwodnicze, o czym dobitnie przekonaliśmy się w 2016 roku podczas referendum brytyjskiego i wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Z inwestycyjnego punktu widzenia najważniejsze jest przewidzenie reakcji rynków na wynik szwajcarskiego referendum. Jeśli Helweci zagłosują za pieniądzem suwerennym, będzie to oznaczało szok na rynku franka szwajcarskiego. To scenariusz w mojej ocenie mało prawdopodobny, ale niebezpiecznie byłoby go zignorować. Teoretycznie realizacja postulatów Vollgeld w przyszłości oznaczałoby znacznie mocniejszego franka. Ponieważ podaż szwajcarskiego pieniądza uległaby istotnemu ograniczeniu. Ale w krótkim terminie pozytywny wynik referendum mógłby doprowadzić do zapaści na giełdzie w Zurychu (zwłaszcza akcji dwóch wielkich banków: UBS i Credit Suisse). Obawy o stan szwajcarskiej gospodarki mogłyby zaszkodzić frankowi i wystrzelić kurs EUR/CHF powyżej bariery 1,20. A to przy utrzymaniu obecnego kursu euro (ok. 4,28 zł) oznaczałoby szybkie zejście kursu franka w okolice 3,50 zł.

Z kolei odrzucenie idei Vollgeld zapewne przyniosłoby zwyżkę ulgi na szwajcarskim rynku akcji. Ale reakcja franka byłaby w tym scenariuszu trudna do przewidzenia. Prawdopodobnie nie byłaby jednak zbyt mocna. Dziś chyba mało kto wierzy w szanse powodzenia szwajcarskiego referendum i raczej nie zajmuje pozycji na franku, „grając” pod wynik niedzielnego głosowania. Paradoksalnie odrzucenie przez Szwajcarów idei pieniądza suwerennego na krótką metę mogłoby franka umocnić względem euro, choć raczej nie będzie to ruch znaczący.

Przy całym szacunku dla inicjatorów szwajcarskiego referendum nie jest to obecnie kwestia, która zaprzątałaby głowy świata finansów. Dziś ważniejsze są wydarzenia na chińsko-amerykańskiej wojnie handlowej, sytuacja polityczna we Włoszech oraz skala nadchodzących podwyżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. I to zapewne od tych czynników będą zależały notowania franka w najbliższych tygodniach.

Natomiast w dłuższym terminie kwestię globalnej reformy monetarnej trudno przeszacować. To temat o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości nie tylko banków i rynku finansowego, ale też całej gospodarki i pomyślności (lub jej braku) miliardów ludzi na całej Ziemi. Najpierw Islandczycy, a teraz Szwajcarzy poruszyli kamyk, który w mojej ocenie zapoczątkuje lawinę niszczącą obecny ład monetarny. Jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia, aby takie ostoje mainstreamowych mediów jak "Financial Times" czy Bloomberg pisały o takich "herezjach" jak pieniądz suwerenny. Na razie rozważamy, czy nowy pieniądz ma być kartelowy (jak dziś) czy państwowy (jak proponuje Vollgeld). Wciąż czekamy na propozycję, aby pieniądz mógł być także prywatny i podlegać wolnorynkowej konkurencji. Na to chyba jednak potrzebujemy jeszcze przynajmniej jednego kryzysu.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 2 t72

Jak się ma armię to się ma rezerwy . A w Polsce do jednostek WOT wstępują ludzie całkowicie bez przeszkolenia .

! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
3 1 the_mind_renewed

Czy świat będzie się bić za banksterów? Tak będzie i to jest pewnik. Z ostatniej chwili.:
Tysiące rezerwistów armii Izraela otrzymało polecenie natychmiastowego zgłoszenia się do służby, z pełnym wyposażeniem, bezpośrednio ze swoich domów i miejsc pracy.
Izba bezpieczeństwa Izraela spotkała się dziś na 3 godziny. Bardzo rzadko zdarzają się tak długie sesje.
To szybko rozwijająca się historia.! "Coś bardzo ważnego wydarzy się w ciągu 24 godzin".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 the_mind_renewed

Kilka godzin po tym, jak zaczęło się powołanie rezerwy, powiedziano mi, że "ponad 150 000 rezerwistów zgłosiło do tej pory, a kolejne przybywają z każda godziną ".

! Odpowiedz
1 7 the_mind_renewed

Pisałem od początku ze to nie możliwe –the_mind_renewed 2018-06-08 14:24 „Z całą pewnością można powiedzieć że do tego w Szwajcarii nie dojdzie – Można o światowej banksterce mówić różne rzeczy ale głupcami to oni nie są. Ps. Od złotej kotwicy już dawno złoty łańcuch się urwał i teraz jednostka jest na rozszalałym oceanie, a banksterzy rzucają w panice na prawo i lewo papierowe pontony (Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodził się udzielić rządowi Argentyny wsparcia w wysokości do 50 miliardów dolarów.) „

Banksterka nie dopuści. Zaczęli straszyć o zahamowaniu wzrostu ekonomicznego ltd., A mają na myśli wzrost dodruku. Jedno jest w tym dobra że: Do ludzi zacznie wreszcie docierać jak są oszukiwani. Znaczy my ciężko pracujemy oni po prostu ”dodrukowują” Bogowie z bąblem w nosie! Ludzie po prostu są zastraszeni i się boją.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 10 pull_up

Szwajcaria vs. Propaganda made in Russia 1:0

! Odpowiedz
2 5 silvio_gesell

Helweci to mądry naród, odrzucili też w referendum dochód podstawowy.

https://wpolityce.pl/m/swiat/295528-zdumiewajace-szwajcarzy-odrzucili-w-referendum-pomysl-gwarantowanego-dochodu-dla-kazdego-to-sie-nazywa-odpowiedzialnosc

! Odpowiedz
1 2 pull_up odpowiada silvio_gesell

Popatrz, w czymś się zgadzamy.

! Odpowiedz
1 4 silvio_gesell odpowiada pull_up

Myślę że w wielu rzeczach. Zazwyczaj jednak rozmawiamy o tym, w czym się nie zgadzamy, bo to jest bardziej konstruktywne. :) Co powiesz o tym, że w Szwajcarii są ujemne stopy -0,75%, opodatkowanie wartości gruntu i bezpośrednie świadczenia na dzieci 200-400 CHF? :)

! Odpowiedz
1 6 pull_up odpowiada silvio_gesell

Skoro frank jest traktowany jako bezpieczna przystań, skoro są eksporterami zaawansowanych technologii, to co się dziwić że waluta jest mocna.

A co do opodatkowania wartości gruntu czy świadczeń na dzieci, kto bogatemu zabroni :)

! Odpowiedz
0 1 silvio_gesell odpowiada pull_up

Widzisz, a moim zdaniem oni są bogaci bo mają niskie stopy, opodatkowanie wartości gruntu i świadczenia na dzieci od przynajmniej kilkudziesięciu lat.

! Odpowiedz
0 0 pull_up odpowiada silvio_gesell

To jest dyskusja typu "co było pierwsze: jajko czy kura".

Jeśli jajko = niskie stopy + opodatkowanie gruntu a kura = bogactwo, to ja obstawiam kolejność kura > jajko a nie odwrotnie.

! Odpowiedz
1 2 silvio_gesell odpowiada pull_up

Emisja poprzez świadczenia na dzieci powoduje obniżenie stóp procentowych, bo rodzice nie muszą brać kredytów na ich wychowanie i edukację. Nisko oprocentowany kredyt daje dostęp do technologii, jednak wymaga opodatkowania wartości ziemi, żeby nie powstawały bańki na rynku nieruchomości. Opodatkowanie wartości gruntu pozwala obniżyć opodatkowanie pracy, dzięki czemu obywatele nie patrzą na państwo jak na ciemiężcę i złodzieja. Itd.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 pull_up odpowiada silvio_gesell

Po czymś takim obywatele nie zmienią swojego zdania o państwie jako złodzieju bo dla większości to bez różnicy tytułem czego zabierane są im pieniądze.

Dla większości ludzi byłoby jeszcze gorzej bo płaciliby więcej podatku od nieruchomości niż dochodowego. Nie jesteśmy Szwajcarią. Poza tym dochodzi jeszcze elementy, które pomijasz: podejście do pracy, poczucie obowiązkowości, brak korupcji, trzymanie się pewnych zasad, szanowanie prawa. Jesteśmy o wiele lat za nimi.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 5 silvio_gesell odpowiada pull_up

„Po czymś takim obywatele nie zmienią swojego zdania o państwie jako złodzieju bo dla większości to bez różnicy tytułem czego zabierane są im pieniądze.”

To wyobraź sobie dwie wspólnoty mieszkaniowe: w jednej współwłaściciele płacą na utrzymanie części wspólnej od udziału w nieruchomości, a w drugiej płacą od tego ile zarobią, więc zarząd zagląda współwłaścicielom do kieszeni. Drugiego przypadku nawet nie można nazwać wspólnotą, bo zarząd jest zwykłą mafią, a właściciele są sobie wrodzy i na klatce schodowej zamiast „dzień dobry” mówią do siebie „weź się do roboty nierobie bo za mało płacisz”.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
12 5 orle

Główną przyczyną stagnacji gospodarki Japonii jest wysoka skłonność Japończyków do oszczędzania:
Dodatkowe kredyty kreowane przez prywatne banki jeszcze też w długofalowy sposób oddziałują szkodliwie na dynamikę gospodarki. Mianowicie, stały wzrost kapitałów pożyczkowych powoduje systematyczne spychanie w dół akumulowanej stopy zysku. Na takim etapie znalazła się współcześnie gospodarka Japonii. Japonia po II wojnie światowej była zrujnowana gospodarczo. Japończycy musieli bardzo oszczędzać, aby szybko odbudować zniszczoną wojną gospodarkę. Gdy im się to udało, postanowili równie szybko dogonić najlepszych, przede wszystkim Amerykanów. Skuteczną metodą okazała się merkantylistyczna polityka w handlu zagranicznym oraz finansowania inwestycji z wysokich oszczędności wewnętrznych. Ten etap Japonia również zrealizowała pomyślnie, sadowiąc się pod koniec lat 80. XX wieku na drugim po Stanach Zjednoczonych miejscu wśród najwyżej rozwiniętych gospodarczo krajów świata. Od osiąganych sukcesów w gospodarce Japończycy dostali zawrotu głowy. Chełpili się, zapowiadając, że w najbliższym czasie zdystansują też największą potęgę gospodarczą, Stany Zjednoczone. Nie zdołali, bo wszystko się nagle załamało. Dlaczego? Bo nie mogli już dalej aktywizować wzrostu gospodarki poprzez prowadzenie merkantylistycznej polityki eksportowania nadwyżek produkowanych towarów. Odtąd należało stymulować dalszy rozwój gospodarki poprzez aktywizowanie wewnętrznej konsumpcji. Niestety, wśród Japończyków nawyk wysokiego oszczędzania tak bardzo się utrwalił, że nadal należą do najbardziej oszczędnych narodów i nie potrafią żyć w dobrobycie, na jaki pozwalałby wytwarzany dochód. Tymczasem nadmierne oszczędności hamują wzrost i duszą gospodarkę w stagnacji. Czyżby Japończycy nie znali "Bajki o Pszczołach" (The Fable of the Bees), którą na początku XVIII wieku napisał i opublikował myśliciel polityczny i satyryk Bernard de Mandeville (1670 - 1733)?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 21 silvio_gesell

Bank udzielając kredytu kupuje weksel od wystawcy, czyli kredytobiorcy, wystawionymi na ten cel wekslami bankowymi, czyli pieniądzem. Banki mogą udzielać kredytu w ogóle nie mając depozytów - nie tylko dlatego, że depozyty nie są do tego potrzebne, ale dlatego, banki po prostu nie mogą pożyczać depozytów, ponieważ nie pozwala na to zasada rachunkowości podwójnego zapisu.

Co więcej, bank dopóki nie ma depozytów nie musi spełniać żadnych wymagań dotyczących odprowadzania rezerw obowiązkowych. Rezerwy są zatem z punktu widzenia banku ciężarem, i najchętniej by ich w ogóle nie posiadały.

Dlaczego w takim razie banki przyjmują depozyty, a nie ograniczają się do akcji kredytowej? Ponieważ banki potrzebują płynności, aby zagwarantować, że ich wypłacalność w procesie rozliczania przelewów międzybankowych (tzw. end of day) nie zostanie zagrożona, co wymagałoby zaciągnięcia pożyczki od banku centralnego - a to jest drogie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 8 orle

21. Amerykański ekonomista Milton Friedman (1912 – 2006) całą swoją długoletnią działalność naukową skupiał przede wszystkim na badaniu problematyki pieniądza, jego wpływu na przebieg realnych procesów produkcji i podaży towarów oraz tworzenia społecznego dochodu. Już w pierwszej swej obszernej pracy, którą napisał wspólnie ze swą asystentką Anną Schwartz: „A Monetary History of the United States 1867–1960” wydanej w 1963 roku, doszedł do wniosku, że pieniądz nie jest li tylko biernym pośrednikiem wymiany towarowej, jak to twierdziła klasyczna ekonomia, a także późniejszy główny jej krytyk John Maynard Keynes (1883 – 1946), ale istotnym, a nawet najważniejszym czynnikiem oddziaływania na tworzenie realnego dochodu. W artykule „The Role of Monetary Policy” opublikowanym w „American Economic Review” w 1968 roku proponował, że polityka stałego tempa wzrostu podaży pieniądza gwarantowałaby stały zrównoważony wzrost gospodarczy, czyli wolny od zakłóceń koniunkturalnych.
Ideę stałego tempa wzrostu podaży pieniądza rozwijał oraz przekonywał do wdrożenia jej do polityki kreacji i emisji przyrostu podaży pieniądza w kolejnych swoich publikacjach. „Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan wiedzy, moim zdaniem należałoby zastosować regułę odnosząca się do zmian ilości pieniądza w obiegu. W obecnej sytuacji postulowałbym przyjęcie reguł nakazujących władzom prowadzenie takiej polityki monetarnej, która skutkowałaby utrzymywaniem pewnego stałego wzrostu ogólnej ilości pieniądza na rynku. W tym celu zdefiniowałbym ogólną ilość pieniądza w obiegu jako pieniądz znajdujący się poza systemem banków komercyjnych. Tą definicją należało by objąć także ogół depozytów banków komercyjnych. Rola Systemu Rezerwy Federalnej powinna sprowadzać się do gwarantowania, że miesiąc po miesiącu i dzień po dniu ogólna ilość pieniądza będzie rosła o pewien w miarę stały wskaźnik, mieszczący się w przedziale od 3 do 5 procent. (…) Wprowadzenie tego rodzaju reguł spowodowało by drastyczne ograniczenie swobody decyzyjnej władz odpowiedzialnych za politykę monetarną państwa. (…) Dzięki tym reformom realizowane przez rząd operacje finansowe przestałyby być źródłem nieustannej destabilizacji i niepewności, stałyby się zaś przewidywalnym elementem planu rozwoju. (…) Jednak fundamentalne znaczenie dla rozwiązania omawianego problemu ma przyjęcie reguł ograniczających swobodę decyzyjną władz odpowiedzialnych za politykę monetarną w odniesieniu do ilości pieniądza znajdującego się w obiegu. (…) … w świetle dzisiejszej wiedzy tego rodzaju reguły dają największe gwarancje zachowania stabilności systemu monetarnego. Mam nadzieję, że gdybyśmy wprowadzili te reguły i zastosowali je w praktyce, nabralibyśmy nowych doświadczeń, dzięki którym moglibyśmy następnie opracować jeszcze lepsze zasady przynoszące jeszcze lepsze rezultaty”. (Milton Friedman: „Kapitalizm i wolność” Wydawnictwo HELION, 2008, str. 116 – 118).
Chociaż Milton Friedman za swe prace z teorii i historii pieniądza w 1976 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, nie udało mu się doprowadzić swej monetarnej teorii do wdrożenia do praktyki. Niewątpliwie dlatego, że po prostu nie podjął i nie dopracował w niej z punktu widzenia praktyki ważnej sprawy, która dotyczy sposobu wtłaczania nowo kreowanego pieniądza do obiegu.
22. Dla utrzymania równowagi rynkowej oraz zapewnienia zrównoważonego wzrostu istotne są kanały, przez które nowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu! „Jeśli nowy pieniądz przeznaczony zostaje na inwestycje w rządowe papiery wartościowe, to nie wywołuje cyklu. (…) Ponadto cyklu nie wywołują udzielane przez banki kredyty konsumpcyjne”. Natomiast „… mechanizm cyklu gospodarczego może zostać uruchomiony jedynie przez pożyczki bankowe oferowane przedsiębiorcom, a nie rządowi lub konsumentom”. (Murray N. Rothbard: „Wielki kryzys w Ameryce” Wyd. Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2010, str. 73 oraz przypis 1 na str. 140). „Łatwiejszy dostęp do kapitału możliwy dzięki ofercie dodatkowych kredytów bankowych (na wartość większą od wartości zdeponowanych oszczędności w bankach) prowadzi do inwestycji przemysłowych, które potem okazują się błędne. (…) Jeżeli proces tworzenia kapitału zwykle składa się z dwóch etapów, o s z c z ę d z a n i a i i n w e t o w a n i a, to dodatkowy kredyt oznacza przyznanie formalnej dyspozycji kapitałowej, czyli możliwości i n w e s t y c j i b e z o s z c z ę d z a n i a, czego wynikiem jest więc dysproporcja w p r o d u k c j i. (…) …dodatkowe kredyty, o ile przeznacza się je na wytwarzanie środków produkcji i trwałych dóbr konsumpcyjnych, nieuchronnie prowadzą do kryzysów. (…) Kredyty nadwyżkowe umożliwiają przeinwestowanie i mogą zainicjować wzrost koniunktury” . (Fritz Machlup: „Giełda, kredyt, kapitał. Fundamenty rynku papierów wartościowych” . Wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2013, str. 119, 138, 143, 224; w nawiasie – LO).
Powyżej przywołane twierdzenia mogą być potraktowane jako przesłanki do przeprowadzenia analizy ekonomicznych efektów z udzielania przez banki dodatkowych, nadwyżkowych kredytów oraz emitowania na tej podstawie i wtłaczania do obiegu nowego pieniądza. Do przeprowadzenia przedmiotowej analizy wykorzystane zostanie równanie wymienne Irvinga Fishera:
MV = (1)
Gdzie: M - wartość pieniądza(ilość jednostek monetarnych) w obiegu.,
V - szybkość pieniądza w obiegu (ilość transakcji, w których jednostka monetarna pośredniczy w wymianie towarów.
T - ogólna ilość transakcji wymiennych,
Pi - cena towar i-tego,
qi - realna jednostka towaru i-tego,
i = 1, 2, 3, …, T (enumeracja wymienionych na rynku towarów w okresie bilansowym).
Właściwe równanie Fishera nie jest doskonałym narzędziem do przeprowadzenia analizy obiegu pieniężnego, ponieważ uwzględnia jedynie wartość sprzedanych produktów finalnych, a pomija, abstrahuje od wartości tych produktów sprzedanych, które zostały zużyte do wytworzenia produktów finalnych oraz tych, które są kupione dla odtworzenie zużytych zapasów produkcji w toku. W gospodarkach wysoko rozwiniętych, w których skomplikowane i drogie wyroby, takie jak samoloty, statki oceaniczne, rakiety, są wytwarzane w coraz dłuższych i bardziej podzielonych procesach produkcyjnych, przekłada się to na coraz większy wzrost ilości i wartości transakcji wymiennych dla produkcji zaopatrzeniowej, co systematycznie podnosi poziom monetyzacji PKB. Dlatego model, w którym porównywany jest zasób, jakim są rezerwy pieniądza transakcyjnego M ze strumieniem dochodu brutt Y, jakim jest PKB, jest bardzo niedoskonałym narzędziem do badania obiegu pieniężnego. Można bowiem dojść do jednostronnie błędnej konkluzji, że im jest wyższy poziom rozwoju gospodarczego, tym jest wyższa monetyzacja dochodu tylko dlatego, że gospodarstwa domowe i jednostki produkcyjne, które realizują coraz wyższe dochody, mają też coraz większą skłonność do systematycznego powiększania płynności finansowej, czyli gromadzenia i trzymania coraz to większych rezerw pieniężnych. Takiemu złudzeniu uległ też Keynes, który na założeniu, że gdy wzrastają dochody, ludzie coraz mniej wydają na konsumpcję, co z kolei powoduje spadek popytu efektywnego i oddziałuje depresyjnie na gospodarkę, sformułował swoją teorię niedostatecznego popytu efektywnego w gospodarkach wysoko rozwiniętych. (John M. Keynes: „Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza”. PWN Warszawa 1985, str. 50 – 60).
Wprowadzona w wyrażeniu (1) modyfikacja do modelu Fishera, urealnia go w takim stopniu, że model nadaje się do przeprowadzenia analizy faktycznie istniejącego obiegu pieniężnego oraz do wyprowadzenia prawidłowych wniosków dotyczących roli pieniądza w gospodarce.
Dla ułatwienia percepcji analizy wprowadźmy następujące uproszczenia przez podstawienie do formuły (1) następujące wyrażenie:
(2)
Gdzie: P - przeciętny poziom cen sprzedanych towarów,
T - ogólna ilość sprzedanych realnych towarów
Po podstawieniu wyrażenia (2) do formuły (1), przybierze ona postać:
MV = PT (3)
Gdy formułę (3) podzielimy najpierw przez PT a następnie przez V, to otrzymamy
M:PT = 1:V (4)
oraz 1: V = µ (5)
gdzie: µ - cykl obiegu rezerw pieniężnych, czyli przeciętny czas, jaki upływa pomiędzy pośredniczeniem jednostek pieniężnych w kolejnych transakcjach,
Jeżeli przyjmie się założenie, że w cyklu o długości czasu µ każda jednostka monetarna pośredniczy w jednej tylko transakcji, to równanie (4) może być wyrażone w postaci:
M:PY = 1 (6)
oraz M = PT (7)
Albowiem ponieważ: V = 1 oraz 1:V = 1, więc µ = 1.
Wyrażenie (7) z założenia obrazuje statyczną wartość rezerw pieniężnych M, czyli niezmienny ich stan na początku i na końcu cyklu µ. Również wartość strumienia PT jest przedstawiona jako niezmienny kadr strumienia w przedziale (cyklu) µ.
Statyczny model (7) może zostać zdynamizowny po wydłużeniu cyklu obrotu rezerw pieniężnych M do 2 µ oraz powiększenia płatności w towarowych transakcjach do 2 ilości . Wtedy wyrażenie (7) przybierze postać:
M + dM = PT + PdT (8)
gdzie: dM - przyrost wartości rezerw pieniężnych w okresie: µ - 2 µ,
PdT - przyrost wartości sprzedaży towarów w okresie: µ - 2 µ.
23. Rozpocznijmy analizę od okresu, w którym w obiegu znajdował się wyłącznie pieniądz towarowy, czyli pełnowartościowe złote i srebrne monety. Wtedy cała wartość wybijanych i wtłaczanych do obiegu monet byłaby niewątpliwie wliczana do strumienia dochodu PKB i stanowiła jego przyrost w okresie : (µ - 2 µ) o wartości PdT. Dla jej upłynnienia, czyli włączenia do pieniężnego obiegu wymagałoby to przepływu/sprzedaży do gałęzi monetarnej, tj. dla kopalń kruszców i mennic, dóbr konsumpcyjnych oraz materialnych środków produkcji o wartości równej przyrostowi wyprodukowanych i wtłoczonych do obiegu monet, czyli o wartości PdT:
dM = PdT (9)
Należy sądzić, że nie tylko w okresie merkantylizmu, ale i po jego odrzuceniu wśród podmiotów aktywnych gospodarczo, ale i teoretyków ekonomii nie było w ogóle świadomości, jak olbrzymie koszty społeczne pochłaniał wzrost obiegu pieniężnego w postaci pełnowartościowych monet kruszcowych w kraju, którego gospodarka znajduje się w fazie wzrostu. Im w okresie obiegu pieniądza kruszcowego wzrost gospodarczy był intensywniejszy, o wyższej dynamice, tym ze strumienia bieżącego dochodu większa część realnego produktu musiała przepływać i przepływała do gałęzi monetarnej, która produkuje nowe monety kruszcowe, za które nabywa/kupuje środki produkcji a zatrudnieni w niej pracownicy kupują dobra konsumpcyjne.
Wzrost gospodarczy obciąża dochód nie tylko kosztem/nakładem na przyrost obiegu pieniężnego, ale również i nakładami inwestycyjnymi na przyrost zdolności produkcyjnych w gałęziach wytwarzających dobra konsumpcyjne i środki produkcji dla kontynuowania dalszego wzrostu produkcji.
Prawą stronę formuły (8), która obrazuje przekrój wartości strumienia dochodu w gospodarce, która znajduje się w fazie wzrostu, można więc wyrazić też w postaci:
M + dM = PT + PdT = K + In + PdT (10) Gdzie: K - koszty odtworzenia towarów sprzedanych,
In - inwestycje netto w gałęziach wytwarzających towary,
PdT - nadwyżka wartości towarów sprzedanych/upłynnionych za nowe monety kruszcowe, które dają przyrost obiegu pieniężnego.
Jeśli abstrahować od finansowania części inwestycji z oszczędności pochodzących z dochodów przeznaczonych na konsumpcję (z wynagrodzeń za pracę świadczoną przedsiębiorcom oraz z tej części zysków, które przedsiębiorcy traktują jako ich wynagrodzenie za organizację i nadzór nad produkcją), to wartość inwestycji netto jest dokładnie równa wartości akumulowanych zysków: Ai = In . Natomiast wartość nowo wybitych i wtłoczonych do obiegu monet kruszcowych należy traktować jako akumulowany zysk od kapitału zaangażowanego w płynność finansową, czyli od wartości rezerwy pieniędzy transakcyjnych: Am = dM = PdT.
W nauce ekonomii istnieje spór o to, czy inwestycje netto In są efektem dobrowolnych czy przymusowych oszczędności? Z analizy wyrażeń (8) oraz (10) jednoznacznie wynika, że aby gospodarka, która znajduje się w stadium stagnacji, mogła przejść do jakiegokolwiek, nawet o najniższej stopie wzrostu, muszą równolegle wystąpić zarówno oszczędności dobrowolne jak i przymusowe. Dobrowolne oszczędności dają środki na finansowanie inwestycji netto, które zapewniają wzrost realnego dochodu, natomiast przyrost obiegu pieniężnego powoduje wzrost poziomu cen, co skutkuje wymuszonymi oszczędnościami na wszystkich podmiotach gospodarczych.
Zasadniczą oznaką, że gospodarka wzrostowa pogrąża się w kryzysie, są spadające ceny. Gdy kryzys dobija do swego dna, ceny towarów są tak niskie, że producenci, którzy nie zbankrutowali, w cenach sprzedaży swych towarów realizują zaledwie koszty ich wytworzenia. Wartość produkcji globalnej brutto jest wtedy równa kosztom jej wytworzenia, czyli dynamiczny model, którego obrazuje wyrażenie (10) redukuje się do postaci MV = K. Szybkość obiegu pieniądza bardzo spada (V < 1), ponieważ ta część rezerw pieniężnych, która pośredniczyła w akumulowaniu zysków i finansowaniu inwestycji zastyga w bezruchu, jest jakby stezauryzowana w bezczynnych rezerwach pieniężnych.
Gdy w kryzysie płace nominalne nie ulegną obniżeniu i pozostaną na poziomie z okresu, w którym gospodarka znajdowała się w fazie wzrostu, to ich realna wartość jest odpowiednio większa, czyli te same płace nominalne w okresie recesji mają większą realną siłę nabywczą, aniżeli w okresie wysokiej koniunktury. Na skutek spadku cen do poziomu kosztów produkcji towarów następuje przesunięcie produktu realnego od akumulowanych zysków do płac. I odwrotnie, im przedsiębiorcy realizują wyższe zyski i więcej z nich akumulują, tym na niższym poziomie, w stosunku do wartości wynagrodzeń nominalnych, kształtują się płace realne.
Ożywienie inicjujące przejście ze stagnacji do wzrostu produkcji i dochodu może nastąpić i następuje wtedy, gdy pojawi się popyt zewnętrzy, spoza układu gospodarczego, w postaci wtłoczenia do gospodarki nowego pieniądza. Wtłoczenie nowego pieniądza powoduje wzrost cen towarów. Na taki sygnał przedsiębiorcy zaczynają sięgać po nieczynne dotąd rezerwy pieniężne i rozpoczynają finansowanie nowych inwestycji inwestować, bo dopiero wtedy, gdy wzrastają ceny, spodziewają się oraz prognozują dalszy wzrost popytu na wytwarzane towary. Wzrastające ceny przy stabilnych płacach podnoszą zyski na tyle, że przedsiębiorcy mogą ich odpowiednią część akumulować i finansować dalsze nowe inwestycje pod przyszły wzrost produkcji i podaży towarów na rynek. Żaden przedsiębiorca nie rozpocznie nowych inwestycji w jakiejkolwiek dziedzinie wytwórczości dopóty, dopóki wytwarzane w niej i sprzedawane towary nie dają zysków na takim poziomie, że umożliwiają akumulację kapitału. Jeżeli przedsiębiorca realizowane przez siebie inwestycje finansuje z kredytu, to stopa zwrotu od zainwestowanego kapitału musi być wyższa od stopy oprocentowania kredytu, bo dopiero z tej różnicy otrzymuje wynagrodzenie za przedsiębiorczość.
W każdym wypadku faktycznymi dostarczycielami realnych oszczędności dla realizowanych przez przedsiębiorców inwestycji rozwojowych są płacobiorcy. Przedsiębiorcy natomiast są sprawnymi realizatorami akumulowania i inwestowania społecznych środków, jakie poprzez wzrost cen dostarcza/powierza im społeczna gospodarka rynkowa, gdy znajduje się w fazie wzrostu. A które inwestycje są finansowane z dobrowolnych oszczędności? Może to być i jest to ta część inwestycji, która jest finansowana z oszczędności pochodzących z dochodów z pracy, również z tej części zysków, które są traktowane jako wynagrodzenie za wkład pracy przedsiębiorców oraz z obniżenia na wydatkach od przeciętnie konsumowanych dochodów z kapitału. Gdy nie ma dobrowolnych oszczędności do finansowania inwestycji, stopa akumulowanego zysku: ra = Ai/F = In/F jest dokładnie równa stopie inwestycji netto jako stosunku inwestycji In do wartości brutto eksploatowanych czynników produkcji F . Każdy wzrost udziału oszczędności dobrowolnych w finansowaniu inwestycji oddziałuje na obniżenie stopy akumulowanego zysku. Gdyby oszczędności dobrowolne w finansowaniu inwestycji zepchnęły do zera stopę akumulowanego zysku, to przedsiębiorcy utraciliby zupełnie bodziec do inwestowania, albowiem musieliby finansować inwestycje wyłącznie z zaciągania kredytów. I nie tylko że nie realizowaliby z tego tytułu zysków, ale jeszcze ponosiliby straty z tytułu płaconego oprocentowania od zaciągniętych kredytów. Keynes na drodze intuicyjnego wglądu dostrzegł, że nadmierne oszczędności zniechęcają przedsiębiorców do inwestowania, jednak nie potrafił tej tezy ani analitycznie dowieść, ani też prawidłowo ją zdefiniować.
24. Na przejściu z obiegu pieniądza towarowego, jakim były kruszcowe, złote i srebrne monety, na pieniądz nietowarowy, jakim są papierowe banknoty i bankowe depozyty, gospodarka osiągnęła i wciąż odnosi podwójne korzyści. Po pierwsze, w okresie, w którym w obiegu był pieniądz kruszcowy, aby powiększyć jego obieg, trzeba było na ten cel poświęcić część wytworzonego produktu realnego, która była równa wartości przyrostu wybijanych i wtłaczanych do obiegu złotych i srebrnych monet. Koszty kreacji nowego pieniądza nietowarowego są znikome. Już przed ponad dwustu laty Adam Smith stwierdził, że zastąpienie pieniędzy kruszcowych nietowarowymi substytutami daje w skali gospodarki ogromne oszczędności na kosztach obiegu (Adam Smith: Tamże, str. 362 – 369, 431). Po drugie, poziom tempa wzrostu produkcji i dochodu był uzależniony i ograniczony tempem wzrostu podaży kruszców monetarnych. Z tego powodu w przeszłości tempo wzrostu gospodarczego nie przekraczało średniorocznie 1 do 2 procent. Zastąpienie pieniądza kruszcowego nietowarowymi substytutami umożliwia kreację oraz dostosowywanie tempa przyrostu podaży pieniądza nietowarowego do realnych czynników wzrostu dochodu: przyrostu podaży pracy oraz wzrostu jej wydajności z tytułu wdrażanego postępu technicznego.
Każdy czytelnik, który uważnie przeczytał wszystkie punkty powyższego tekstu może i powinien postawić sobie zasadnicze pytania: 1. Co się dzieje z oszczędnościami, jakie daje zastępowanie w obiegu drogich pieniędzy kruszcowych ich tanimi substytutami? 2. Skąd biorą się kryzysy gospodarcze, które powodują ogromne marnotrawstwo ludzkiej energii oraz dóbr materialnych?
Jak dotąd, z problemami tymi nauka ekonomii nie potrafi się uporać! Praktyka zmaga się z ciągłymi zaburzeniami wzrostu gospodarczego. Mniej lub bardziej regularnie satysfakcjonujące wzrosty dochodu są przerywane głębokimi zapaściami oraz niszczeniem „nadmiernie” tworzonego kapitału z powodu tak zwanych chybionych inwestycji w okresach boomów. Nie tylko może dziwić, ale wręcz musi szokować fakt, że spośród około 80 laureatów Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii, żaden z nich nawet nie próbował zadać pytania i na nie odpowiedzieć, co dzieje się z oszczędnościami, jakie we wzrostowych gospodarkach są uzyskiwane na zastępowaniu w pieniężnym obiegu drogich monet kruszcowych tanimi substytutami? A przecież już przed ponad dwustu laty Adam Smith, twórca nauki ekonomii stwierdził: „Gdy więc zastępując je (monety kruszcowe) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać … , musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy (która z gałęzi monetarnej zostaje przesunięta do gałęzi produkujących dobra materialne), a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy” (Adam Smith: tamże, str. 369; fragmenty w nawiasach – LO).
W formule (10) dM obrazuje wartość nowych monet złotych i srebrnych, które były wytwarzane przez gałąź monetarną w okresie, gdy w obiegu krążyły wyłącznie monety kruszcowe. Wchodziły one do obiegu w taki sposób, że za wyprodukowane monety gałąź monetarna kupowała zużywane przez siebie środki produkcji a zatrudniani w niej pracownicy kupowali dobra konsumpcyjne. Wszystko to wartości PdT było wytworzone w gałęziach produkcji materialnej. Gałęzie produkcji materialnej sprzedając gałęzi monetarnej bezpośrednio lub pośrednio tę wartość wytworzonych nadwyżek towarów, powiększały dzięki temu swe rezerwy pieniężne, które z kolei umożliwiały odpowiednie powiększenie transakcji wymiennych pomiędzy sobą w zakresie finansowania realizowanych inwestycji dla kontynuowania wzrostu produkcji i jej sprzedaży. Jeżeli wartość wybijanych przez gałąź monetarną i wtłaczanych do obiegu nowych monet była dokładnie równa wartości nadwyżce podaży towarów wytworzonych przez gałęzie produkcji materialnej, czyli gdy dM = PdT, to ceny sprzedawanych gałęzi monetarnej towarów, jak i wymienianych pomiędzy gałęziami produkcji materialnej, utrzymywały się na przeciętnie stałym, nie zmieniającym się poziomie. Wymiana towarowa dokonywała się więc w warunkach równowagi dynamicznej. Zasadniczym warunkiem utrzymywania się równowagi dynamicznej w długim okresie było i jest, aby oba strumienie, wzrostu podaży pieniądza i wzrostu podaży towarów, były sobie równe nie tylko co do przyrostu wartości, ale też wzrastały według takiej samej stopy, czyli wzrastały w jednakowym, równym tempie. W okresie obiegu pieniądza kruszcowego strumieniem wiodącym, który określał tempo wzrostu produkcji i podaży towarów na rynek było tempo wzrostu pozyskiwania kruszców oraz wybijanych z nich i wtłaczanych do obiegu monet. Tempo wzrostu obiegu pieniężnego nie tylko określało, ale wręcz wymuszało na przedsiębiorcach akumulowanie zysków dla finansowania inwestycji na poziomie kontynuowania realizowanej stopy wzrostu. Gdy Marks w „Kapitale” stwierdził, że nie wie od czego zależy kształtowanie się wysokości cen na określonym poziomie, to BÖhm Bawerk nie rozumiał w ogóle, o czym ten pisze! Wicksell też nie kojarzył, że jego „naturalna stopa procentowa” jest to po prostu stopa określona tempem wzrostu podaży pieniądza.
25. W warunkach kreacji i obiegu pieniądza nietowarowego przez gospodarkę wzrostową też jest tworzona nadwyżka wartości podaży towarów. Z jej upłynnienia podmioty gospodarcze tworzą i powiększają rezerwy pieniężne umożliwiające płatności z tytułu przyrastających transakcji wymiennych. Ponieważ koszty kreacji pieniądza nietowarowego są znikome, więc prawie cała wartość nadwyżki podaży może być i jest wykorzystywane na inne cele. Nie jest konieczne, aby w tym tekście dociekać, jak to się stało, że dysponentami oszczędności, jakie daje zastępowanie w obiegu drogich pieniędzy kruszcowych tanimi ich substytutami w postaci banknotów oraz bankowych depozytów, stały się i są prywatne banki komercyjne, których udziałowcy oraz zatrudniani przez nich bankierzy czerpią z tych oszczędności olbrzymie dochody, niewspółmierne do wkładu pracy i osobistych zasług! Nadwyżki podaży, których źródłem są wszystkie procesy produkcji realizowane w danej gospodarce, banki komercyjne przywłaszczają sobie w ten sposób, że na upłynnianie tych nadwyżek udzielają nadwyżkowych kredytów ex nihilo, czyli udzielają pewną część kredytów nie ze zdeponowanych wcześniej w bankach oszczędności, a po prostu przez dopisywanie na rachunku bankowym kredytobiorcy kwoty udzielonego kredytu. Poprzez taki zapis kreowany jest też bankowy pieniądz depozytowy, którym regulowane są płatności transakcyjne kredytobiorców.
Jeżeli banki udzielą dodatkowych kredytów w ogólnej kwocie dM na wartość równą wartości nadwyżki podaży towarów PdT, to dodatkowy popyt kreowany tymi kredytami zabsorbuje nadwyżkę podaży po przeciętnie stałych, niezmiennych cenach. Gdyby natomiast kwota dodatkowych kredytów była mniejsza od wartości nadwyżki podaży towarów dM < PdT, to wykreowany tymi kredytami przyrost popytu efektywnego byłby niewystarczający i w następstwie w odpowiednim stosunku spadłyby ceny wszystkich sprzedawanych towarów. Ponieważ banki prywatne działają w rozproszeniu i konkurują ze sobą o klientów, więc starają się udzielać dodatkowych kredytów jak najwięcej, tym bardziej że tworzenie kapitału fikcyjnego, jakim są udzielane nadwyżkowe kredyty praktycznie niewiele ich kosztuje, bo jedynie ogranicza się w najlepszym razie do zbadania zdolności kredytowej kredytobiorcy a następnie dopisania na jego rachunku kwoty udzielonego kredytu. Natomiast korzyścią banku jest pobierany od tego kredytu procent. Starają się więc pożyczać jak najwięcej nadwyżkowych kredytów. Jeśli udzielą dodatkowych kredytów na kwotę ogólnie większą od wartości wytworzonej nadwyżki podaży towarów, czyli dM> PdT, to efektywny popyt przekroczy rynkową podaż i ceny wzrosną. Na wzroście cen zyskają banki i przedsiębiorcy, a stracą ci wszyscy, którzy maja stałe dochody, czyli płacobiorcy i właściciele oszczędności.
Kredytowa kreacja pieniądza przez banki komercyjne nie tylko że nieustannie naciska tendencją inflacyjną na równowagę cenową, ale jej destrukcyjne skutki są jeszcze bardziej szkodliwe dla gospodarki, bo powodują okresowe kryzysy! Jeżeli z nadwyżkowo udzielanych kredytów są finansowane dodatkowe inwestycje produkcyjne, powoduje to systematyczne podnoszenie stopy nakładów inwestycyjnych w stosunku do tych finansowanych z oszczędności. Ponieważ w gospodarce wzrostowej nadwyżka podaży płynie ciągłym strumieniem, więc jej produkcyjne inwestowanie tworzy narastającą bańkę, która pęka, gdy z dodatkowo utworzonych zdolności produkcyjnych poczyna spływać na rynek dużo większa podaż towarów od możliwości wchłonięcia jej przez nieadekwatny wzrost popytu efektywnego, albowiem w okresie boomu dochody są przesuwane od konsumpcji do akumulowanych zysków i inwestycji. Błędnie zainwestowany kapitał w czasie narastania bańki, jest potem niszczony podczas recesji!
Uważa się, że gdy dodatkowe kredyty są udzielane gospodarstwom domowym na cele konsumpcyjne oraz rządowi na finansowanie deficytu budżetowego, to nie powoduje to nadmiernego wzrostu koniunktury, który skutkuje pęknięciem bańki spekulacyjnej. To prawda. Ale i finansowanie z dodatkowych kredytów indywidualnej konsumpcji oraz deficytów budżetowych rządu też jest bardzo szkodliwe dla gospodarki! Dlaczego? Wszystkie kredyty, których udziela bankowość prywatna są oprocentowane. Dodatkowe kredyty są obciążone taką samą dodatnią stopą procentową, jak te udzielone ze zdeponowanych oszczędności. Większa część realizowanego przez banki oprocentowania jest kapitalizowana, co powoduje, że systematycznie wzrasta kapitał oszczędnościowy w stosunku do bieżącego dochodu, z którego są obsługiwane długi. Podmioty, które się nadmiernie zadłużają, w końcu tracą zdolność obsługiwania swoich długów z bieżąco realizowanych dochodów. Skutkuje to kryzysem finansowym, czego klasycznym przykładem był wybuch kryzysu w 2008 roku na rynku kredytów hipotecznych. Dodatkowe kredyty kreowane przez prywatne banki jeszcze też w długofalowy sposób oddziałują szkodliwie na dynamikę gospodarki. Mianowicie, stały wzrost kapitałów pożyczkowych powoduje systematyczne spychanie w dół akumulowanej stopy zysku. Przedsiębiorcy inwestują w nowe zdolności produkcyjne dopiero wtedy, gdy stopa zwrotu od zainwestowanego kapitału jest na tyle wyższa od stopy procentowej od zaciągniętych kredytów, że mogą akumulować odpowiednią część realizowanego zysku. Właśnie dlatego banki centralne obniżają stopę procentową nawet poniżej zera, aby w ten sposób zachęcić przedsiębiorców do zaciągania nowych kredytów. Niestety, jak długo będzie można po tej drodze się posuwać, jeżeli kapitału fikcyjnego kreowanego dodatkowymi kredytami przez banki komercyjne ciągle przybywa?
Zaiste, kto to stworzył taki system, aby wąska grupa społeczna, skupiona wokół prywatnej bankowości, mogła tym narzędziem przywłaszczać sobie i pobierać procenty od kapitałów, które tworzone są przez wszystkich aktywnych członków społeczeństwa w realizowanych przez nich procesach produkcji?! Kapitały te są bowiem społecznymi efektami rozwijającej się gospodarki uzyskiwanymi z zastępowania przyrostów drogiego obiegu monet kruszcowych tanimi pieniędzmi nietowarowymi w postaci papierowych banknotów oraz depozytów bankowych. Efekty te powinno przejmować i dysponować nimi państwo, emitując w tym celu pieniądz suwerenny. Jednocześnie o wartość realizowanej renty emisyjnej powinno być obniżone opodatkowanie dochodów pracujących obywateli.


Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 3 orle

Ponieważ wzory (1) i (2) nie zostały poprawne skopiowane, podaję zbliżone do prawidłowych ich wersji:

MV = EPixqI (1)

EPixqi = PT (2)

! Odpowiedz
13 9 samsonn

to by byl koniec takich fikcji jak polska gospodarka

! Odpowiedz
34 19 dr_zweig

P. Kolany i inni "austriacy" naczytali sie Rothbarda i plotą te swoje głupoty podążając za swoim guru o systemie bankowym i 100% rezerwie bankowej. Austriacy nie rozumieją jak działa system bankowy. rezerwa częściowa jest fundamentem działania banku - bez rezerwy częściowej nie ma banku w ogóle. To co pozostanie to magazyn plus firma świadcząca usługi przelewów pieniędzy pomiędzy rachunkami. Sedno działalności bankowej to udzielanie kredytu a kredytu nie ma jak nie można wykorzystać do jego udzielenia depozytu. Austriacy nie zdają sobie też sprawy, że dla systemu rezerwy częściowej nie ma zupełnego znaczenia co jest pieniądzem. Mogą to być bilety emitowane przez państwo albo bank centralny, może to być złoto, mogą to być szklane paciorki z zatopionym wizerunkiem Lecha. System bankowy przyjmie powszechnie akceptowany środek płatniczy jako depozyt, część odłoży jako rezerwę na potrzeby wypłat na żądanie a część pójdzie na udzielenie kredytu. I właśnie ta część, która tworzy kredyt zazwyczaj wraca do systemu bankowego jako następny depozyt i tworzy następny kredyt po odjęciu następnej rezerwy na wypłaty bieżące depozytów. Tak system bankowy tworzy pieniądz kredytowy, ale też niszczy go z każdą spłatą kredytu lub wypłatą depozytu do gotówki (cokolwiek jest tą gotówką jak napisałem wyżej). Stąd system bankowy (bez szkodliwego wpływu banku centralnego) reaguje naturalnie na zapotrzebowanie gospodarki na pieniądz i płynność. Niestety ustanowienie banku centralnego wszystko zmienia, mechanizmy rynkowe zostają zastąpione sztucznym sterowaniem, już nie rynek a bank centralny decyduje o stopie po jakiej sie pożycza pieniądze a bank centralny jako jedyny może tworzyć nowe pieniądze z niczego

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 19 linspace

Postawiłeś sobie chochoła i z nim walczysz, a na koniec doszedłeś do absurdu, że szkoła austriacka mogłaby chcieć centralizacji czegokolwiek. Wow.

! Odpowiedz
43 8 hellboy_666

Widzę, że propaganda prorosyjsko-antyzachodnia i "austriacka" ma się na Bankierze bardzo dobrze. Oj, nieładnie, panie Kolany. Niech nam Pan lepiej powie, ile było kryzysów w USA i jak długo trwały !PRZED! ustanowieniem Fedu, w systemie "wolnej bankowości" i "pieniądza metalowego". Bo jedyne, co Pan tutaj w tym artykule robi, to cherry picking. Przypominam również, że austriacka "szkoła" ekonomii z jej prakseologią i "werbalnym wnioskowaniem" to taki prawicowy "materializm historyczny" - tak samo niefalsyfikowalny, sprowadzający się dla odmiany do "człowiek działa -> wolny ryneg jest najlepszy na wszystko". No tylko jakoś z globalnym ociepleniem i wieloma innymi rzeczami ten wolny ryneg sobie nie może poradzić.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
22 5 hellboy_666

Grad minusów ale polemiki żadnej. Tyle jesteście onuce i austriaccy oświeceni wannabe-ekonomości po kilku artykułach z Misesa warci.

! Odpowiedz
3 5 zielonyfraktal

ilość kryzysów po wprowadzeniu reżimu fiat money (bez uwiązania do złota) wzrosła około 1000 krotnie. Kryzysy monetarne były wcześniej bardzo rzadkim zjawiskiem (pojawiały się z okazji np odkrycia nowego świata i masowym importem złota i srrebra z Am Południowej i Meksyku).
Tak jak napisał pan Kolany - od bankructwa usa w '71 (zerwanie pegu do złota) kryzysy są codziennością

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 3 silvio_gesell

Historia opisała już do czego prowadzi ograniczenie emisji pieniądza do jednego banku. Prowadzi do zniszczenia tego banku i wojny domowej.

https://reason.com/archives/2014/06/22/the-financial-crisis-of-1837

! Odpowiedz
0 0 hellboy_666 odpowiada zielonyfraktal

"wzrosła około 1000 krotnie" poproszę źródło albo proszę zamilczeć

! Odpowiedz
2 0 hellboy_666 odpowiada silvio_gesell

Możesz tutaj nie wrzucać tej sekciarskiej libertariańskiej propagandy sponsorowanej przez Kochtopus, pajacu?

! Odpowiedz
2 9 kolumb1234

Akurat szwajcarskim bankom nic się nie stanie maja i tak nadmiar gotówki

! Odpowiedz
32 10 jacek-19

"Gdyby po swoje wkłady jednocześnie zgłosiło się 20-30% klientów, to żaden bank by tego nie wytrzymał." - panie Kolany takiego banku nie ma i nie bylo nigdy . Zasada banku jest otrzymany depozyt odrazu pożyczyć klientowi , bo te pieniadze musza zarabiac na bank , a nie tracic lezac .
" Dawno, dawno temu bankier mógł pożyczyć tylko tyle pieniędzy (czyli złotych lub srebrnych monet), ile otrzymał na przechowanie od swych klientów (deponentów)." - i jak ten bankier pozyczyl 100% depozytow to jak mogl oddac depozyty 30% swoich klientow ?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 40 3bet

Istnieje fundamentalna różnica między sytuacją gdy ktoś deponuje w banku 1000 zł i bank pożycza komuś ten 1000 zł, a sytuacją gdy ten sam tysiąc stanowi gwarancję do udzielenia kredytu na ok 30 000 zł.
W pierwszym przypadku bank spekuluje na własne ryzyko, że pożyczkobiorca odda zanim deponent zgłosi się po pieniądze. W drugim kreowane są pieniądze bez pokrycia, co może doprowadzić do bankructwa nie tylko banku ale i całego systemu finansowego.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
14 17 silvio_gesell odpowiada 3bet

Jeśli banki udzielają kredytu na 30000zł mając tylko 1000zł depozytów to w wyniku mają 31000zł depozytów. Nawet jeśli wykreowane 30000zł wyląduje w innym banku jako depozyt to zostanie to zbilansowane na rynku międzybankowym.

Jedyne ryzyko, że ktoś zamiast zdeponować te 30000zł schowa je w gotówce do materaca. Zatem gdyby gotówka nie istniała wtedy w ogóle nie istniałoby ryzyko stabilności systemu bankowego.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 10 gronostaj odpowiada 3bet

Ja nie widzę żadnej różnicy. I w jednym i w drugim przypadku pożycza nie swoje pieniądze.

! Odpowiedz
8 15 silvio_gesell odpowiada gronostaj

Ludzie nie mają banknotów na własność, tylko je posiadają (ius possidendi), dysponują (ius utendi) i pobierają pożytki (ius frutendi). Ostatnia składowa prawa własności, czyli prawo rozporządzania (ius abutendi) zawsze należy do banków, gdyż tylko one ma prawo emitować i umarzać banknoty. Banki gdy udzielają kredytu zawsze emitują nowy pieniądz, a nie pożyczają depozyty. Depozyty powstają w wyniku kredytów, a nie na odwrót.

Referendum w Szwajcarii nic nie zmienia, bo aby banki komercyjne nie kreowały pieniądza ponad istniejące depozyty banki musiałyby mieć całkowity zakaz udzielania kredytu, czyli także skupowania obligacji, co w oczywisty sposób prowadzi do całkowitego zniknięcia pieniądza z obrotu gdy dotychczas wyemitowane obligacje zapadną.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
24 29 silvio_gesell

Przecież każdy może kreować pieniądz wystawiając weksle, nie tylko kredytobiorcy banków.

! Odpowiedz
8 12 3bet

Upaństwowienie kolejnej dziedziny życia nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, nawet w przypadku tak zepsutego systemu jak bankowość. Polecam sprawdzić kto wysunął poniższy postulat:

"Scentralizowanie kredytu w rękach państwa poprzez bank narodowy o kapitale państwowym i o wyłącznym monopolu"

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 19 cds_rate

A co by się stało z tymi wszystkimi aktywami denominowanymi w CHF. Moment wprowadzenia to byłoby bardzo tłoczno przy drzwiach, a ponieważ wszyscy wokół sobie beztrosko dewaluują (a szczególnie my na PLN), to wśród frankowców byłby skowyt...
No i rzeź na tych aktywach obciążonych CHF.

! Odpowiedz
15 32 prs

Taaa..a nasze 200zl wyglada jakby Orzel Polski lezal w trumnie, bez korony na glowie, z dziwnym S zawieszonym na szyi, zawinietymi piorami na ogonie jak u martwych ptakow...
Moze tak Bankier napisze artykulik dlaczego w Konstytucji jest napisane ze Rzad Polski nie moze pozyczac pieniazkow od NBP tylko od "innych" (wiadomo czyich) bankow?..

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 4 gronostaj

To może napisz. I pozdrów Rydzyka przy okazji.

! Odpowiedz
66 28 lolek71

Pan redaktor nie ma pojęcia o systemie rezerwy cząstkowej i powiela bzdury, wstyd. Bank nie pożycza więcej pieniędzy niż ma depozytów tylko ich cześć musi pozostawić w banku a resztę może pożyczać, dlatego rezerwa cząstkowa. Kreacja pieniądza odbywa sie dopiero przy deponowaniu pożyczonych pieniędzy i udzielaniu z nich kolejnej pożyczki. Nie rozumiem po co ta zajawka na cofanie systemu bankowego o 100 lat może tez wróćmy do liczydeł i powozów konnych

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 37 the_mind_renewed

Gościu odpuść

! Odpowiedz
21 15 mykkamyk odpowiada the_mind_renewed

Zarzuty lolka do pana K.K. są w dużej części uzasadnione. Jeżeli chcemy mieć 100% rezerwy, to nie będzie oprocentowania rachunków, a banki sprowadzimy do roli sejfów.
Moim zdaniem Szwajcarzy przegięli. Powinni głosować za znaczną podwyżką rezerwy cząstkowej. Pozwoliłoby to zmniejszyć kreację pieniądza, zminimalizować niebezpieczeństwo, ale z nadal sensownym dostęp do kredytu i odsetkami dla osób deponujących swoje pieniądze.

Przy naszym polskim systemie z 3,5% banki mogą teoretycznie wykreować 30x więcej pieniądza niż jest gotówki ...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 26 the_mind_renewed

Z całą pewnością można powiedzieć że do tego w Szwajcarii nie dojdzie – Można o światowej banksterce mówić różne rzeczy ale głupcami to oni nie są. Ps. Od złotej kotwicy już dawno złoty łańcuch się urwał i teraz jednostka jest na rozszalałym oceanie, a banksterzy rzucają w panice na prawo i lewo papierowe pontony (Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodził się udzielić rządowi Argentyny wsparcia w wysokości do 50 miliardów dolarów.)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 58 ricozez

Trzymam za Szwajcarów,niech przeprowadzą monetarną rewolucję.Dosyć hien bankowych !

! Odpowiedz
11 66 amun

Jak można pożyczać jedne i te same pieniądze kilku podmiotom? Przecież to jest szwindel grubmi nićmi szyty!

! Odpowiedz
13 27 janusz26904029

Raczej należałoby zapytać - co w tym systemie było lepszego, że wyparł wszystkie inne? W oczywisty sposób pozwolił jednocześnie kredytować więcej przedsięwzięć.

Tak samo mógłbyś pytać, czy ubezpieczyciel posiada pokrycie w gotówce wszystkich możliwych negatywnych wydarzeń, które ubezpiecza.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 51 amun odpowiada janusz26904029

Gdyby zwykły obywatel zrobił to samo co banki na masowa skalę, to prokurator domagałby się nałożenia na niego sankcj od 5 do 25 lat. ;)

! Odpowiedz
2 14 cyklotron odpowiada janusz26904029

lepszy jest dla bankierów , bo łatwiej sie moga nachapać. Dlaczego ja nie mogę pożyczać tych samych pieniędzy kilku osobom na procent?

2.Co MA piernik do wiatraka? wystarczy , żeby ubezpieczyciel miał na pokrycie szkód proporcjonalnie do szansy wystapienia tej szkody.( w praktyce bywa różnie)

w takim razie w toku twojego rozumowania powinno się wprowadzic rezerwę cząstkową nie 3.5% a 0,35% albo 0,000035%... skoro to takie dobre?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 5 janusz26904029 odpowiada cyklotron

Bo nie wykonujesz obowiązków banków. Jako instytucje mogą mieć zdywersyfikowane ryzyko, podczas gdy pojedynczy żuczek nie ma fizycznie takiej możliwości.

Masz możliwość stworzenia swojego banku i sprawdzenia, czy to taki złoty interes, jeśli masz odpowiedni kapitał. Masz możliwość inwestowania w akcje banków, jeśli wierzysz, że tak świetnie zarobią.

Banki też nie potrzebują posiadać pokrycia 100% pożyczonych pieniędzy, bo zakłada się, że mniej niż 100% z pożyczek nie będzie zwrócone. Gdyby założenie było 100%, to tak, jakbyś myślał, że absolutnie wszystko co jest kredytowane splajtuje i tu jest analogia do pokrycia ryzyka w ubezpieczeniach. Po prostu nie ma takiej potrzeby.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 47 jop-morgano

Niestety nie wprowadza tego bo propaganda aktualnego systemu jest za silna.

Na powrot do standardu zlota juz niestety za pozno. Ale taki Vollgeld to dla Polski najlepsze rozwiazanie.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
ZŁOTO -1,08% 1 464,90
2019-12-06 22:59:00
USD/PLN 0,33% 3,8638
2019-12-06 22:59:00
EUR/PLN -0,20% 4,2677
2019-12-06 22:59:00
EUR/USD -0,38% 1,1062
2019-12-06 22:59:00
CHF/PLN -0,05% 3,8972
2019-12-06 22:59:00
Porównywarka kantorów internetowych

Kupuj walutę taniej >>

Chcę
Kupić
Sprzedać
Płacę

Wymień walutę taniej

Znajdź profil